(Z)lot nad winiarskim gniazdem

Zlot_1

Gościem na Zlocie Blogosfery Winiarskiej byłem po raz pierwszy. I może to entuzjazm nowicjusza, ale podobało mi się, i to nawet bardzo.

20 czerwca w Warszawie odbył się II Zlot Blogosfery Winiarskiej zorganizowany przez Winicjatywę. Udział wzięło 27 blogów. Od tego czasu zdążyła się już przedrzeć przez blogosferę winiarską fala relacji i tekstów po tym wydarzeniu. Jedni Zlot chwalili, inni w przebiegu tegorocznego spotkania doszukiwali się kryzysu blogerskiej braci winiarskiej. Moje spojrzenie jest dużo bardziej optymistyczne.

Fakt, statystyki wciąż mówią, że pod kątem rocznego spożycia wina na głowę nadal daleko nam do Włoch czy innej Hiszpanii. Nie napawają optymizmem także wnioski, które płyną z sondy przeprowadzonej przez Winicjatywę wśród winnych importerów. Niewielu z nich postrzega blogerów jako opiniotwórczych przewodników po winnym świecie, niewielu liczy się z ich zdaniem. W mojej opinii na poważniejsze efekty – większy profesjonalizm piszących, większą opiniotwórczość środowiska, zacieśnienie więzi między piszącymi, a branżą – potrzebujemy jeszcze czasu. Dziś cieszy świadomość, że jest nas – jak na tak mały rynek – i tak dużo (69 aktualnie czynnych blogów).

Zlot_2

A co się działo na zlocie? No to po kolei. Cały dzień podzielony był na dwie części. Pierwsza teoretyczna – z panelami tematycznymi. Druga, na którą chyba wszyscy czekali – empiryczna z degustacjami. Rozpoczęliśmy od power rankingu blogów, przygotowanego i zaprezentowanego przez Wojciecha Bońkowskiego. Mogliśmy zobaczyć, kto najwięcej pisze, kto ma pod wpisami najwięcej komentarzy etc. Następna w kolejności była prezentacja Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Naukowcy pod kierownictwem dr hab. prof. UW Joanny Rączaszek-Leonardi przez rok badali psychologię języka – to jak opisujemy wino w Internecie, to jakie są kompetencje degustacyjne konsumentów. Ciekawy wykład. Dowiedziałem się wielu nowych rzeczy między innymi tego, że wyraz „wiśnia” jest statystycznie najczęściej używanym sformułowaniem opisującym wino. Badania dowiodły także, że dużo łatwiej degustuje się i opisuje wino w grupie. No kto by pomyślał… Część panelową zakończył Mateusz Szaniawski z Agory, który powierzchownie – to fakt – ale za to w ciekawy sposób próbował wciągnąć uczestników w świat tajników social media. Dlaczego warto prowadzić profil na Facebooku, dlaczego tweety powinny pojawiać się często i być jak najkrótsze? Przyznaję, kilka nowych rzeczy w temacie „twarzaka” się dowiedziałem.

Zlot_3

Część empiryczna rozpoczęła się z wysokiego „c”. Pierwszy blind tasting w życiu. 14 win do odgadnięcia: kraj, region, szczepy, przedział cenowy, czy z dyskontu czy ze sklepu specjalistycznego. To było intrygujące i pouczające doświadczenie. Nagroda – wyjazd do Langwedocji – przeszła obok nosa. Wnioski? Wiele pokory, wciąż trzeba się dużo uczyć. Po degustacji w ciemno Lidl Polska zaprezentował najnowszą ofertę win francuskich. Wrażenia? Takie sobie. Ze 3 dobre białe etykiety, tyle samo w czerwieni, reszta to standardowa, lidlowa przeciętność. Najlepsze było jednak przede mną.

Zlot_4                          Zlot_5

Na koniec dnia każdy z nas mógł wybrać degustację komentowaną w ramach wspólnego hasła – najlepsze wina świata. Ja wybrałem spotkanie prowadzone przez Ewę Rybak – „Złam zasady! Portugalia jakiej nie znacie”. Czy było warto? Moi drodzy, powiedzieć, że było warto to nic nie powiedzieć! Było to spotkanie z kategorii lot w winny kosmos, na chwilę przenieśliśmy się do innej galaktyki. Dwanaście flaszek, co kolejna to lepsza, reprezentanci właściwie każdego regionu portugalskiego. Co bym wyróżnił? Na pewno Soalheiro Reserva 2010 – mineralne, słone, medytacyjne wino o słomkowo żółtym kolorze, pochodzącym zapewne od beczki. M.O.B. Dao Branco 2013 ze szczepów encruzado i bical – dużo soczystości i elegancji, osobne i hipnotyczne w smaku. Niepoort Tiara 2005 – aromaty beczkowe, aksamitne w wyrazie, kolejna butelka nieznosząca pośpiechu, dedykowana do medytacji nad kieliszkiem. Luis Pato Vinhas Velhas 2004 – czysty szczep baga, gęsty i ciemny jak smoła, mój faworyt o każdej porze dnia i roku. I na koniec dwie butelki z innego – lepszego świata. Esporao Private Selection Tinto 2011 – sprawdziłem notatki, wpisałem tylko trzy gwiazdki w mojej trzygwiazdkowej skali degustacyjnej z nieskończoną ilością wykrzykników. Hmm… Pamiętam tylko, że oniemiałem, tyle mogę wam donieść. I last but not least – Kopke Porto Colheita 1982 – kolorystyczne klimaty porto tawny, wciąż jeszcze charakterne, choć czuć, że moc i słodycz już się powoli uspokajają.

Na koniec aż prosi się o podsumowanie. No to do dzieła. Jak dla mnie fantastyczne jest to, że tylu zapaleńców, wine loverów niesie kaganek oświaty i zachęca Polaków do sięgnięcia po kieliszek sfermentowanych winogron zamiast piwa czy wódki. To cieszy. Mogę powtórzyć za Luksem z Lampki Wina: Pijcie i pozwólcie pić! Im więcej będziemy próbować, w im większej ilości degustacji w ciemno weźmiemy udział, tym nasze winopisarstwo wskoczy na wyższy poziom. Prędzej niż później. Tego sobie oraz miłym koleżankom i kolegom życzę.

PS. Aaa! Byłbym zapomniał o after party u Mielżyńskiego w konwencji BYOB (Buy your own bottle). Było… I tu wybaczcie, ale nie będę zbyt oryginalny. Co dzieje się u Mielża, zostaje u Mielża 😉

Organizatorem Zlotu była Winicjatywa, głównym sponsorem wydarzenia Lidl Polska.

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s