EL CLAN. Padre z piekła rodem

El_Clan_1

Nawet jeśli podświadomie omijacie filmy o ciemnej stronie życia, to „El Clan” powinien być wystarczającą zachętą, żeby się trochę ubrudzić. Bo opatrzony nalepką „oparty na faktach”, film Pablo Trapero ma w sobie coś niezwykle hipnotyzującego. To coś, to usankcjonowane więzami rodzinnymi diaboliczne zło, które tak fascynuje już od czasów „Ojca chrzestnego”.

Reżyser cofa nas do Argentyny początku lat 80., czasu po upadku rządzącej w latach 1976-82 wojskowej junty. Na przedmieściach Buenos Aires mieszka rodzina Puccio – klasyczny przykład familii z klasy średniej, która wiedzie spokojny żywot i ma dobrą opinię wśród sąsiadów. Ojciec Arquimedes sprawia wrażenie kulturalnego, spokojnego dziadka, najstarszy syn jest gwiazdą w popularnej drużynie rugby, jego bracia wyjechali z kraju. Ten niemal kryształowy wizerunek zaczyna pękać, kiedy okazuje się, że rodzina Puccich pod przykrywką przykładnej rodziny, porywa ludzi dla okupu i ich zabija.

El_Clan_2

Centrum dowodzenia i sprawcą całego zamieszania jest tu padre. Arquimedes, to przerażające połączenie pozornej jowialności z rysem zimnego, opętanego chciwością mordercy. Ostentacyjna charakteryzacja i specyficzne oświetlenie twarzy sprawiają, że metaforyczność tej postaci jest niezwykle jasna. To wcielenie diabła, budującego wokoło siebie kręgi zła, do których po kolei wpadają zmanipulowane i złapane przez niego w sidła ofiary. Ma silną osobowość i mocny, typowy rys psychotyczny. Za nic w świecie nie przyzna się do winy, co więcej nawet będąc pod ścianą, nie znajdzie ku temu powodów.

W filmie Argentyńczyka z uzależniającą, toksyczną indoktrynacją ojca zostają skonfrontowani trzej synowie. Jeden już dawno wyjechał z kraju, co spotyka się z charakterystyczną reakcją papy – wypiął się na nas i zdradził. Najstarszy, osiągający sportowe sukcesy Alejandro, jest wrażliwym i delikatnym chłopcem z burzą loków na głowie. Na nic ta jego łagodna strona się zdaje – zbyt wcześnie zostaje zaangażowany w proceder porwań i trudno mu zboczyć z tej narzuconej przez ojca, lecz wygodnej finansowo drogi. Promykiem nadziei na tle całej rodzinki jest najmłodszy z synów Guillermo. Wyjeżdża na obóz sportowy, oznajmiając Alexowi na lotnisku, że już nie wróci, bo ma dość tej matni, w którą wkręcona jest jego familia. Świetna jest scena, kiedy bracia żegnają się przed lotem. Niezrozumienie, ale i chwila wątpliwości rysująca się na twarzy Alexa – ważą więcej, niż wszelakie gesty. W innej scenie z ojcem, Alex zostaje wystawiony na realną próbę. Widać, że jest bliski wycofania się, przyjmuje jednak „symboliczną zapłatę”. Ich wybory i te, krótkie momenty, kiedy wbrew pozorom naprawdę mogą sami decydować, jaką drogą pójdą – są kluczowe dla zrozumienia istoty, rozprzestrzeniającego się jak wirus, zła w rodzinie.

El_Clan_3

Rodzina Puccich znajduje się pod ogromnym wpływem ojca – wytrawnego manipulatora. Z jednej strony w synach pojawiają się ludzkie odruchy, budzi się w nich moralność. Z drugiej ich dyskusyjne sumienie pozwala przez lata tolerować notorycznie popełniane przestępstwa (stanowczy sprzeciw wypowiada czynami właściwie tylko Guillermo). Alex miewa przebłyski, szczególnie po związaniu się z dziewczyną, jest jednak już zbyt mocno w tym umoczony, by móc się bezkarnie wycofać. W tym rachunku, tolerancja wygodnego, choć naznaczonego krwią porwanych, życia – równa się z tolerancją bestialskich porwań i bezlitośnie wymierzanych egzekucji. Mafijno-rodzinne przyzwolenie na tę patologię ma sporo z ducha „Ojca chrzestnego” Mario Puzo i doskonałych ekranizacji Francisa Forda Coppoli. Efekt podbija świadomość, że historia została oparta na faktach.

W „El Clan” najmocniej wybrzmiewa tłumiona konfrontacja między ojcem, a Alexem. Ta „największa nadzieja rodziny” niemal do końca wije się jak piskorz. Lubi wygodne życie, lecz co chwilę wysyła sygnały, że nie chce już w tym uczestniczyć. Klasyczny konflikt ojciec – syn, który pewnie każdy z chłopców przerabia we własnym życiu, zostaje w „El Clan”  – poprzez zbrodnicze okoliczności – doprowadzony do ekstremum. Próba sił oraz chęć wyrwania się spod kontroli i manipulacji padre, osiągają, więc spektakularną kulminację w finale. Ostateczna „deklaracja” Alexa i płynąca z niej satysfakcja, to triumf młodzieńczej niezależności. Szkoda tylko, że okupiony takimi konsekwencjami. **** (4/6)

EL CLAN reż. Pablo Trapero. Argentyna, Hiszpania. 2015.

A do filmu o diabelskiej rodzinie proponuję wino, może nie diabelskie, ale za to z gruzińskiego szczepu Saperavi, który przez swoją poetykę zawsze kojarzy mi się z „ciemną stroną mocy”.

Gevelli_Dynasty_Saperavi

Saperavi, to nietypowe bo tworzone przez najprawdopodobniej pierwszą polską winiarnię w Gruzji. Choć będąc bardziej precyzyjnym, trzeba napisać, że jest to taki polsko-gruziński projekt winiarski. Winiarnię Gevelli powołała do życia rodzina Burdzych, która wcześniej wielokrotnie odwiedzała ten piękny kraj w celach biznesowych. Gruzińska rodzina Tcharbadze wniosła do spółki, nadającą się pod uprawy winorośli, ziemię w Kacheti, a Polacy podjęli się zbudowania nowoczesnej i w pełni profesjonalnej winiarni. Winemakerem został Gruzin, pracujący wcześniej m.in. w Shumi Winery.

Gevelli na ten moment posiada 60 hektarów winorośli w dolinie Alazani i wciąż jest w fazie rozwoju. Poza 2 hektarami ze starymi winoroślami (80-letnie krzewy), pozostałe są świeżo zasadzone, tak, więc na więcej efektów trzeba będzie jeszcze poczekać. Winiarnia produkuje obecnie wina ze skupywanych gron. O tym, że są to grona dobrej jakości można się przekonać degustując butelkę Gevelli Saperavi Dynasty 2014.

W barwie gęsty sok z buraczków. W nosie aromaty śliwek, jeżyn, serek waniliowy – wszystko jeszcze nieco stłumione beczką. W ustach żywe z całkiem pokaźnym garbnikiem, choć owoc wciąż schowany jest za beczkowa gardą. W końcówce pojawia się lekka goryczka. Jest dobrze, a mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej za sprawą win z własnych krzewów. To oraz inne wina Gevelli do dostania w warszawskim sklepie Białe czy czerwone? (49 zł). **** (3.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino udostępnione przez producenta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s