SPECTRE. Wstrząśnięty James, nie zmieszany Bond

Spectre_1

Nowy Bond jest jak świetnie skrojone technicznie wino. Wszystko się tu zgadza – zarówno w nosie, jak i w ustach. Poszczególne elementy są ze sobą umiejętnie zintegrowane, a po osuszonym kieliszku ma się ochotę na kolejny. A, że brak tu chwili na większą zadumę? Cóż, nie co dzień można pić Brunello, czasami wystarczy apetyczne i rozkoszne Rosso.

Pod względem konstrukcji scenariusza nie ma tu większych zaskoczeń. „Spectre”, jak pan Bóg przykazał rozpoczyna się od uderzenia (żeby nie napisać dosadniej), które w filmach o Bondzie wyraża się w dynamicznie kręconym pościgu i śmierci jednego z łotrów (z którymi walczy agent 007) już na początku filmu. Akcja zawiązuje się w bardzo filmowych okolicznościach – Dzień Zmarłych w Mexico City, a na ulicach tłumy ludzi w zasłoniętych przerażającymi maskami twarzach. Już dawno w Bondzie nie widziałem tak wirtuozerskiego, porywającego intra. Pierwszej, bardzo długiej sekwencji nie powstydziłby się sam mistrz Hitchcock, a dzięki postępowi technologicznemu feeria barw kina rozrywkowego mieni się przed nami jak paw. James w nowej odsłonie cyklu stara się odkryć prawdę dotyczącą przestępczej organizacji Spectre. Kolejne wydarzenia zmierzają ku konkluzji, że wszelkie cierpienia i nieszczęścia, których Bond doznał w ostatnich filmach mają swoje źródło w tej jednej złowieszczej szajce. Żeby nie psuć zabawy, tu stawiam kropkę, co do fabuły. Warto zgłębić ją samemu.

Scenarzyści „Spectre” stanęli po „Skyfall” przed nie lada wyzwaniem. Poprzedni, świetny skądinąd obraz, pozamykał na dobre niektóre, często kluczowe wątki całego bondowskiego cyklu. Jak tu się zmierzyć z brakiem legendarnej M? Jak rozegrać wątek zmęczonego swoją rolą agenta Jej Królewskiej Mości? Co więcej, „Spectre” był zapowiadany jako dopięcie serii filmów Sama Mendesa. Chcąc nie chcąc oczekiwania były wysokie, a cele stojące przed tą bondowską „kropką nad i” – niezmierzone. Mendes wraz z grupą scenarzystów wybrnął z tego zadania bardziej niż zadowalająco.

Spectre_2

Oglądając nową część serii odnosi się wrażenie umiejętnego flirtowania nowoczesności z tradycją. Wątki oldschoolowe (które nieśmiało pojawiały się już w „Skyfall”) wybrzmiewają tu mocniej, ale ani przez moment nie ma się wrażenia pastiszu. Zresztą cała historia opowiadana w „Spectre” oparta jest na kontrze – nowoczesne metody zaprowadzenia bezpieczeństwa na świecie poprzez totalną inwigilację vs. staroświecka taktyka walki ze złem przy pomocy agentów wysyłanych w teren. Agent 007, podobnie jak i całe MI6 są, więc ucieleśnieniem przestarzałych metod wywiadowczych i odbiciem świata, który powoli odchodzi. W tak przedstawionej rzeczywistości James jest ostatnim ze sprawiedliwych. Staroświeckim płatnym zabójcą w skórze dżentelmena, który na tyle na ile starcza mu sił – trzyma świat złoczyńców za gardło. W filmie idziemy jeszcze o krok dalej. Z ust nowej ukochanej Bonda pada odważne stwierdzenie – Jesteś dobrym człowiekiem. Cóż rzec, idzie nowe.

Filmy o Bondzie nigdy by nimi nie były, gdyby nie kobiety. Zaryzykuję stwierdzenie, że ich dobór stylistyczny, jak i charakterologiczny jest w „Spectre” najlepszy od lat, a już na pewno najciekawszy z serii filmów wyreżyserowanych przez Sama Mendesa. Na pierwszy ogień idzie Monica Bellucci (jak to się stało, że musieliśmy na to tak długo czekać?!) – ucieleśnienie dojrzałej kobiecości w czystej postaci, włoska wersja heroiny, do której nałogowo chce się wracać. Ku mojego zaskoczeniu największą niespodzianką obsadową, ale i chyba największym aktorskim spełnieniem „Spectre” jest jednak dramatyczna postać Madeleine Swann – w nieoczywistej interpretacji Francuzki Léi Seydoux („Życie Adeli – Rozdział 1 i 2”). Jej wulgarna, zadziorna mimika, ale i bulgocząca na początku wewnątrz, a później eksplodująca seksualność, sprawiają, że nie można oderwać od niej oczu. W moim odczuciu jest prawdziwą aktorską petardą (!!!) tego filmu, co nie jest tak łatwe w pędzącym na zabój kinie akcji. W tym miejscu, poczuwając się do odpowiedzialności kronikarskiej, muszę dodać, że zarówno Daniel Craig (jako wiadomo, kto) i Christoph Waltz (w roli czarnego charakteru) – nie zawodzą. Są godnymi siebie (aktorsko i fabularnie) przeciwnikami.

