MUSTANG. Wolność kochać i rozumieć

Mustang_1

„Mustang” ujmuje piękną metaforą. Metaforą, gdzie dojrzewanie, poszukiwanie wolności, bliskości oraz zmysłowość i kobiecą tożsamość – stawia się na piedestale. To hołd złożony nieokiełznanej potędze młodości. Film, którego śmiałości i wdzięku żywo się łaknie.

Turcja, okręg czarnomorski, czasy współczesne. W małej miejscowości na prowincji wychowuje się pięć sióstr – młodych, osieroconych dziewcząt. Są pod opieką troskliwej, mocno konserwatywnej babci oraz wujka. Właśnie kończy się rok szkolny i rozpoczyna piękne, i ciepłe, beztroskie lato. Siostry idą nad morze z kolegami, żeby się powygłupiać i wykąpać. Opis, wydawać by się mogło, zapowiadający frywolny, lekki film przygodowy dla nastolatków. Pozory w „Mustangu” zostają jednak szybko rozwiane.

Debiut reżyserski Deniz Gamze Ergüven przedstawia społeczeństwo tureckie w wersji mocno zachowawczej. To specyfika regionu czarnomorskiego. Krainy, gdzie wieloletni wpływ religii muzułmańskiej na codzienne życie, nie został w ostatnich latach stępiony przez próby laicyzacji kraju. Warto pamiętać, że pomimo, iż współczesna Turcja powróciła na tory państwa silnie religijnego, to wciąż istnieje ogromna przepaść między regionami „tradycyjnymi”, a na przykład wyzwolonym, europejskim Stambułem. Na takiej właśnie prowincji, w okolicznościach beztroskiego, gorącego lata – „Mustang” zderza nas z problemami młodych dziewczyn, których konsekwencje na trwale zapiszą się w ich życiorysach.

Mustang_2

Film mierzy się z problemem wydawania, często niepełnoletnich jeszcze dziewczyn, za mąż – wbrew ich woli, czy jakiemukolwiek uczuciu. Z perspektywy współczesnej Polski, rytuał wizyt rodziców wraz z „wybrankiem serca” i rytuał przyjmowania oświadczyn, ogląda się z rozdziawioną gębą (naprawdę? wciąż? we współczesnej Europie?), i lekko kpiącym uśmiechem. Ale to jeszcze nic. Wszelakie kontakty z chłopcami o charakterze (choćby w domyśle) lekko seksualnym – spotykają się z potępieniem. Do tego dochodzi jeszcze tradycyjny wymóg czystości – dziewczyna przed ślubem powinna pozostać dziewicą. Te budzące zaskoczenie i opór zwyczaje nie zmieniają jednak faktu – takie rzeczy wciąż dzieją się we współczesnej Turcji. Na proceder sterowanego przez babcię zamążpójścia nakładają się dwa inne wątki. Bolesny brak opiekuńczej matki, która choćby hipotetycznie mogłaby mieć pieczę nad dziewczynami oraz najbardziej mroczny, zarysowany niezwykle delikatnie, punkt filmu – molestujący seksualnie wujek. Piekło opresji, zamknięcia w czterech ścianach, zostaje tu skonfrontowane z najbardziej dynamicznym i żywiołowym okresem w naszym życiu – z dojrzewaniem. Kiedy budzi się do życia zmysłowość i z mozołem wykluwa kobieca tożsamość. Głowy i serca dziewczyn płoną. Nie u każdej jednak w identyczny sposób.

Mustang_3

Pięć różnych dziewczyn, pięć różnych postaw wobec społeczno-religijnego terroru. Najstarsza z sióstr – przebiegła Sonay – stoi gdzieś po środku. Z jednej strony – sprzeciwia się restrykcyjnym zasadom panującym w domu, z drugiej – idzie na kompromis, zgadzając się na oświadczyny chłopaka, do którego jednak coś czuje. Druga – Selma – jest najbardziej bierna. Jej podejście do wyznaczonego przez rodzinę wybranka jest, mówiąc oględnie, chłodne. Nie robi jednak nic, żeby z tej sytuacji jakkolwiek się wybronić. Trzecia – Ece – okazuje się najsłabsza psychicznie. Nie wytrzymuje terroru zamknięcia i seksualnego wykorzystywania. Czwarta – Nur – wydaje się najmniej charyzmatyczna, mocno niezdecydowana, spolegliwa. W kluczowej scenie, kiedy rozgrywa się jej los przymusowego ożenku, można odnieść wrażenie, że tylko determinacja jej młodszej siostry doprowadza do buntu i ucieczki (dosłownej) z opresji. W ten sposób dochodzimy do najmłodszej – Lale. To ona odgrywa tu de facto główną rolę. Lale od samego początku jest najbardziej zbuntowaną i zdeterminowaną – żeby walczyć z absurdem rzeczywistości – bohaterką. To ona, ze względu choćby na wiek, jest tą, która jak się wydaje, najmocniej odczuwa brak matki. Kto wie, może jest też jedyną z sióstr, która tragicznie (jak zakładam) zmarłych rodziców w ogóle nie pamięta. W ten oto sposób, najmłodsza, najmniej doświadczona (ale paradoksalnie najbardziej świadoma) jest tą, która najmocniej pragnie zmiany. I staje się tej zmiany motorem napędowym.

