III Zlot Winnej Blogosfery okiem kino(wino)mana

III_Zlot_1
Ludzie siłą wina! © Nasz Świat Win

 

Wróciłem z III Zlotu Blogosfery Winiarskiej – już drugiego w mojej krótkiej, acz treściwej przygodzie blogerskiej. Wrażenia lepsze, niż przed rokiem i są to wrażenia z gatunku tych mocno pozytywnych. Wyczuwam coraz silniejszą integrację środowiska i to właśnie w potencjale, zaangażowaniu, chęci samokształcenia, i entuzjazmie piszących o winie, upatruję największą szansę na lepszą przyszłość winnej blogosfery. Wobec czego wybaczcie, ale nie da się bez emfazy – ludzie są siłą wina.

Na początek wyznanie. Nie ma co ukrywać, jak to celnie ujęła Dominika z bloga Nóż i widelec – podobnie jak i ona stoję pomiędzy dwoma światami – filmowym i winiarskim. Oba pochłaniają mnie w równym stopniu, choć słyszę i wyczuwam niejednokrotnie od Kolegów i Koleżanek, że jestem takim trochę blogerem winiarskim z pogranicza – outsiderem (sic!) z dyplomem enologii i magistrem filmoznawstwa pod pachą. Tylko, żeby było jasne – no hard feelings. Taką drogę sobie obrałem i jest mi z tym dobrze. Tym bardziej do wydarzenia takiego jak spotkanie blogerskiej braci podchodzę na pełnym entuzjazmie i bez (przyznaję bez żalu) ciśnienia na rywalizację. Co więcej, w tym roku jeszcze bardziej niż w poprzednim poczułem się po prostu niezwykle komfortowo i przyjemnie w towarzystwie ludzi, którzy wino kochają, i uwielbiają o nim (i nie tylko o nim) rozprawiać godzinami. Ludzi, którzy – cytując klasyka – robią z wina aferę. Za ten cudowny czas i stworzenie tak fantastycznej atmosfery, i poczucia (bez słowa przesady) wspólnoty – każdej Koleżance, i Koledze z osobna dziękuję. Wielkie podziękowania też dla Wojtka Bońkowskiego i całej Winicjatywy, która po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, i Zlot pod względem organizacyjnym przeprowadziła niemal bezbłędnie. Pochwalny uśmiech ślę także w stronę sieci Lidl Polska, która ponownie została sponsorem głównym Zlotu i bez, której pewnie byłoby go trudniej przeprowadzić. A jak oceniam poszczególne aspekty imprezy? Refleksje poniżej.

III_Zlot_2
Regularnie, blogerze, regularnie!

Światło na mocne strony, czyli cieszymy się

III Zlot dobitnie pokazał, że brać winno-blogerska coraz mocniej się integruje. Blogerzy chcą uczestniczyć we wspólnych degustacjach i spotkaniach, chcą być razem. Było to widać zwłaszcza na afterku, ale też i w przerwach pomiędzy panelami, w trakcie śniadania, obiadu, czy nawet w degustacji w ciemno. A co! Niezwykle też cieszy, że miałem okazję poznać zupełnie nowe osoby, które dotąd kojarzyłem tylko z nazwy bloga (lub nie) i zobaczyć ludzkie oblicza winopisarzy. Bardzo się z tego cieszę!

Zachwyciła (i myślę, ze nie jestem w tym odosobniony) duża frekwencja. Pojawili się nie tylko stołeczni winopisarze, ale zjechali też licznie Koledzy i Koleżanki z Wrocławia, Poznania, Łodzi, Krakowa, Mielca, czy nawet jak Michał z NieWinne podróże – z Budapesztu! To dotąd absolutny rekord jeśli chodzi o ofiarę w kilometrówce poniesioną na rzecz wzrostu winnej blogosfery 😉

Podoba mi się też coś, za co pewnie dostanę po uszach od niejednego importera. Odnoszę mianowicie wrażenie, że profesjonalizacja winnych blogów powoli, bo powoli, ale idzie jednak do przodu. Co więcej – obserwuję, słucham, czuję – że nie jesteśmy towarzystwem wzajemnej adoracji, za to (przynajmniej w większości) chcemy się kształcić, rozwijać naszą pasję, pogłębiać wiedzę, podróżować, by po prostu pisać lepiej i ciekawiej o winach, czy jego kontekstach. Co nie znaczy, że przed większością z nas nie ma jeszcze sporo drogi do przebycia – o czym z pokorą sam przyznaję.