Nie sposób też nie wspomnieć o miejscach, do których zabierają nas twórcy „Spectre”. Mexico City (kręcone na początku sepiowym filtrem) jest sceną jednej z najbardziej brawurowych i atrakcyjnych filmowo sekwencji bondowskich w dziejach. Rzym, w którym rozgrywa się część środkowa obrazu, zachwyca architekturą i przepychem. Wisienką na torcie w tym geograficznym bondowskim tournee jest jednak Maroko. Tangier znowu otumania (kłaniają się „Tylko kochankowie przeżyją”), jednak czystym wizualnym orgazmem są sceny pociągowe na bezkresnej marokańskiej pustyni. To się ogląda!

W wypadku nowego Bonda miłym zaskoczeniem jest pewien niuans – mocno egzotyczny w kontekście superbohatera stworzonego przed laty przez Iana Fleminga. Bond (przyrzekam!) staje się bardziej ludzki i zwraca się w stronę zwykłego życia. Wiem, brzmi niewiarygodnie, ale to – wyłączając wliczone w konwencję nieprawdopodobieństwo większości scen akcji i pościgów – prawda. Klamrą, którą reżyser dopina swój cykl o Bondzie i spina historię ze „Spectre” – jest swoiście potraktowana reinterpretacja „licencji na zabijanie”, którą przez lata posługiwał się agent 007. Ludzki wymiar Jamesa uzewnętrznia się w nieco przewrotnym, ale celnym stwierdzeniu – Licencja na zabijanie to nie tylko pozwolenie na zabijanie. To przede wszystkim pozwolenie na nie zabijanie. Ostatnia, dramatyczna, ale i romantyczna w gruncie rzeczy scena z londyńskiego Mostu Westminster, konsekwentnie zamyka pewien rozdział obrazów o Jamesie Bondzie. Jaka będzie jego przyszłość? Trudno powiedzieć, ale po tym, co zobaczyłem – czekam z niecierpliwością.

A na koniec, żeby nie zapomnieć o istotnym faktorze kina rozrywkowego, którego „Spectre” jest szlachetnym przykładem – chcę dodać jedno. Abstrahując na moment od powyższych wątków, nowy Bond jest też po prostu doskonale oglądającym się, wciągającym jak mało, który film – kinem. Pełnym wigoru, napięcia i bezczelnie brawurowych scen akcji, jakich nie ogląda się na co dzień. Ale co najważniejsze – kinem soczystym od ludzkich emocji, które na szczęście nie umknęły twórcom z pola widzenia. To po „Casino Royale” najlepszy współczesny Bond. Jeśli tak ma wyglądać zamykanie serii, róbmy imprezę pożegnalną, co weekend. *****

SPECTRE reż. Sam Mendes. USA, Wielka Brytania. 2015.

Disznoko_Aszu_5_puttonyos

Chwilę się zastanawiałem, jakie wino najlepiej zintegruje się z filmem o Bondzie, szczególnie tak dobrym. Pomysł przyszedł nagle i okazał się diabelnie oczywisty. Dla agenta Jej Królewskiej Mości nie znajdziecie nic bardziej odpowiedniego jak wino królów – króla win. Panie i Panowie, płynne słodkie złoto od legendarnej winiarni z Tokaju – Disznókö Aszú 5 Puttonyos Tokaj 2002.

Kolor cudownie nęcący – jasno bursztynowy. Po zakręceniu w kieliszku niepowtarzalna szansa na pobudzającą funkcje życiowe inhalację (lekarze powinni przepisywać na to obowiązkowe recepty!). Pozytywnego kopa dostarczają zapachy przesmażonej konfitury z moreli, rodzynek, miodu i propolisu. Dopiero na trzecim (nawet nie drugim) planie zaznaczona jest nuta herbaciana i zaskakujące, niezwykłe w tym winie nuty warzywne (winowajcą prawdopodobnie już leciutko ewoluowany, przejrzały rocznik 2002). Ten rozkoszny eliksir jest gęsty, wręcz oleisty, zachowuje doskonałą równowagę między napiętą kwasowością i słodyczą. Czysta rozkosz, która nie męczy (wysokim przecież) cukrem. Smak wyściela się na długo na podniebieniu i zostaje jeszcze na długie godziny na wewnętrznych ściankach policzków. Wielkie wino, butelka, której się nie zapomina. Dużo świeższy rocznik 2007 dostępny w sklepie internetowym i sklepach stacjonarnych Kondrat Wina Wybrane (cena 149 zł). ******

Wino zakupione u producenta na jednym z wyjazdów winiarskich.

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s