DOPE. Różowe lata 90.

Dope_1

Słownikowe określenia wyrazu dope… Rzeczownik: narkotyk zdobyty nielegalnie dla celów rekreacyjnych. Rzeczownik: głupek. Slang: coś wspaniałego, termin używany jako forma akceptacji. Oglądając „Dope” Ricka Famuyiwy, co chwilę dajemy się wpuścić w maliny, że każdy z tych terminów jak ulał pasuje do filmu.

„Dope” ogląda się świetnie, jako niezobowiązującą komedię uczniowską o wkraczaniu młodych w dorosłość. Czarnoskóry Malcolm oraz jego dwójka przyjaciół – Diggy i Jib – starają się przetrwać w dość szorstkich realiach niebezpiecznej dzielnicy Inglewood. Przychodzi im to tym trudniej, że odstają od reszty rówieśników – są dobrymi uczniami, nie handlują narkotykami i są prostu przykładną trojką geek-ów. Ba! Malcolm ma nawet chrapkę na studia na Harvardzie. Ich „szaleństwem”, na które poświęcają najwięcej czasu (prócz robienia kilometrówki na BMX-ach) jest gra w muzycznym zespole. Dość zaskakującym i oldschoolowym zespole – trzeba dodać. Zamieszanie w życie nastolatków wprowadza pewna przypadkowa impreza urodzinowa dilera narkotyków, a następnie strzelanina, po której wychodzą z plecakiem pełnym towaru…

Dope_2

Trójka bohaterów i ich charakteryzacyjno-gadżetowe otoczenie, czyli – BMX-y, retro fryzury, niezwykle stylizowany outfit – to nawiązanie wprost do lat 90., których Malcolm jest tak wielkim fanem. Przejawia się to również w jego fascynacji hip hopem z tamtej dekady, o którym się dużo w filmie mówi, ale i sączy się on z głośników przez całe półtorej godziny seansu. Mamy, więc w tle Public Enemy, przemyka się i Korn, a za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny jest sam Pharell Williams. Odnosi się jednak wrażenie, że cały ten sztafaż (różowych w oczach nastolatków) lat 90. jest dla bohaterów głównie barierą ochronną przed bezlitosnym światem zewnętrznym – światem niebezpiecznej dzielnicy z dilerami narkotykowymi wystającymi na każdym rogu.

Dope_3

Ta beztroska, pełna niespożytej energii komedia, z często niewyszukanym poczuciem humoru (na tapecie głównie narkotyki i seks), zostaje gwałtownie przerwana sceną – manifestem o zacięciu, żeby nie powiedzieć zadęciu społecznym. Fragment, którego szczegółów oczywiście nie zdradzę, przypomina stare kino Spike’a Lee, z jego aspiracjami do walki klasowej o lepiej eksponowaną pozycję czarnoskórych w Ameryce. Nawet w kontekście zabawy gatunkami, na którą pozwala sobie reżyser, czuje się, że ta scena pojawia się jednak „od czapy”, co powoduje niestety gwałtowny rozjazd w filmie. Bo nagle tracimy orientację, co i jak tak naprawdę Famuyiwa chciał przekazać. Albo bawimy się w lekko podane kino obyczajowe o nastolatkach, albo uderzamy w ciężkie tony. Randka tych dwóch stylistyk nie może się zakończyć konsumpcją.

W efekcie „Dope”, to takie trochę niezależne kino amerykańskie (tak, wiem, że część z was nie znosi tego terminu) takich trochę zmarnowanych szans. Masa energii i filmowy dynamit, którym obraz, co chwilę wybucha, zasługiwał na potraktowanie z większym dramaturgicznym wyczuciem i gatunkową konsekwencją. Którą zatem słownikową interpretację wybierzecie, pozostawiam już do waszej wnikliwej oceny. **** (3.5/6)

DOPE reż. Rick Famuyiwa. USA. 2015.

To, czego na pewno nie można „Dope” odmówić, to dynamizmu i szalonej energii, którą film bije na każdym kroku. W tym duchu, ale i dość prowokacyjnie, proponuję do filmu wino żywe i dynamiczne, choć powstałe wedle prawideł win naturalnych, czyli filozofii slow wine’owej.

Pok_Tamas_Leanyka

Już sam twórca tego wina jest postacią nietuzinkową. Pók Tamás, to egerski winemaker, który mimo stosunkowo młodego wieku pracował już kiedyś dla największych winnic w regionie, takich jak Monarchia (obecnie Kovács Nimród). Po latach poświęcenia dla innych postanowił wybić się na niepodległość. W efekcie założył małą rodzinną winiarnię i zaczął robić wina naturalne. Jest miłośnikiem natury, zwłaszcza jej lokalnych wcieleń, stąd na etykietach rysunki zwierząt i roślin żyjących w Egerze. Z jego portfolio proponuję do filmu prawdziwą ciekawostkę – egerską interpretację rumuńskiego szczepu Feteasca alba, na Węgrzech zwaną Leányka.

Pók Tamás Leányka 2012 (89 zł, Lipowa 6F/ Krakó Slow Wines), to wino ze starych 60-letnich winorośli. Przeszło fermentację na skórkach, a następnie przez 11 miesięcy dojrzewało na osadzie, w beczkach z węgierskiego dębu. Butelkowane bez oczyszczania. Kolor jasnej słomki. W nosie aromaty warzywne, trawiaste, w tle niuch zielonych jabłuszek. W ustach zadziorna kwasowość, złagodzona lekko słonawymi nutami. Czystość w smaku, zniuansowany subtelny owoc. Wino cieliste, choć ciche, spokojne, rozwijające się jak najlepsze filmy Stanleya Kubricka. Ładna równowaga i autentyczna osobowość. Uwaga – powstało tylko 2054 butelek! ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino degustowałem na koszt własny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s