Degustacja w ciemno, czyli – czy leci z nami pilot?

Blind_tasting_1Może być wędrówką w poszukiwaniu prawdy o świecie, ludziach, ich doświadczeniu i ziemi, na której pracują. Próbą wwiercania się w głąb siebie, poszukiwania smaków i zapachów, które już znamy, ale też odkrywania tych nowych. Przekładania wiedzy oraz setek wyplutych i wypitych butelek na wymierny efekt – prostą wydawałoby się odpowiedź, jakie to wino. Bez dwóch zdań – degustacja w ciemno daje pole do rozmyślań i wadzenia się z samym sobą. Dla mnie była testem na wytrzymałość – jak długo zachowam zimną krew, kiedy ciśnie mi się na usta szemrzące w głowie pytanie – czy leci z nami pilot?

Drugą edycję tego lotu w winnych przestworzach pod hasłem „Flaszki we mgle vol. 2” zorganizował Michał „Wine Mike” Misior z Wine Trip Into Your Soul. Degustowaliśmy na gościnnym pokładzie sklepu i importera winiarskiego Pod Pretextem. Leciałem z: gospodarzem lokalu Łukaszem Gajewskim, jedynym polskim Master Sommelierem Adamem Pawłowskim, redaktorem „Przeglądu Gastronomicznego” Andrzejem Kusykiem, Mariuszem z Pisane winem oraz grupą znajomych i lubianych, blogerskich twarzy braci winiarskiej – Robertem z Nasz Świat Win, Robertem Winiaczem i Sebastianem Zdegustowanym.

Blind_tasting_2
A czy oni znają Bellone???

To był mój drugi blind tasting w życiu. Z tą różnicą, że za pierwszym razem założyłem przyłbicę, wskoczyłem na konia i ruszyłem na oślep, podchodząc do konkursu po rycersku. Jak do wyzwania, z którym muszę się zmierzyć. Tymczasem tego zimowego popołudnia, kiedy w bemowskich, przytulnych progach sklepu Pod Pretextem, w niezwykle miłej atmosferze mieszaliśmy winami w kieliszkach i próbowaliśmy odgadnąć, jakie to wino – wrzuciłem trochę na luz. W tym miejscu, mój Drogi Czytelniku, musisz poznać pewną prawdę objawioną (tu wszystkich doświadczonych i oczytanych braci w winie zapraszam do następnego akapitu), bez której trudno zrozumieć istotę i skalę trudności, jaką stawia przed śmiałkami degustacja w ciemno. W blind tastingu butelki obklejane są sreberkiem lub innym materiałem, tak, żeby nie były widoczne etykiety wina. Flaszki się numeruje, a następnie nalewa uczestnikom do kieliszków, w porządku zgodnym z numeracją na butelkach. Zadaniem (wyzwaniem) degustujących jest odgadnąć po smaku i zapachu, jaki to kraj, region i szczep. Jeśli pobudzimy wodze fantazji, możemy zdobyć się też na poszukiwanie apelacji, rocznika itp. Ale, ale – nie dajmy się zwariować.

Blind_tasting_3Jako się rzekło, podszedłem do tego naszego konkursu bardziej, jak do zabawy. Bo czuję niezmiennie, że w winie, na końcu zawsze w gruncie rzeczy o to chodzi. Do odgadnięcia było 19 flaszek. Sporo zaskakujących, ciekawych, kilka bardzo dobrych, trafiły się i znakomitości. Wybrałem kilka, o których chcę szczególnie wspomnieć.

Pierwsze wino degustacji, jak początki filmów Hitchcocka – było trzęsieniem ziemi. Potem napięcie już tylko rosło. Poszukiwania zaniosły nas do Włoch, choć padały i inne propozycje. A tymczasem podstępny gospodarz Wine Mike, zabił wszystkich nikomu nieznanym, białym szczepem z włoskiego regionu Lacjum. Słyszeliście wcześniej o Bellone? Ja też nie. Taki to był początek w przebraniu nieskomplikowanego, cytrusowego w nosie, ale szczerego i świeżego Castore Cincinatto Bellone 2013 (Krople Wina, 39 zł).

