CAROL. Kadrowanie uczuć

Carol_1

Pamiętacie klasyczny obraz Edwarda Hoppera – „Nocne marki” z 1942 roku? Na nim, z perspektywy przeszklonej witryny, widzimy trzy osoby siedzące w tradycyjnej, amerykańskiej restauracji. Wszyscy milczą. Ulice wokół restauracji są puste, a nad obrazem unosi się nastrój dojmującej melancholii.

Ten portret współczesnego miejskiego stylu życia, jako życia pełnego samotności, odosobnienia i poczucia zagubienia, przyszedł mi na myśl, kiedy oglądałem „Carol” Todda Haynesa. Może to ta podobna morsko-brązowa kolorystyka filmu, może podobna kreska, rysująca samotność w dużym mieście, a może bliźniaczy duch artystycznego wyrazu obu artystów.

Nighthawks_Edward_Hopper
Edward Hopper „Nighthawks”, 1942

Lata 50., w których rozgrywa się akcja filmu, były w Stanach Zjednoczonych okresem przemiany obyczajowości amerykańskiej. Rewolucja, która wybuchła za oceanem miała to do siebie, że jej prowodyrami, jak i głównymi beneficjentami byli jednak głównie mężczyźni. Zmęczeni wojną faceci marzyli o spokojnym gniazdku, w którym codziennie czekałaby na nich kochająca, potulna żona, najlepiej w towarzystwie gromadki uśmiechniętych dzieci. Jedynym słusznym i niepodlegającym dyskusji przeznaczeniem kobiety było zostać żoną. Rozpoczął się wówczas złoty okres rodziny, i to takiej, w której obie płcie miały rozpisane (jak w scenariuszu) sztywne role do odegrania. Nowożeńcy przeprowadzali się zazwyczaj do domku na przedmieściach, gdzie razem starali się realizować jedyny akceptowany wówczas model życia. Model bycia razem.

Wyidealizowane amerykańskie marzenie dość szybko zaczęło przemieniać się w koszmar. Nieustanne życie na pokaz, pod pręgierzem spojrzeń sąsiadów – krępowało ruchy. Kobiety, jak i mężczyźni w tej grze pozorów musieli kierować energię na utrzymanie mozolnie wzniesionej fasady. No, bo co by powiedzieli inni, jakby nam się nie udało? Do tego wkroczyła polityka. Wraz z kampanią antykomunistyczną Joe Mcarthy’ego ruszyła także nagonka szefa FBI, J. Edgara Hoovera na homoseksualistów, „zboczeńców seksualnych, którzy szerzyli zepsucie moralne wśród niewinnych amerykańskich obywateli”. Bunt lat 50. nie był, więc buntem kobiet. Te w milczeniu próbowały radzić sobie z narzuconymi normami i restrykcjami. Nawet wtedy, gdy nie akceptowały obowiązującego modelu „podmiejskiej żony”, prowadzącej „piękny dom”, to nie zamierzały wpływać na układ społeczny. Powiedzmy to wprost – kobiety działały wyłącznie w wymiarze intymnym, jednostkowym.

Carol_2

Taki właśnie intymny portret kobiet z lat 50. stworzył w filmie „Carol” Todd Haynes, twórca znany z wkładania kija w mrowisko pruderyjnej obyczajowości Amerykanów. Podobnie, jak w jednym ze swoich wcześniejszych filmów („Daleko od nieba”) wadzi się tu z tematem homoseksualizmu. Tym razem kobiet. Carol Aird (Cate Blanchett), elegancka i zadbana kobieta, żona i matka, mieszkająca w jednym z „pięknych domków” na przedmieściu, poznaje w trakcie świątecznych zakupów młodszą od siebie Therese Belivet (Rooney Mara), i się w niej zakochuje. Wykorzystując tę historię, Haynes ze znaną sobie powściągliwością i elegancją, portretuje piekło, jakie rozpościera się wokół kobiet. Mroczny motyw śledzenia i podsłuchów w duchu epoki McCarthy’ego, bunt i bezradność męża oraz chłopaka, stronniczość prawników w kwestii zarządzenia praw rodzicielskich… Wszystkie te elementy w zamierzony, bądź niezamierzony sposób prowadzą do jednej konstatacji. Pytania, które zapewne zadała sobie Carol – czy było warto?

