SOMM. Łączy nas obsesja

Somm_1

Wszyscy jesteśmy zajęci. Jak często mamy okazję zatrzymać się i czemuś przyjrzeć? Jak często, tak naprawdę poczuć? Spędzamy życie na codziennych czynnościach, nie zatrzymujemy się, nie wdychamy, nie doceniamy tego, co mamy. Wino pozwoliło mi się zatrzymać, spojrzeć na nie, powąchać. Przez 25 minut czujesz, że naprawdę żyjesz, jakby nie liczyło się nic poza tym płynem – wyznaje jeden z bohaterów filmu „Somm”. Wie co mówi. Stara się o najwyższy stopień wtajemniczenia w winiarskim świecie – tytuł Master Sommeliera.

Dokument Jasona Wise’a opowiada historię czterech młodych mężczyzn, których pochłonęła pasja, czy jak kto woli obsesja do wina. Pasja do poznawania i delektowania się smakami i zapachami zamkniętymi w butelce. Brian, Dustin, Ian i DLynn pracują jako sommelierzy w restauracjach. Teraz jednak przygotowują się do najważniejszego egzaminu w swoim życiu – najtrudniejszego sprawdzianu dla profesjonalnych znawców wina, czyli walki o tytuł Master Sommeliera. Tak, walki. Bo ten egzamin ma coś w sobie z potyczki Dawida z Goliatem. Po jednej stronie staje wyposażony w doświadczenie i pewne atrybuty śmiałek, który zdecydował się rzucić rękawicę potężniejszemu nieprzyjacielowi. Po drugiej – w kieliszku – jest coś częstokroć nieuchwytnego. Winorośl jest z nami od tysięcy lat, a niektórzy poświęcają całe życie, żeby wydobyć z niej coś niezwykłego. Jak wielkim wyzwaniem potrafi być czasem zmierzenie się z bogactwem aromatu i smaku zamkniętego w szkle. Ile historii ludzi, miejsca, ziemi, możemy poznać po odkorkowaniu butelki. Tylko niektórzy dostępują do tego niemal pełnego wtajemniczenia w magiczny świat wina.

Egzamin składa się z dwóch części – teoretycznej i praktycznej. Na teorię przypada wiedza o wszystkich regionach winiarskich świata, apelacjach, rodzajach gleby, szczepach, klimacie, charakterystyce terroir. W części praktycznej kandydaci do tytułu muszą zdegustować 6 win w ciemno (3 białe, 3 czerwone) i bez informacji o butelce odgadnąć kraj, region, nuty smakowe, zapachowe, szczep, a nawet rocznik wina. Prawdziwy Mount Everest precyzji, wyczucia i profesjonalizmu sommelierskiego! Pierwszy egzamin przeprowadzono w 1969 roku w Wielkiej Brytanii. Dziś grono Master Sommelierów liczy 230 osób. Wielu próbuje zdobyć ten tytuł, nie zdaje około 90 procent kandydatów. Film w niezwykle witalny i absorbujący sposób pokazuje zmagania śmiałków z tysiącami informacji, notatek, zarwanych na nauce nocy, i wreszcie setkami zdegustowanych, i wyplutych win. To, co jednak sprawia, że ten winiarski dokument ogląda się tak świetnie kryje się gdzie indziej.

Somm_2

„Somm” niczym najlepsze kino sportowe relacjonuje rywalizację bohaterów o to, kto wstąpi do tej elitarnej grupy. Film w przystępny, atrakcyjny dla szerokiej widowni sposób, wprowadza w ten mocno przecież hermetyczny i uważany przez wielu za snobistyczny świat. Zmagania chłopaków, z których niektórzy podchodzą do egzaminu ponownie, obserwujemy z perspektywy kilku tygodni przed dniem sądu. Kibicujemy im i emocjonujemy się, co najmniej jakby to był nasz egzamin. Trójka z nich jest kumplami. Spędzają sporo czasu ze sobą, degustują, piją wino, rozmawiają o nim i ma się wrażenie, że ten temat przesłania im niemal cały świat. Kto wie, czy szczególnie w takim momencie nie jest to prawda.

