Chodzi o to, żeby próbować

wish_i_was_here_1

Nawet kiedy przeprowadza wiwisekcję mentalności współczesnych 30-latków, Zach Braff potrafi umiejętnie wyważyć powagę z humorem. Jego „Gdybym tylko tu był” mimo, że odważnie podejmuje problemy codzienności, co raz puszcza do nas oko i uwodzi wyzwalającymi „klimatycznymi” scenami. To sprzedawca dobrego nastroju „pomimo wszystko”.

Śmiertelna choroba ojca, ciągłe niepowodzenia w aktorskich castingach, problemy z pieniędzmi, lekko sfrustrowana żona, rozwydrzony młody syn, dojrzewająca córka, wyizolowany brat, który nie poczuwa się do opieki czy nawet zainteresowania ojcem. A do tego ciągła szarpanina z oczekiwaniami innych, pokładanymi nadziejami na bycie wzorowym, przewidywalnym ojcem rodziny. Idąc tokiem długiej listy utrapień, wydawałoby się, że Aidan Quinn (Zach Braff) – 35-latek, który wciąż nie dorósł do swojej roli – ma bardzo pod górkę. I tak faktycznie (z pozoru) jest.

Aidan jest aktorem na ciągłym dorobku, odbija się od castingu do castingu, swoją ostatnią robotę (w reklamie) miał „już chyba nikt nie pamięta kiedy”. Wciąż jednak nie rezygnuje, chce gonić i dogonić swoje marzenia. Krytykiem jego „nieodpowiedzialnego” podejścia jest twardo stąpający po ziemi ojciec. Wsparciem – jak w życiu – okazuje się kochająca osoba. To żona Sarah (Kate Hudson), która sama pracuje w miejscu za którym nie przepada, jest jego ostoją. Braff każe nam myśleć, że pomimo przeciwności losu jedynym co nas trzyma przy życiu jest gotowość do działania, do walki o swoje. Dopóki próbujemy sięgnąć naszych marzeń, czujemy, że żyjemy. Czujemy, że to wszystko ma jakiś sens.

wish_i_was_here_2

Niezwykłość spojrzenia twórcy „Powrotu do Garden State” polega jednak na tym, że nawet największe bolączki bohaterów potrafi w tej tragikomedii przetworzyć w pozytywne podejście i myślenie. Na szczęście nie jest to tylko myślenie życzeniowe, ale czai się pod tym coś jeszcze. W potoku – mniej lub bardziej zwariowanych – kadrów przewijają się bowiem sceny (takie, jak na plaży, czy pustyni), które w magiczny sposób wyciągają nas z głównego nurtu opowieści. Obrazy, które w oderwaniu od filmu (spotęgowane rewelacyjnym soundtrackiem) pozwalają się na chwilę zatrzymać, złapać głębszy oddech i spojrzeć za siebie, przed siebie, ale i w siebie. Rzecz, której trudno byłoby się spodziewać po tak lekkim kinie.

W „Gdybym tylko tu był” jest też nuta goryczy. Padają pytania, które nie raz pojawiają się w relacjach damsko-męskich – Od kiedy ten związek dotyczy tylko twoich marzeń? Śmierć ojca przychodzi wcześniej, niż ktokolwiek by się tego spodziewał etc. To ważne, że przy tej skrzętnie tkanej przez Zacha Braffa poetyce, jest miejsce na prawdziwe życia, które co chwilę wyziera spod tragikomediowego make up-u.

Jest w filmie taka scena. Aidan i Sarah wymykają się na jeden wieczór z domu, na randkę na plaży. Rozmowa. Sarah – Kiedy widziałeś mnie najszczęśliwszą? Aidan – Kiedy surfowałaś. Leżałem wtedy z książką na plaży, a ty pobierałaś swoje lekcje. Patrzyłem jak walczysz, żeby ustać na desce. Aż w końcu ci się udało. Nie widziałem twojej twarzy, bo byłaś za daleko, ale dało się wyczuć twoją euforię. Esencję radości… Sarah – Najszczęśliwszy był uśmiech, którego nawet nie widziałeś? Aidan – Wiem, to dziwne?Nawet piękne, w pokręcony sposób – odpowiada Sarah. I tak piękny i pokręcony jest ten niedoskonały film, utrzymany w letnich klimatach, choć chyba jednak bardziej przedwiosennych. Wrażliwe kino dla nadwrażliwców.

Gdybym tylko tu był (Wish I Was Here) reż. Zach Braff. USA. 2014.

A jakie WINO do tego?

DSC_0220

Do tak przyjemnego filmu polecam dużą i – co rzadkie – niedrogą przyjemność z Piemontu. Pasquale Pelissero Lorenzo Vino Rosso to prawdziwa bomba soczystości. Ta mieszanka nebbiolo, dolcetty i barbery oddaje aromat ciepłych, dojrzałych czerwonych owoców. W ustach lekko wytrawna struktura i mnóstwo hedonistycznej, owocowej radości. Świetne bez jedzenia. Koronny dowód na to, że nawet w prostszych cuvee z Piemontu tkwi wielki potencjał. Pyszne, aż chce się pić! Na zdrowie!

Wino dostępne przez internet u importera Moja Italia. Cena 45 zł.

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s