ZJAWA. Wszyscy jesteśmy dzikusami

The_Revenant_2Jeśli rolą kina jest wstrząśnięcie widzem, penetracja jego trzewi oraz wtargnięcie w głąb pierwotnych, barbarzyńskich instynktów człowieka, to dreszczowiec o przetrwaniu i zemście, jakim jawi się „Zjawa”, jest kinem cudownie spełnionym. Mitycznym i klasycznym, z jednej strony. Dzikim i pełnokrwistym, z drugiej. Filmem, który pozostawia w głowie trwały ślad. Kinem wielkiego formatu, co się zowie.

Oglądając to kino przygodowe, ze smakiem unurzane w retro stylistyce, w naturalny sposób nasuwają się skojarzenia z innymi, klasycznymi już, tytułami o przetrwaniu. Tam jednak, gdzie bohaterowie „Czekając na Joe” i „Essential Killing” przekraczali granice racjonalnego myślenia, i wychodzili poza ramy człowieczeństwa, tam grany przez Leonardo Di Caprio, Hugh Glass rozpoczyna dopiero swoją walkę o życie. Sam przesuwając granice tego – co jak nam się wydawało – jest w stanie uczynić człowiek, żeby przetrwać. Osnuty na motywach powieści Michaela Punke, film opowiada o wydarzeniach z 1822 roku, kiedy w trakcie srogiej zimy, legendarny odkrywca i podróżnik, zostaje brutalnie zaatakowany przez niedźwiedzia, a następnie zostawiony na pastwę losu przez swoich towarzyszy.

Alejandro González Iñárritu pełnymi garściami czerpie z tradycji kina przygody, kreśląc tą opowieść o dzikich, męskich wyprawach w poszukiwaniu skór – poprzez dziewicze pustkowia Ameryki. W tle pozostawia lekką ręką naszkicowane tło historyczne – konflikt pomiędzy białymi Amerykanami, a „dzikimi” Indianami.

The_Revenant_3Iñárritu jest twórcą niezwykle precyzyjnym i twardo trzymającym w garści koncept filmu, nie dziwi, więc, że potoczystość akcji w imię podtrzymywania ciągłego napięcia u widza – trzymana jest w ryzach. Tym mocniej wybrzmiewa świadomy zabieg z wykorzystaniem retrospekcji z życia Glassa, trochę w stylu „Cienkiej czerwonej linii” Terrence’a Malicka. Z resztą podobnie jak u niego, utrzymanych w stylistyce poetyckich, metaforycznych interludiów. I podobnie jak u niego, grożących tanią metafizyką. Z jednej strony wtręty te działają niezwykle emocjonalnie, z drugiej, naruszają chwilami nieco rytm filmu. Gdyby jednak nie one, to na ekranie pozostałby instynktowny i mechaniczny bój o życie, z zemstą w tle – bez kontekstu i głębi psychologicznej. Tymczasem świadomość motywacji i bodźców, działających na bohatera, dodają obrazowi tylko rumieńców.

Klasyczna, w sensie gatunkowym, „Zjawa” jest filmem, który powala. Powala pełnokrwistą opowieścią, dowodząc po raz kolejny, że najlepsze historie pisze życie. Pokazuje też jak wielkie umiłowanie życia właśnie, tkwi w każdym z nas. Niczemu tak mocno nie kibicujemy, jak ludzkiej walce o istnienie. Stąd też refleksja, że filmy o przetrwaniu mają to do siebie, że przypominają nam w jak dużej strefie komfortu żyjemy. Jak łatwiej, cieplej, bezpieczniej obserwować nam taki surwiwal z perspektywy kinowego fotela, czy wygodnej kanapy w przytulnym mieszkaniu. Tym większy szok po seansie, tym trwalszy ślad w głowie.

