OPIEKUN. Mały wielki człowiek

Chronic_1

„Opiekun” to film w kontrze do współczesnej propagandy ludzkiego piękna i bezwarunkowego szczęścia. Szokuje realizmem i szczerością w ukazaniu żegnania się ze światem z godnością. Przykuwa uwagę niespotykaną charyzmą i prawdą aktorską Tima Rotha. Wygrywa gubiąc tropy i wadząc się z widzem. Autentycznie miażdży.

To, co od pierwszej minuty poraża w filmie Michela Franco, to niezwykła intymność relacji między Davidem (Tim Roth), a jego klientami. Choć klient, to pewnie nienajlepsze słowo na opisanie tej niezwykłej więzi łączącej pielęgniarza z jego nieuleczalnie chorymi pacjentami. David jest powiernikiem swoich pacjentów na ich ostatniej drodze życia. Opiekunem, który przyjeżdżając do nich codziennie dba o te najdrobniejsze, jak i nieco większe formalności. Jest przy nich, kiedy potrzebują się napić, zjeść, przekręcić na łóżku. Zawiezie ich na sesję chemioterapii, zaniesie do samochodu, umyje, kiedy sami nie mogą poradzić sobie z podstawową higieną. Co jednak najważniejsze – jest przy nich nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Jest całym sobą. Troska, autentyczna empatia i zaangażowanie z jakim się nimi opiekuje, sprawiają, że patrzymy na bohatera niczym na ideał pielęgniarza – opiekuna. Pierwszą osobę, której bez wahania powierzylibyśmy zadanie zaopiekowania się najbliższymi, czy wręcz nami samymi.

Chronic_2

Napisałem „umyje”. Trudno pozbyć się wrażenia, że sceny, w których obserwujemy (ma się poczucie, że wręcz podglądamy) wyjątkowo intymne sceny przemywania nagich ciał chorych mają silne konotacje biblijne. Przyznaję – nie przepadam za takimi metaforami, lecz w filmie Franco są one subtelne i nieperswazyjne. Sekwencje, w których David dokonuje symbolicznego umycia nóg i całego ciała, nabierają wymiaru namaszczenia chorych na moment przed przejściem na drugą stronę cienia. To także świadectwo poszukiwania bliskości przez chorych, w którym integralną część odgrywa cielesność. Surowość i naturalizm tych zdjęć mocno trzepie po głowie.

Chronic_3

Jak przenikliwy, to film dotarło do mnie, gdy przyjrzałem się bliżej Davidowi. Na tej, wydawać by się mogło, niemal nieskazitelnej postaci pojawia się kilka rys – w czasie, gdy reżyser zarzuca nas niecierpiącymi zwłoki pytaniami. Jest kilka scen, w których bohater – mimo, że w imię czystych intencji pomocy swoim pacjentom – podszywa się (scena w bibliotece) pod inną osobę. Jest kilka rozmów, między innymi ta w barze, kiedy zaczepiany przez przypadkowe osoby – zmyśla na swój temat. Dlaczego to robi? Co chce przez to osiągnąć? Czy chce wywołać wśród obcych choć odrobinę współczucia dla siebie? Czy ta „gra w kogoś innego” jest dla niego formą odreagowania, odcięcia się choć na chwilę od otaczającego go świata bólu, cierpienia i śmierci? Myślę, że na wszystkie te pytania należałoby odpowiedzieć twierdząco. Nie mogę też zapomnieć o epizodzie z pacjentką chorą na nowotwór. Jak na to spojrzeć? Jak potraktować jego wybór moralny? Poprzez te niejednoznaczności w rysie charakterologicznym bohatera, reżyser gubi tropy, jeszcze bardziej zagęszczając klimat i wymowę filmu. David, to przecież rzadko spotykany altruista i niezwykle empatyczny facet. Co, więc stoi na przeszkodzie, by na przykład rodzina pacjenta oskarżyła go o wykorzystywanie fizyczne chorego – pyta prowokacyjnie reżyser.

Tim Roth w roli Davida rzuca rękawicę najlepszym aktorom dramatycznym współczesnego kina. Jest do bólu autentyczny, szokująco prawdziwy, a w dodatku prowadzi postać pielęgniarza z niezwykłym wyczuciem i powściągliwością. Nie szarżuje, nie kradnie napastliwie ekranu tylko dla siebie. Pozostawia widza z rzadkim uczuciem realizmu, przechodzącego w naturalizm – stąd już tylko kilka kroków do kina dokumentalnego. Widać starą brytyjską szkołę. Wielka rola.

Powracającym motywem „Opiekuna” są sceny biegania Davida. Towarzyszymy mu w joggingu również w scenie ostatniej. To z pewnością kolejna metoda „odsapnięcia” bohatera od „wrażeń codzienności”. Dramaturgiczna miazga, której zostajemy poddani w finale jest błyskotliwie pomyślanym zabiegiem scenariuszowym (w pełni zasłużona nagroda w Cannes). Wydaje się wręcz, że wszystkie drogi w filmie prowadzą do tego przejścia dla pieszych, na światłach życia. Co znajduje się po drugiej stronie ulicy? Zanim padnie odpowiedź, wypadałoby sprawdzić, czy mamy czerwone, czy zielone. ***** (5/6)

OPIEKUN (Chronic) reż. Michel Franco. USA. 2015.

A co do filmu? Pewnie was nie zaskoczę. Potrzeba ukojenia podrażnionej wrażliwości sprawiła, że skierowałem się wprost w ramiona słodyczy. I to słodyczy dosłownej. A gdzie znajdziemy najlepsze słodziaki na świecie? Ano w Tokaju! Wino, które proponuję powstaje w Royal Tokaji Wine Company, jednym z największych, ale wciąż utrzymującym wysoki poziom, producentów w regionie. Winiarnia w części należy do brytyjskiego krytyka winiarskiego Hugh Johnsona, a parcele, z których powstają wina znajdują się m.in. w prestiżowym siedlisku wioski Mád.

Royal_Tokaji_Late_Harvest

Młodziutki jeszcze Royal Tokaji Cuvée Late Harvest 2014 pachnie konfiturą gruszkową z drobną domieszką miodu. W ustach słodycz, lecz jest to słodycz z gatunku tych bardziej powściągliwych. Gładka faktura z pokaźną, lecz nie szczypiąca kwasowością. W końcówce nieoczywista goryczka. Czas zrobi dobrze tej butelce, choć już teraz z tym niskim (12 proc.) alkoholem i stonowaną (jako się rzekło) słodyczą jest przyjemną propozycją na chłodniejsze, wiosenne wieczory. Wino z oferty węgierskiej Lidl Polska – wciąż dostępne na półkach. Do wzięcia za 28 zł, czyli bardzo dobra relacja jakości do ceny. **** (4/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od Lidl Polska.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s