LOVE. Opium

Love_1

Nic nie boli i nic nie uzależnia, tak jak miłość. Każdy, kto to przeżył, mniej lub bardziej się z tym zgodzi. O fenomenie tym mógł powstać bardzo zgrabny i pociągający intelektualnie film. Tymczasem Gaspar Noé, choć w „Love” prowokuje realistycznym seksem, to paradoksalnie pod tą wizualną śmiałością nie kryje nic rewolucyjnego.

Jak mówić o miłości? Jak pokazywać żywioł, na temat którego powstały tysiące wierszy, książek, piosenek czy wreszcie filmów? Jak ugryźć temat tak mocno wyeksploatowany przez popkulturę? Żeby zaintrygować, obudzić widzów z letargu kinowych przyzwyczajeń. Chciałbym wierzyć, że pytania te zadał sobie twórca filmu „Love”. Jeśli tak, to w odpowiedzi na nie wybrał drogę prowokacyjnego pożądania.

W telegraficznym skrócie – film opowiada historię Murphy’ego, który w retrospekcjach wspomina Elektrę – swoją miłość, obiekt pożądania i powód obsesji. Po namiętnym i burzliwym związku oboje się rozstali. Teraz pozostało poczucie winy chłopaka i gorzka nieumiejętność pogodzenia się ze stratą. Przez dwie godziny podglądamy szamotaninę głównego bohatera z samym sobą. Z jednej strony kochał Elektrę, z drugiej był na tyle rozwiązły, że nie widział przeciwskazań w trójkątach, czy w seksie z innymi.

Love_2

„Love” to studium przypadku miłości narkotycznej, pochłaniającej w całości. Miłości młodzieńczej i nieokiełznanej, miłości oczyszczającej i wyzwalającej, ale zarazem powoli zatruwającej życie kochanków. Relacja oparta na czystych emocjach, dzikiej namiętności, ale i wynaturzeniach, powoli przeradza się w szaloną zazdrość, i obsesję. Obsesję posiadania prawa do drugiej osoby. W układzie tym mężczyzna zostaje sprowadzony do postaci tragicznej, która nawet z dłuższej perspektywy czasu zamęcza się wspomnieniami i nie może dojść do ładu ze sobą. Kobieta, jako obiekt pożądania musi tu być więc sprowadzona do roli femme fatale. Pionki na tej szachownicy zostały już poustawiane. Zaskoczenie? Oczywiście, że nie. O ilu takich historiach słyszeliśmy, ilu byliśmy świadkami, czy po prostu uczestnikami. Zmieniać mogli się aktorzy tego dramatu, scenariusz to wielosezonowy serial.

Jako się rzekło – w namiętnej relacji Elektry i Murphy’ego seks odgrywa wiodącą rolę. Reżyser „Love” – pewnie i z zamierzonej chęci prowokacji – położył tu na miłość fizyczną duży akcent. Zaskakujące przy tym, że ma się wrażenie, iż cały ten naturalistyczny seks jest jakby w tle. Pierwsze skrzypce gra tu jednak ta smutna w gruncie rzeczy historia nieszczęśliwej miłości. Seks jest w tle, ale jakby to powiedziała dzisiejsza młodzież – „robi robotę”. Z jednej strony mamy estetycznie piękne kadry, które z czystym sercem możemy uznać za lekcje miłości. Z drugiej film napędzają ociekające pożądaniem i testosteronem sceny ostrego seksu, czy mówiąc wprost – pieprzenia. W mediach przetoczyła się z resztą dyskusja, czy tak realne sceny penetracji to już przypadkiem nie pornografia. Muszę przyznać, że obrazki te wykraczają poza granice mainstreamowej erotyki, ale czy od razu nazywać to pornografią? W kontekście całej historii mam jednak spore wątpliwości.

„Love” ciągną, więc seks-sekwencje. Patrząc na upodobania i przyzwyczajenia widzów, przyciągną one i do kin, żeby następnie wzbudzić spodziewane oburzenie. To, co zniechęci, to dłużąca się akcja, która szczególnie doskwiera pod koniec filmu, kiedy kolejne już użalania się Murphy’ego niemiłosiernie zamęczają nawet najcierpliwszych.

Pomimo wielu wad i słabości, dla mnie po „Love” gdzieś tam daleko, w tle pozostanie krótka – niepozorna rozmowa. Elektra spaceruje z Murphym po cmentarzu. W pewnym momencie zatrzymują się i ona wręcza mu dawkę opium, mówiąc, że jeśli kiedyś jej zabraknie, dzięki temu będzie mógł się poczuć choć przez chwilę bezpiecznie. Wysuszony sok mleczny jako substytut kobiecej piersi, bezpieczeństwa i uśmierzacz bólu w jednym. Cóż za zmyślna, metaforyczna żonglerka. ***

LOVE reż. Gaspar Noé. Belgia, Francja. 2015.

Senhora_Do_Convento_Porto_20YO

Przyznam, że do tematu miłości pasuje mi wiele win, bo wino to przecież idealny alkohol do kochania. Ostre erotyczne sceny zainspirowały mnie jednak do słodyczy – wina, którego dawno już nie piłem – do porto.

Na tapecie zatem Senhora do Convento Porto Tawny 20 Years Old. Kolor bursztynowo-jasno czerwony, mocno utleniony. Wyczuwalne nuty suszonych owoców, ostrych przypraw, jesiennych liści. W smaku urzekająco owocowe, diabelnie smaczne. Cukier w granicach średnio-wysokich. To oraz inne porto tego producenta będą w ofercie importera Portugalski świat od listopada tego roku. Sugerowana cena powyższego to 190 zł. ****

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Źródło wina: udostępnione przez importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s