PERŁOWY GUZIK. W wodzie prawda

El boton de nacar_1

Woda wyznacza tu najdłuższą granicę świata i jest zarazem największym rezerwuarem zbiorowej pamięci o tych, którzy odeszli. Tak o swoim ukochanym Chile opowiada Patricio Guzmán w dokumencie „Perłowy guzik”. W niebanalny i poruszający sposób prowadzi widzów na samo dno piekła historii tego fascynującego kraju.

Film rozpoczyna się niczym medytacja, przypowieść o potędze i symbolice wody jako jednego z największych żywiołów. To, co jednak wydaje nam się na początku pięknym i podniosłym wstępem do uniwersalnej historii o mikrokosmosie ziemskiej natury, przeobraża się dość szybko w gorzką i smutną opowieść o ciemnych kartach z dziejów Chile.

Guzmán nieprzypadkowo obsadza wodę w jednej z głównych ról. Jej fenomen polega przecież na niemal boskiej sile dawania i odbierania. Z jednej strony skupia w sobie promienie letniego słońca, absorbuje tlen, daje pokarm rybakom, pozwala odkrywać nowe lądy. Z drugiej – jest żywiołem wywołującym kataklizmy, potrafiącym w mgnieniu oka zmieść ludzkie życie z powierzchni ziemi. W odurzających pięknem ujęciach kropel wody – z lubością fotografowanych przez operatora – jak w soczewce skupiają się wstydliwe fakty o których reżyser chce nam koniecznie powiedzieć. Chile – kraj o surowym klimacie, który ze względu na specyficzne położenie i krajobraz swoją gospodarkę mógł oprzeć na niewielu filarach, takich jak rybołówstwo czy w dużo mniejszym stopniu rolnictwo. Z jednej strony miejsce na ziemi, które dostało w kość od stwórcy, a z drugiej miało wystarczająco „energii” do gnębienia swoich obywateli, a w ostateczności ich zagłady.

El boton de nacar_2

Reżyser z gracją żonglera gładko przechodzi od atrakcyjnego estetycznie metafizycznego fresku o naturze do opowieści o świecie, który na oczach Chilijczyków odchodzi na zawsze. Mowa o plemieniu z najdalszych zakątków południa kraju, które porozumiewało się językiem kawaskar, odmiennym od hiszpańskiego. Byli to ludzie morza, których całe życie związane było z wodą. W czasach kiedy nie istniały jeszcze nowoczesne jednostki pływające, kobiety i mężczyźni z tego plemienia na zwykłych łodziach opływali niebezpieczne brzegi zachodniej Patagonii aż po przylądek Horn. Reżyser odnalazł kilka ostatnich żyjących osób, które mówią tym językiem. Rozmowy z ludźmi, którzy nie przynależą już do tego świata, ogląda się z wielką fascynacją, ale i ogromnym smutkiem – nikt nie będzie kontynuował ich tradycji, nikt nawet nie odziedziczy tego niezwykłego dialektu. Lud z południa Chile przez lata był marginalizowany, a następnie izolowany od reszty Chilijczyków poprzez grupowe wywózki na odseparowane wyspy. Skończyło się to ich całkowitą zagładą.

Jest w filmie cudowny moment – reżyser po hiszpańsku przepytuje staruszkę z plemienia z południa Chile, czy pamięta podstawowe słowa z języka kawaskar. Kobieta prawie, że bez zająknięcia tłumaczy cierpliwie kolejne wyrazy. W pewnym momencie pada pytanie – A powiedz jak w kawaskar był Bóg? Staruszka po chwilowej zadumie odpowiada z gorzkim uśmiechem – Boga u nas nigdy nie było.

Drugi wyrzut sumienia, którym w „Perłowym guziku” dzieli się Guzmán, to zagłada tysięcy obywateli Chile. Spora ich część za dyktatury Pinocheta była mordowanych, pakowanych w foliowe worki i z odpowiednim obciążeniem zrzucanych z helikoptera do oceanu. Ten szokujący fakt w przerażający sposób koreluje z historią zagłady ludu kawaskar. Tytułowy porcelanowy guzik to symbol nieporadności okrutnej dyktatury Pinocheta. W masowych zabójstwach zdarzały się pomyłki i niekiedy ciała, które nie zostały prawidłowo obciążone wypływały na powierzchnię oceanu, a czasem były wręcz wyrzucane na brzeg. Perłowe guziki z ubrań ofiar były jednymi z niewielu elementów, które przetrwały reakcje chemiczne z głębin morza. Taki współczesny mamuci kieł – ponadczasowy dowód życia.

„Perłowy guzik” zachwyca jako film i wciąga niczym najlepszy ambitny kryminał z drugim dnem. Jako dokument zmusza kolejny raz, żeby zrewidować swój pogląd na ludzką naturę. Gorzkie to i smutne, ale na koniec wracamy znowu do punktu wyjścia – żywiołu wody i rwących górskich potoków. Życie płynie przecież dalej, nieprawdaż?

Perłowy guzik (El botón de nácar) reż. Patricio Guzmán. Chile, Francja, Hiszpania. 2015.

Familia Oliveda Cava

Do takiego seansu polecam coś mocno rozluźniającego. I pozostając w klimatach hiszpańskojęzycznych, ale też i wiosennej pogody – wybieram cavę.

Familia Oliveda Brut Jove to atrakcyjnie szczypiący w podniebienie wytrawny przedstawiciel rodziny cav z Katalonii. W ustach ładna perlistość i smak kwaśnego jabłuszka. Dobra, świetnie orzeźwiająca kwasowość. Dużo więcej przyjemności, niż sugerowała by to ta naprawdę rewelacyjna cena. Cava na trzy razy tak!

Cena – prawdziwa bomba – 34 zł. Do kupienia w sklepach stacjonarnych i poprzez sklep internetowy importera El Catador.

Fotosy z filmu: © Renate Sachse / Centre National de la Cinématographie (CNC)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s