Ciekawe jest tło zmagań. Na drugim planie oglądamy wypowiedzi dziewczyn, żon, rodziców i pracodawców sommelierów. Z ich opowieści dowiadujemy się, że niektórzy z nich załapali bakcyla do próbowania różnych smaków jeszcze w dzieciństwie, inni ze światem wina zetknęli się trochę przypadkowo, już jako dorośli. Świetne są relacje kobiet, które z pewnym wyrzutem, ale też szacunkiem, i satysfakcją opowiadają o swoich mężczyznach, którzy znaleźli sobie tak ciekawą pasję. Jest trochę narzekania na spędzanie „męskich” wieczorów w winnym gronie, na konieczność sprzątania o poranku spluwaczek wypełnionych „dziwnym czerwonym płynem”. Jest trochę marudzenia na to, że ich mężczyźni winu poświęcają niewspółmiernie więcej czasu, niż im. Jednak na końcu na twarzach kobiet widać zadowolenie z faktu, że mój facet jest takim freakiem. Ale przede wszystkim jest to piękne świadectwo wsparcia i pełnego zrozumienia dla pasji partnera.

Spośród całej grupy największym freakiem, ogarniętym winną obsesją wydaje się być Ian. Ostatnie tygodnie przed egzaminem spędza niemal cały czas z nosem w notatkach lub kieliszku. Nie sypia, ma manię natręctw i ciągłego powtarzania przyswojonej wiedzy. Wszyscy w filmie mówią o nim, że się wyróżnia i jest najzdolniejszy z całej grupy. Wróżą mu, że jako pierwszy z paczki zdobędzie tytuł. Los bywa jednak przewrotny. Pojawia się w filmie znamienne zdanie, które spokojnie można odnieść do wszystkich najważniejszych testów w naszym życiu: Na egzaminie wychodzą wszystkie nasze problemy, to co w sobie dusimy. Wyciąga z nas wszystko. Jeśli nie radzimy sobie z kłopotami bardzo ciężko jest zdać. Sukces odniesiemy jeśli zmierzymy się z naszymi demonami.

„Somm” jako dokument przynosi wiele satysfakcji. Nawraca i wprowadza niewiernych do świętej winiarskiej ziemi. Potrafi za pomocą prostych zagrań wciągnąć nas w niemal sportową rywalizację. Każe trzymać kciuki i wzruszać się, gdy dochodzi do sukcesów. Aż chce się powiedzieć – piękna sprawa ten zawód sommelier. Film zwraca też jednak uwagę na jedną ważną kwestię. Ludziom często wydaje się, że niektórzy z natury mają łatwiej, że innym bardziej sprzyja szczęście. Pada w „Somm” pytanie: Kto robi najlepsze samurajskie miecze? Tylko ten, który miał nauczyciela, który miał nauczyciela, który też miał nauczyciela. O testerze wina myślimy – wrodzony talent. Ale jakoś nikt nie mówi o wrodzonym talencie do robienia mieczy. Cóż, pozostaje nam pamiętać, że żeby zostać mistrzem potrzeba dużo zaangażowania, ciężkiej pracy i najlepszych nauczycieli. Kurtyna. *****

SOMM reż. Jason Wise. USA. 2012.

Ampeleia_Kepos

Do filmów takich jak „Somm” zawsze domagam się pysznej czerwieni. Taką też znalazłem dla Was. Ampeleia Kepos 2008 z winiarni należącej po części do słynnej Elisabetty Foradori z Trydentu, to tak zwany supertoskan. Wino z jednego z najsłynniejszych włoskich regionów winiarskich, będące mieszanką sangiovese z szeregiem francuskich szczepów: grenache, carignan, alicante bouschet. Taka trochę śródziemnomorska bomba w kieliszku. Kolor czerwony w średnich rejestrach. W nosie mocno przejrzałe śliwki, czereśnie i sporo ziół. Typuję te ze śródziemnomorskiego basenu – rozmaryn, mirta? Owoc nieco przejrzały (stary rocznik), ale dobrze wtopiony w całość. Nieźle ujarzmiona kwasowość. Wino stosunkowo długie i po prostu smaczne. Butelka budzi sporo pozytywnych emocji, przywołuje wspomnienia z ciepłych letnich wieczorów na południu Europy. Świetnie wejdzie z jakimś czerwonym mięskiem. Nowy rocznik wina dostępny w cenie 82 zł u importera Salute. ****

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s