NIENASYCENI. Seks, kłamstwa i rock and roll

A_Bigger_Splash_1

Dziwny to film. Z jednej strony oszałamia palącym słońcem, wiatrem Sirocco wiejącym znad Afryki i pięknem sąsiadującej z Sycylią wyspy, z drugiej wykrzywia się w dzikich podrygach, i konwulsjach, w rytm rock and rolla prowadząc nad… ideowe urwisko. Pantelleria w pigułce?

Przed seansem, sporą zachętą, swoistym znakiem jakości wystawionym „Nienasyconym” był dla mnie Luca Guadagnino – autor genialnego „Jestem miłością” sprzed kilku lat. Trudno mi się dziwić. Film ze zjawiskową Tildą Swinton przesuwał granice mocno wyeksploatowanego gatunku melodramatu na pozycje daleko wykraczające poza przyzwyczajenia widzów. Był szykownie wyniosły, szlachetnie zmysłowy, wprost eteryczny. Wszystko znaki na niebie i ziemi wskazywały, że uda się to powtórzyć – ten sam reżyser, Włochy, znowu Tilda, a do tego jeszcze – zachwycający mnie w każdym wcieleniu – Ralph Fiennes. Co, więc temu recenzentowi znowu nie pasuje? – spytacie. Ano wszystko, co poniżej – zapraszam na wiązankę „za” i „przeciw”.

A_Bigger_Splash_2

Pozornie wszystko jest cacy. Paul (Matthias Schoenaerts) i Marianne (Tilda Swinton) spędzają wakacje na odludziu – na trudno dostępnej dla turystów wyspie Pantelleria, między Sycylią, a Afryką Północną. On jest niespełnionym twórcą filmowym, ona – gwiazdą rocka, która przechodzi rekonwalescencję swojego głosu, w czego efekcie przez większość czasu milczy. Ich sielskie i intymne lenistwo przerywa nagłą, i niezapowiedzianą wizytą Harry (Ralph Fiennes) – dawny partner Marianne, który przed laty pogodził się z jej utratą, i „oddał” ukochaną w ręce Paula, swojego serdecznego przyjaciela zresztą. Żeby było parzyście (a jakże) Harry przyjeżdża na Pantellerię z młodą i ponętną… córką Penelope (Dakota Johnson). Wszystko więc się zgadza, zaczyna się intrygująco, a aktorzy psychodramy zostają brawurowo rozstawieni na szachownicy – nic tylko grać!

„Nienasyceni” – o czym z bólem donoszę – cierpią na nieznośną przewidywalność. Konflikt i podskórna niechęć oraz podejrzliwość między dwoma panami wisi od samego początku, intuicyjnie wyczuwamy, że obie „pary” wymienią się partnerami w aktach miłosnego uniesienia. Spełnienie seksualne jest tu zresztą naturalne. Harry – Marianne, to wciąż niewygaszone uczucie, Paul – Penelope, to zagubiony młodzieniec po przejściach kontra ociekająca seksem nastolatka… Jednym słowem, to musi się tak skończyć. Wszystkie te wątki prowadzone są jednak utartymi szlakami, trudno, więc o większą ekscytację i rumieniec zaskoczenia na twarzy.

A_Bigger_Splash_3

Źródłem całego zamieszania jest oczywiście Harry. Dziki, spontaniczny, impulsywny, trudny do okiełznania. Swoją energią i charyzmą obdziela nie tylko spokojnego, przygaszonego Paula, ale i przynajmniej pozostałe pół ekranu. To on prowokuje – i fizycznie, i mentalnie – do nieczystych zagrań, kłamstw, zdrady, i zbrodni. Wszędzie go pełno, więc gdy znika z ekranu, to nagle robi się już zupełnie inny film. Frajda, z jaką się go ogląda, to rzecz jasna duża zasługa Ralpha Fiennesa – komediowego zwierzęcia, którego pełnię walorów odkryłem dopiero kilka lat temu. Każda kolejna rola w jego wydaniu, to mała, aktorska uczta.

