SLOW WEST. Hej kowboju, zwolnij

Slow_West_1Jeśli by kino porównać do stylu życia i kultury jedzenia, to western „Slow West” debiutanta Johna Macleana jest szczerym, i bezkompromisowym przykładem slow foodu. No dobrze, slow foodu z małą szczyptą hipsterstwa.

– Ten dzieciak był cudem. Widział rzeczy inaczej. Dla niego byliśmy w krainie nadziei i dobrej woli. To, co ja widziałem to bandy desperados, które przetrzebią każdą skałę, wyjdą na powierzchnią i najpewniej wbiją ci nóż w samo serce, jeśli tam tylko znajdą dolara – stwierdza na początku filmu Silas (znowu genialny Michael Fassbender), opiekun, „anioł stróż” głównego bohatera. Jay (Kodi Smit-McPhee) jest szesnastoletnim Szkotem – młodym, idealistycznym, mocno jeszcze naiwnym chłopakiem, dla którego otaczający świat jest czarno-biały. Ludzie kierują się tylko wzniosłymi, bądź podłymi intencjami, a na odcienie szarości nie ma miejsca. Jay wyrusza konno na wyprawę po bezkresnych preriach i lasach Ameryki w poszukiwaniu uciekinierów – swojej ukochanej i jej ojca. Wkrótce okazuje się, że poszukiwani są ścigani listem gończym za popełnione morderstwa. Kiedy Jay wpada w pierwsze tarapaty, spotyka na swojej drodze samotnego jeźdźca, który za odpowiednią opłatą oferuje mu bezpieczną przeprawę przez dzikie tereny (nomen omen) Dzikiego Zachodu końca XIX wieku. Za nimi podążają zachęceni nagrodą łowcy głów…

Slow_West_2„Slow West” rozpoczyna się informacją, że opowiadana historia ma miejsce w 1870 roku. To zaczepienie w czasie jest jednak tylko zasłoną dymną. Debiut Johna Macleana to, bowiem krwawa (co prawda), ale jednak bajka w westernowym przebraniu, a reżysera chyba najmniej ze wszystkich rzeczy interesuje realizm właśnie. W zamian mamy tu dość uniwersalną opowieść o sile czystych uczuć i intencji, o roli, jaką odgrywają w naszym życiu przypadek i przeznaczenie. W odrealnieniu opowieści pomagają Macleanowi czarny humor (tak bliski kinu braci Coen i Quentina Tarantino) i stylistyka przeniesiona wprost z filmów Wesa Andersona. Na strategii „w szaleństwie metoda” reżyser wygrywa wiele scen i robi to nader błyskotliwie. Co więcej, nad całym „Slow West” unosi się ta specyficzna, niepodrabialna i ekstrawagancka atmosfera kina starszego kolegi zza oceanu. Widać to w sposobie filmowania, akcentowania i dawkowania dialogów oraz ciętego humoru. Tylko, żeby było jasne, nie trąci to prostackim naśladownictwem. Różnica jest taka, że Maclean ze swojej historii wyciąga na wierzch kilka gorzkich, życiowych refleksji, podczas gdy Anderson nie macha moralitetowym pistoletem, a zatrzymuje się na nieprzeciętnie inteligentnej (ale jednak) zabawie formą.

Slow_West_3Przewrotnie traktuje reżyser relację Silas – Jay. Pierwszy – starszy, bardziej doświadczony, jak w podręczniku scenariopisarskim, powinien stać się przewodnikiem, nauczycielem, drogowskazem tego drugiego. Nieopierzonego, naiwnego i wydawać by się mogło, bezbronnego. I tak się też dzieje. Wolno tocząca się akcja prowadzi jednak do zaskakującej kulminacji. Świeżość, czystego młodzieńczego spojrzenia i trafniejszy wybór życiowych priorytetów wygrywa z brawurą, pragmatyzmem, i doświadczeniem starego kowboja. I przewrotnie, to młody ratuje życie starszemu.

Jako pomysłowa filmowa perełka „Slow West”, niczym pożywny, organiczny slow food syci i poprawia nastrój. Z jednej strony zaspokojona zostaje frakcja poszukiwaczy historycznych odniesień. Bajkowe (komiksowe) tło czasów, kiedy na Dzikim Zachodzie kwitło osadnictwo, po lasach biegali „dzicy” Indianie, a po preriach gangi łowców głów – zaspokaja apetyt. Z drugiej strony film syci błyskotliwą realizacją, mruga okiem do hipsterskiego widza wyczulonego na niesztampową stronę wizualną i ekscentryczny dowcip. Atrakcyjne (mocno podkręcone w kolorystyce high definition), wyjęte niemal wprost z pastelowych obrazów zdjęcia, surrealistyczny humor, duet dobranych na zasadzie kontrastu bohaterów i apetyczna, wysoko węglowodanowa muzyka (po „Makbecie” znowu świetna robota Jeda Kurzela!) – sprawiają, że uradowany proszę o dokładkę. Hmm, jestę hipsterę?

Na domiar złego (!!!) Maclean, na fali mody na poszukiwanie równowagi w życiu, na zwracaniu się na powrót w stronę natury, rozpoczyna grę z widzem. W jego interpretacji wild, wild west staje się slow, slow west. I nie piszę tego ironicznie*. Opowieść, która i tak nie jest zbyt rozbudowana, przeciągnięta zostaje w wolne (jak z tytułu) tempo w rytmie końskiego stępu. I już wiem, że nic nie będzie takie samo. Że archetypiczne westerny Johna Wayne’a czy Clinta Eastwooda popadną w mojej głowie w niełaskę, że krwawe moralitety o bohaterach w kapeluszach, cwałujących na rumakach po prerii, skończą swój żywot na zakurzonej półce z DVD. Tak się stanie? To nieodwracalne? Zarządzam głosowanie, ręce do góry! Raz, dwa przekonamy się ile procent hipstera jest w hipsterach. ****

* no może trochę

SLOW WEST reż. John Maclean. Nowa Zelandia, Wielka Brytania. 2015.

Barbara_Ohlzelt_Kitz_Gruner_VeltlinerDo ekscentrycznego westernu, zachęcającego do zwolnienia, wybieram wino z austriackiego regionu Kamptal – robione w podobnym duchu. Barbara Öhlzelt w autorski sposób gospodarzy na 5 hektarach upraw, aktywnie biorąc udział w każdym etapie tworzenia wina.

Barbara Öhlzelt Kitz Grüner Veltliner 2014 (WIN-KO Makłowicz & Lutomski, 43 zł) to wesoła, przejrzysta biel ze środkowej Europy. W aromatach charakterystyczna, świeżo zerwana z drzewa, szara reneta. Do tego nuty cytrusowe. W smaku jurna kwasowość spięta niskim cukrem resztkowym. W trakcie picia daje się wyczuć intensywne – jak podmuch wiosennego wiatru – orzeźwienie. Winko chrupkie, przyjemnie soczyste i świeże. W końcówce smuga kwasku cytrynowego. Grüner dość chudy i krótki, ale do ryb, potraw kapuścianych i westernów jak ta lala. ****

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s