The_Revenant_4„Zjawa” powala też formalnie. Jej surowa i dzika tekstura sprawia, że film ogląda się z niemal stale rozdziawioną buzią. Emmanuel Lubezki czaruje odpowiednio „zimnymi”, monumentalnymi kadrami niebezpiecznej, leśnej dziczy i przez nikogo jeszcze nie zadeptanej, dzikiej przyrody. Co rusz poszerza perspektywę, wrzucając na ekran szerokie krajobrazy zaśnieżonych pustkowi. Oszałamiający wymiar natury ma w filmie też i inne oblicze. Żeby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, wspomnę tylko o jednym fragmencie. Jeszcze nikt w historii nie nakręcił tak realistycznie drapieżnej i mrożącej krew w żyłach sceny ataku niedźwiedzia. To prawdziwy majstersztyk. Cichym bohaterem „Zjawy” jest też muzyka. Cichym niemal dosłownie, gdyż nie narzuca się niepotrzebnie i jest w gruncie rzeczy dość niezauważalna. W odpowiednich momentach wspiera jednak dramatyczne wydarzenia i wtedy słychać, że partytura napisana przez Ryûichi Sakamoto, może być wymieniana wśród najlepszych score’ów 2016 roku. „Zjawa” jest wreszcie zdyscyplinowana w reżyserii (o czym było) i prowadzeniu aktorów.

I właśnie pozostając w temacie aktorów, nie sposób nie odnieść się do głośnej w tym przypadku kwestii Leonardo Di Caprio. Wszyscy eksperci wróżą mu (w końcu) Oscara za Najlepsza Rolę Męską. Fakt, ponad 20 lat temu został w tym hollywoodzkim wyścigu niesprawiedliwie pominięty za wybitną rolę Arniego, w „Co gryzie Gilberta Grape’a”. Potem z jego kreacjami bywało różnie. Ja sam, do czego się przyznaję, miałem często problem z jego „dorosłymi” rolami. Nie zawsze mu wierzyłem. Ostatnio zauważyłem jednak pewną przemianę. Jaskółką nowego wydawał się już „Wilk z Wall Street”. W przypadku „Zjawy” moje wątpliwości odpuściły. Jeśli otrzyma teraz nagrodę, nie będzie to Oscar honorowy.

Na koniec wracam do drugiego, obok woli przetrwania, motywu przewodniego „Zjawy” – zemsty. W końcówce z ust Glassa pada stwierdzenie, że Zemsta jest w rękach Boga. Ta konstatacja burzy konsekwentnie budowaną puentę dzieła Iñárritu. Puentę, mówiącą, że koniec końców wszyscy jesteśmy dzikusami. Nie pozostawiający złudzeń, posępny finał pokazuje, że bohater utracił cel za którym tak uparcie podążał. Przegrał z dzikością. Choć, czy zjawa, jaką jawi się w końcówce Hugh Glass, może w ogóle przegrać z dziką naturą świata? ***** (5/6)

ZJAWA (The Revenant) reż. Alejandro González Iñárritu. USA. 2015

Nawet przez moment nie miałem wątpliwości, jakie wino pasuje do nowego, dzikiego filmu Gonzáleza Iñárritu. Postawiłem na rustykalną i szczerą twórczość Amirana Vepkhvadze z Gruzji, z regionu Imeretii. Amiran robi wina klasycznie kwewrowe, gęste, oddające pełną gamę wrażeń z przefermentowanych w amforach winogron.

Amiran_Vepkhvadze_Otskhanuri_SapereAmiran Vepkhvadze Otskhanuri Sapere 2013 (Lipowa 6F/ Krako Slow Wines, cena 104 zł), to wino z lokalnego, unikalnego gruzińskiego szczepu. Kolor ciemno-czerwony, przechodzący niemal w czerń. Na początku mocno ściśnięte w kieliszku, oddaje aromaty skóry i mięsa. Po kilkunastu minutach pojawia się bukiet wypełniony dojrzałymi jeżynami i wiśniami z pestką. A do tego bezcenna, niespętana sztucznymi więzami dzikość gruzińskiej ziemi. Wino jest wyraźnie nieklarowne. Nieprzeciętnie gęste, niemal jak smoła. Pełne, cieliste, szczere i długie. Uderza w kubki smakowe, dzikością winnego serca, niczym obuchem. Usta soczyste i syte, bardzo owocowe. Grubo ziarniste taniny, na początku lekko paraliżują podniebienie, by za chwilę ułożyć się lekko w ustach. W końcówce ujawnia się niefiltrowana natura tego nieokrzesanego Gruzina, poprzez charakterystyczny posmak popiołu (osadu) w ustach, pozostający jeszcze długo na języku. Bezkompromisowa siła dzikości. ***** (5/6)

Fotosy z filmów: materiały promocyjne dystrybutorów

Reklamy

2 comments

  1. Piotrze film obejrzałem wczoraj, to wino piłem w tygodniu, jutro chce się obudzić w nowej rzeczywistości…jakiej, nie wiem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s