Sporym zawodem jest puenta wybrzmiewająca na końcu filmu. Intryga i dramaturgiczne meandry prowadzą do w gruncie rzeczy pustego komunikatu. Brak tu jakiejkolwiek argumentacji, niedopowiedzeń, brak tajemnicy – fabuła urywa się jak droga nad przepaścią, a samochód ląduje z wielkim hukiem. Żałuję, naprawdę szkoda, gdyż jak zaznaczyłem powyżej, początek filmu sugerował zgoła inne emocje.

Film Guadagnino po części ratują brawurowi aktorzy – obok Fiennesa błyszczy zwłaszcza Tilda Swinton, ale dla nikogo nie jest to już chyba zaskoczeniem. Warto też odnotować naprawdę dobrą partię Dakoty Johnson, znanej głównie z „Pięćdziesięciu twarzy Graya”. No właśnie… Tymczasem tutaj, w roli stylizowanej na nabokovską lolitę, wyzwolonej kokietki – naprawdę czaruje i przykuwa skutecznie do ekranu. Na lepszy odbiór wpływają także piękne krajobrazy powulkanicznej, wietrznej Pantellerii. Ach, aż chce się tam jechać! Zresztą, gdyby potraktować „Nienasyconych”, jako folder reklamowy, to należałoby oczekiwać od władz tej malutkiej wysepki jakiejś finansowej rekompensaty dla twórców filmu – odwalili naprawdę kawał dobrej roboty, prezentując walory tej pięknej, choć dzikiej krainy.

W jednej ze scen, Harry w dzikich podrygach, konwulsjach lekko podstarzałego rockmana tańczy i śpiewa do puszczonego z winyla kawałka The Rolling Stones – „The Moon is Up”. Z głośników słyszymy Micka Jaggera – Moon is up. The sun is down. You can’t have it both ways round – podczas, gdy Harry rzuca do obserwujących go przyjaciół: Nigdy nie potrafiłem się nauczyć, jak do tego tańczyć… Z filmem Luci Guadagnino jest zgoła podobnie. **** (3.5/6)

NIENASYCENI (A Bigger Splash) reż. Luca Guadagnino. Włochy, Francja. 2015.

A jakie wino do filmu? Tak, tak, pewnie spodziewalibyście się jakiegoś słodkiego Passito di Pantelleria, z którego ta wysepka słynie. Zresztą miałem kiedyś przyjemność degustować buteleczkę wina ze szczepu Zibibbo – polecam, przyjemność warta swej niemałej ceny. Ale nie tym razem. Do obrazu Guadagnino, jako panaceum na gorący powiew Sirocco, perfekcyjnie pasuje, piekielnie orzeźwiające, białe wino z naszej rodzimej winiarni – Domu Bliskowice z Małopolskiego przełomu Wisły. Winiarni, co należy zaznaczyć, mocno wyróżniającej się na tle polskiej sceny winiarskiej. Robi się tu wino w sposób maksymalnie nieinterwencyjny, naturalny. Uprawa tradycyjna, z ręcznym odchwaszczaniem oraz redukcją plonów. Plon ziemi nie jest filtrowany, nie stosuje się szaptalizacji i odkwaszania.

Dom_Bliskowice_J

Dom Bliskowice J’ 2015, to czysty Johanniter – długa fermentacja w niskiej temperaturze, leżakowanie w stalowych kadziach. W nosie kwaśne, zielone jabłka, zauważalne nuty gruszkowe, ale też i ładnie zaakcentowany akcent zielonych łodyg. Usta na początku atakują dość wyraźnym cukrem resztkowym, by za chwilę się uspokoić i pokazać wyraźną kwasowość wspartą fajnie orzeźwiającym, w pełni dojrzałym owocem. Polskie wino od aniołów… Yyy, to znaczy od przyjemności. A tyle frajdy – za uczciwie wycenione 49 zł – do dostania u importera Winoblisko. **** (4/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino degustowałem na koszt własny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s