Carol_3

Odpowiedź pada. Żeby Wam jednak nie psuć zabawy, pominę szczegóły. Bowiem poza odpowiedzią dużo ciekawszy wydaje mi się inny wątek. Haynes przesuwając z gracją odpowiednie akcenty sprawia, że przestajemy myśleć o kontekście społecznym uczucia dwóch kobiet, a zaczynamy patrzeć na „Carol”, jak na piękny film o spontanicznej fascynacji drugim człowiekiem. Jak na piękny film o miłości. Urzekający portret dwóch (różnych jednak) kobiet. Carol, to nieco wyniosła, ale spontaniczna i pełna wdzięku kokietka, niezależna życiowo i myślowo, świadoma swoich walorów, dojrzała kobieta. Therese jest dużo bardziej delikatna, melancholijna, wrażliwa i uczuciowa. Jej charakter idzie w parze z rozwijaną pasją do fotografowania, z poszukiwaniem doskonałego kadru, w którym może uchwycić portretowaną postać. Rysunek obu kobiet zostaje mocno uwiarygodniony grą Blanchett i Mary. Bez ich wewnętrznego żaru oraz delikatności w poprowadzeniu ról, efekt byłby niewspółmiernie mniejszy.

„Carol”, poza niewątpliwą wartością emocjonalną i socjologiczną, warto zobaczyć choćby przez wzgląd na perfekcyjną stronę wizualną. Zaryzykuję stwierdzenie, że równie dobrze może być to jedyny powód, żeby nie przegapić filmu Haynesa. Nagradzane już na świecie zdjęcia Edwarda Lachmana, to prawdziwa perełka filmowego rzemiosła. Niesamowita gra świateł, interwałowe łapanie ostrości obiektywu, specjalnie „zamglone” ujęcia, a do tego cudowna kolorystyka, wykorzystująca dużo zieleni, seledynu oraz szerokiego spektrum brązowych odcieni. To hipnotyzująca i niezapomniana okładka do równie wybornej płyty, gdzie główną rolę grają emocje.

Film Haynesa spięty jest precyzyjną klamrą, która wybrzmiewa jak smak dorodnej truskawki do kieliszka szampana. W zasadzie mogłoby jej nie być, lecz, to, że jest – popycha wartość emocjonalną filmu na dużo wyższy poziom. Podobnie jak w obrazie Hoppera. Dzięki temu, że w kadrze ulice są puste, naszą uwagę ze zdwojoną siłą przykuwają ludzie w restauracji. O czym myślą, dlaczego milczą? I gdzie do cholery są drzwi? **** (4/6)

CAROL reż. Todd Haynes. USA, Wielka Brytania. 2015.

Ardechois_IGP_Ardeche_Orelie

Barwy uczuć zademonstrowane w melodramacie Todda Haynesa skłaniają mnie ku kolorze wina, które rzadko pijam, ale kiedy już trafię na coś wartego zapamiętania, to nie odpuszczę i muszę oznajmić to światu. Tak właśnie do mojego kieliszka trafiło to cudowne rose z francuskiej apelacji Ardèche.

Ardèche, to niby część historycznej Prowansji, lecz zahacza też o Masyw Centralny z jego odmienną kulturą. Można tu butelkować wino z apelacją Côtes du Rhône, ale większość flaszek oznaczanych jest jako regionalne IGP Ardèche. Les Vignerons Ardechois IGP Ardèche Orélie Rose 2015 (Winnice.eu, 21.50 zł), to super pijalna, niewiarygodnie smaczna róż. Wino zrobione z mieszanki trzech szczepów: Gamay, Grenache i Syrah. Barwa różowa, ale z tych róży, co to przechodzą niezauważalnie w pinot noir-ową cegłę. W aromatach dojrzała truskawka w śmietanie, elementy czarnej porzeczki. W smaku krągły, mięsisty owoc, kwasowość niemal niezauważalna. Bardzo dobra koncentracja, dobrej jakości, wyrazisty owoc i ten kolor! To wino woła – pij mnie, pij mnie, teraz! Rocznik 2015 dla różu we Francji, to ponoć czas wymarzony. Ta pyszna niespodzianka tylko to potwierdza. W tej (rewelacyjnej) cenie brać kartonami. **** (4/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino udostępnione przez importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s