BARANY. ISLANDZKA OPOWIEŚĆ. Bracie, gdzie jesteś?

Hrutar_1Z pozoru „Barany” idą na łatwiznę. Użycie tych, skądinąd sympatycznych, zwierząt jako porównania dla upartych, skłóconych ze sobą braci, to istny samograj. A kiedy jeszcze akcja rozgrywa się na, przeszywających zimnem, islandzkich pustkowiach – obraz chłodu panującego między dwoma staruszkami, wydaje się dopełniony. Uspokajam jednak – łopata stoi w kącie.

Gummi i Kiddi, to dwaj skłóceni ze sobą bracia, w podeszłym wieku. Od czterdziestu lat nie zamienili ze sobą praktycznie słowa. Jeśli już mają sobie coś do przekazania, to wysyłają naprędce napisany na kartce list, który do adresata zanosi w pysku pies jednego z nich. A mieszkają… kilkanaście metrów od siebie. Sytuacja w dolinie, w której hodują stada owiec, zmusi ich jednak do tego, żeby zakopać topór wojenny. Dzięki temu będą mogli ocalić dotychczasowy sposób bycia i… owce, którym poświęcili swoje życie.

Hrutar_2Prosta i skromna tragikomedia Grímura Hákonarsona pod szatą satyry na ludzką małostkowość i ślepą zawiść, opowiada o temacie wielkim jak życie. Ascetycznym językiem surowego (skandynawskiego, chciałoby się napisać, ale to trochę nie tu) kina, mówi o najsilniejszej i największej potrzebie człowieka. Potrzebie bliskości. A właściwie wrytej w nasze DNA, potrzebie jej poszukiwania. Hákonarson nie jest w ciemię bity i potrafi, co rusz przełamać tą lodowatą (dosłownie i w przenośni) opowieść poczuciem humoru i żartem w (jak zakładam) stylu mieszkańców tej rozbuchanej gejzerami wyspy. To świetny zabieg. Dzięki niemu ci dwaj zgryźliwi mężczyźni, którzy kosztem kobiet i dzieci, oddali swoje życie owcom – nabierają barw i ludzkich cech. I jakoś nam, widzom, łatwiej znosi się ich dziwactwa. A przy tym wszystkim, „Barany” wypełnia doprawdy pierwszorzędny dowcip. Nienachalny i klimatyczny, wyspiarski taki.

Hrutar_3Gummi i Kuddi swoje potrzeby tacierzyńskie oraz instynkt przewodzenia w stadzie, przelewają na owce – bez słowa przesady, ich oko w głowie. Nie dziwi, więc buntownicza reakcja, kiedy okazuje się, że ich dolinę dotknęła owcza choroba i ze względów bezpieczeństwa trzeba wybić wszystkie zwierzęta. To nieszczęście i zamach na ich dotychczasową egzystencję, sprawi, że powoli, przepełnieni uporem, niczym tytułowe barany, zaczną dostrzegać, to czego nie widzieli przez wiele lat. Zobaczą drugiego człowieka. Hołdując zasadzie, że nikt nie jest w stanie zdenerwować nas tak mocno, jak najbliższy członek rodziny, reżyser zmierza do sugestywnie podanej prawdy – nawet jeśli nienawidzisz swojego brata, to zawsze będzie twój brat. I jakiekolwiek by ci się nie działo nieszczęście, to on (potencjalnie) pierwszy przyjdzie z pomocą.

Aby nie psuć frajdy z oglądania, pozwolę sobie nie opisywać szczegółowo końcówki filmu. Mocna, finałowa sekwencja jest bowiem sporym zaskoczeniem. W uszach dźwięczy podprogowe, niewypowiedziane pytanie, które Kiddi, bądź Gummi powinni wysyłać do siebie (a niech tam, nawet przez psa) już od wielu lat – Bracie, gdzie jesteś? W tym kontekście, finałowa scena jest jednym z najpiękniejszych świadectw… No właśnie, świadectw czego? Przyznaję, zdumiała mnie w kinie moja reakcja na ten fragment. Jego odbiór przefiltrowany przez własne doświadczenia był bardziej daleko idący, niż by się mogło wydawać. Czy możliwa jest aż tak spora różnica między obyczajowością polską, a islandzką? Cóż, oceńcie sami. ***** (5/6)

BARANY. ISLANDZKA OPOWIEŚĆ (Hrútar) reż. Grímur Hákonarson. Islandia, Dania, Norwegia, Polska. 2015.

Przy okazji seansu tej wietrznej, rozegranej w zimowej scenerii, historii, zamarzyłem o prostym i szczerym, rasowym chianti. Takie znalazłem w portfolio klasyka gatunku z Toskanii – winiarni Isole e Olena. Ten legendarny producent, to przypadek odosobniony. Winiarnia powstała niemal z niczego. W 1976 r. ojciec Paola De Marchi (dzisiejszy właściciel) przejął od Kościoła dwie wsie: Isole i Olena. Wśród przyległości było 50 hektarów winnic. Wioski były dawniej zamieszkałe przez 90 rodzin, opustoszały jednak po emigracji chłopów do miast. Do dziś świecą tu pustki. W Isole mieszka pięcioro staruszków (o ile), w Olenie rezyduje tylko rodzina De Marchich. Tyle historii.

Isole_e_Olena_Chianti_ClassicoW kieliszku Isole e Olena Chianti Classico 2013 (aktualnie w ofercie Centrum Wina, cena 99 zł). Kolor – średnio intensywna, przejrzysta czerwień. Wyczuwalny wzmożony, świeży aromat słodkich wiśni. W smaku wino jeszcze młode – dobrze zaznaczona kwasowość. Prężny owoc (znowu słodkie wiśnie), który długo ewoluuje, aż w końcu pojawia się dość gęsta struktura o zalecającej się, ożywczej ekspresji. Rekomenduję zostawić to chianti dłużej w kieliszku, odwdzięczy się nieporównywalnie większą równowagą, niż po otwarciu butelki. **** (4/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino degustowałem na spotkaniu towarzyskim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s