Na tę pełną wdzięku historię sióstr chcę patrzeć też z innej perspektywy. Siostry, dopóki nie zostają rozłączone, spędzają ze sobą wiele czasu. W filmie kilka razy pojawia się podobna scena, kiedy dziewczyny leżą beztrosko w jednym pokoju, w młodzieńczy, zupełnie niewinny sposób splatają się nogami, rękami, kładą głowy na brzuchach itp. W tych czułych, pełnych siostrzanego ciepła i dziecięcych igraszek – scenach, oglądamy cudownie czystą metaforę kobiecości, ale i współczesnej Turcji. Dziewczyny zdają się być jednym spojonym ciałem, symbolizującym kobiecą (silną w takiej konserwatywnej społeczności) solidarność. To również jedno ciało sprzeciwu młodych, współczesnych Turków przeciwko polityce premiera Erdoğana. To w końcu – na poziomie dosłowności – świadectwo silnej więzi i bliskości fizyczno-emocjonalnej dziewczyn.

„Mustang” przebojem przetoczył się przez światowe festiwale filmowe. Otrzymał Nagrodę Publiczności w Cannes, był także nominowany do Oscara (przegrał z równie fascynującym „Synem Szawła”). Zimne przyjęcie spotkało go jednak w rodzinnej Turcji. Pisze się tam o nim, że jest zbyt odważny, frywolny i pokazuje rzeczywistość okręgu czarnomorskiego w mocno tendencyjny, czy wręcz przekłamany sposób. Intuicja podpowiada mi jednak, że w tym przypadku Turcy cierpią na przypadłość dotykającą wiele narodów. Nie potrafią, ale przede wszystkim nie chcą przeglądać się w lustrze. Czy kogoś nam w tym nie przypominają?

Na koniec krótka analiza lingwistyczna. Mustang, to rasa zdziczałych koni, wywodzących się od koni przywiezionych do Ameryki Północnej z Hiszpanii w XVI wieku przez hiszpańskich konkwistadorów. Część koni w różnych sytuacjach dostała się na wolność, gdzie… ponownie zdziczała. Słowo mustang pochodzi od hiszpańskiego mesteno, co oznacza bez właściciela… ***** (5/6)

MUSTANG reż. Deniz Gamze Ergüven. Turcja, Francja, Niemcy, Katar. 2015.

Domdechant_Werner_Riesling

Jakoś tak mam, że żywiołowość i młodzieńcze nieokiełznanie kojarzy mi się mocno z wigorem i świeżością Rieslinga. Nie mogłem sobie, więc odmówić do filmu klasyka z Rheingau – Domdechant Werner Hochheimer Guts-Riesling Trocken 2013 (13win, 57 zł).

Domdechant Werner, to winiarnia robiąca wina w stylu nieco staromodnym – w Rheingau, gdzie Riesling jest prawdziwym panem i władcą. W winnicy Domdechant Werner szczep stanowi blisko 98 procent powierzchni upraw. Uznany producent ma ponad dwustuletnią historię, która rozpoczęła się w 1780 roku. Obecna winiarnia znajduje się w posiadaniu siódmego pokolenia właścicieli. Przejdźmy jednak do wina. Barwa jasno- słomkowa, przejrzysta. W nosie nuty cytryny z subtelnym kamiennym refleksem. W ustach dobrze zbudowany kwasowy kręgosłup, skonfrontowany ze świeżym i charakternym, ostrym w sumie, choć mało owocowym (jeśli mogę tak określić) owocem. Wyraźnie wytrawna, wręcz surowa propozycja dla kwasolubów i rieslingoklasycznych maniaków. Nie są to może wyżyny Rheingau, ale ja tam tę dzikość rieslingowego serca lubię. **** (3.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino degustowałem na koszt własny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s