Dehesa del Carizal Chardonnay 2011 (Pod Pretextem, 89 zł) to zaskakujące, oryginalne, wyraźnie utlenione, z nutami miodu i ziół – chardonnay. Pochodzi z mikroskopijnej apelacji w… Hiszpanii. Nie było mocnego na tą butelkę. Wszyscy błądziliśmy, jak dzieci we mgle, nikt nie odgadł, ani szczepu, ani tym bardziej kraju. Moje skojarzenia – przyznaję – w akcie desperacji zaprowadziły mnie do utlenionego Cattarato z Sycylii, które miałem jakiś czas temu okazją próbować, czy nawet do kwewrowego, ewoluowanego Rkatsiteli…

Blind_tasting_4Zupełnym zaskoczeniem zarówno, jeśli chodzi o typy zebranych, jak i wysokość przelotową wina była La Calma Chenin Blanc 2011 (Pod Pretextem, 199 zł). Kolejne już wino od gospodarza degustacji, to Chenin blanc… z Hiszpanii. Osobliwe. Z niuchem dojrzałych, jabłek, orzechów – bardzo apetyczne. Było niewątpliwe jedną z ozdób tego spotkania.

Za sprawą Sibiliana Eughenes Cataratto Lucido 2014 (Białe czy czerwone, 59 zł) zawitała do nas na chwilę wiosna i przenieśliśmy się do krainy ukwieconych muskatowych łąk i pól. Intensywnie, jak perfuma aromatyczny Muscat okazał się zbijającym wszystkich z tropu Cataratto z Sycylii. Kolejna, sprytna zasadzka Wine Mike’a.

W wypadku kolejnego wina musiałem spojrzeć w lustro i przyznać się przed samym sobą do bolesnej pomyłki, jakiej się dopuściłem. Próbowany kilka tygodni wcześniej na Świątecznym Kiermaszu Winicjatywy Schatz C Pinot Noir 2009 (Wine&You, 112 zł) okazał się według mojego typu Valpolicellą Ripasso z ambicjami w kierunku Amarone. Tym bardziej zaskakujące, że w grudniu ta flaszka niezwykle mi się spodobała i zaintrygowany stałem nieprzeciętnie długo obok stolika importera, cmokając z zachwytu. Dodam, że większość przybyłych braci w winie typowała podobnie, jak ja. Tak, więc osobny, wymykający się prostym klasyfikacjom Pinot od naturalisty z hiszpańskiej Andaluzji, w cudowny sposób przemienił się we flagowe wino z Veneto. Błądziliśmy, oj błądziliśmy.

Blind_tasting_5Kolejna, wyróżniająca się na tle reszty flaszka, czyli Sibiliana Eughenes Perricone 2014 (Białe czy czerwone, 59 zł) była bombą ciemnych, przejrzałych owoców. Pyszną i pociągającą bombą, dodam. Większość z nas typowała południowe rubieże Europy, nikt jednak nie odgadł, że był to jeden z autochtonicznych szczepów Sycylii.

Pięknym i godnym zakończeniem naszego winnego lotu bez pilota na pokładzie – była butelka Foradori Teroldego Rotaliano 2012 (Mielżyński, 96 zł). Wino było niezwykle gęste, przełamywało styczniowe lody dojrzałym owocem i subtelną dymną nutą. Pamięć mnie zwodzi, a w miejscu notatek, gdzie wpisywałem moje typy – świeci puste miejsce. Nie wspomnę zatem, czy obstawiałem północne Włochy. Pamiętam jedno, nikt nie odgadł, że to Elisabetta Foradori.

Jeśli, by na nasze spotkanie i winne zmagania spojrzeć jak na sportową rozgrywkę, to (i myślę, że zgodzą się ze mną pozostali) nikt nie wykręcił czasu na miarę Usaina Bolta. Jestem jednak daleki od takiego spojrzenia. Kręciliśmy kieliszkami, wąchaliśmy, siorbaliśmy, próbowaliśmy, a na końcu błądziliśmy. Lecz były i momenty chwały, kiedy nasze typy okazywały się trafione. I to dla tych chwil satysfakcji, choć przede wszystkim dla nieprzerwanej potrzeby uczenia się i poznawania nowych smaków, i zapachów – cholernie warto było spędzić ten czas w tym winnym gronie. A poza wszystkim – śmiesznie było. I proszę mi wierzyć, na kulturalnym (jak zawsze) afterparty nikt nie poszukiwał auto pilota.

Relację z degustacji przeczytacie również na:
Wine Trip Into Your Soul
Nasz świat win
Winiacz
Zdegustowany

W degustacji wziąłem udział na zaproszenie organizatora.
Foto z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s