III_Zlot_3
A kto najwięcej ćwierkał?

Światło na merytorykę, czyli najciekawsze panele od dawna

To mój drugi Zlot, więc porównanie mam tylko z poprzednim. Czuję jednak i widziałem to też po reakcjach kolegów, że były to najciekawsze panele od lat. Pierwszy z nich, czyli „Polskie blogi winiarskie w statystykach – power ranking”, prowadzony przez Wojtka Bońkowskiego, to rzecz jasna powtórka corocznego podsumowania blogosfery w liczbach. I choć wydaje się to z pozoru mało sexy, to uwierzcie, że większość z obecnych na sali pewnie z wypiekami na twarzy obserwowało komu przybyło w statystykach, kto wyszedł na czoło peletonu etc. Dużo w temacie większego dotarcia do czytelników jeszcze przed nami. Nic jednak nie przyśpieszy tego bardziej, niż większa regularność, wielokanałowość i umiejętność opowiadania ciekawych historii. Amen.

Kolejny z paneli – „Czego blogerzy winiarscy mogą nauczyć się od kulinarnych?”, prowadzony przez Magdalenę Tomaszewską-Bolałek (Kuchniokracja) był pomyślany ciekawie, z wykonaniem było już jednak słabiej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z doświadczeń tak inspirującej blogosfery, jak kulinarna, można było wycisnąć dużo więcej, niż kilka prawideł o mniej lub bardziej reklamowych drogach rozwoju własnej strony czy truizmów, jak budować własną markę. Jednak rozczarowanie.

III_Zlot_4
No na pewno takich fot blogom kulinarnym możemy zazdrościć

Wszyscy jednak ostrzyli sobie zęby na trzeci z paneli, połączony tym razem (w końcu!) z dyskusją – „Po co nam (importerom) blogi o winie?”. W debacie wzięli udział importerzy: Sławomir Chrzczonowicz (Winkolekcja), Michał Jancik (Lidl), Łukasz Bogumił (Wineonline) oraz przez łącze internetowe z Wiednia – Sławomir Hapak (Interwin). Ten ostatni jednak za dużo sobie nie pogadał, bo mieliśmy problemy techniczne. A szkoda – jego niezwykle surowa i momentami bezwzględna ocena blogosfery na pewno podziałałaby jak zimny prysznic, co czasami każdemu środowisku się przydaje. W skrócie: Sławomir Chrzczonowicz przyznał z rozbrajającą szczerością, że jemu blogi winiarskie nie są do niczego potrzebne, Łukasz Bogumił błysnął erudycją i profesjonalną wiedzą oraz spostrzeżeniami dotyczącymi pracy blogera, a Michał Jancik, na wzór brytyjskiego dżentelmena, wybrnął z rozmowy, niczym dyplomata, do końca zachowując (według mnie niepotrzebnie) political correctness. Padały m.in.: zarzuty otrzymywania i pisania tylko dla darmowych butelek, nie organizowania dodatkowych eventów z własnej inicjatywy, braku inicjowania kontaktów z importerami, czy chęci nagrywania filmików. Było gorąco, panel wzbudził w nas emocje i o to chodziło. Pojawiło się kilka zarzutów ze strony importerskiej, w odpowiedzi kilku blogerów okazało się mistrzami ciętej riposty. Podobnie, jak Marta i Robert z Naszego Świata Win (tu pełniej choćby o samym panelu) nie zgodzę się z podsumowaniem, prowadzącego Wojtka Bońkowskiego, że my blogerzy myślimy głównie o sobie, zapominając o najważniejszym – czytelniku. Czytając niejeden polski blog winiarski, skłaniam się ku odwrotnej konstatacji. Co by jednak nie mówić, temperatura rozmowy była tak wysoka, że aż prosiło się o choćby pół godziny dłużej. Stąd niedosyt. Na przyszłość timing do poprawy.

III_Zlot_5
Powiem szczerze – nie jesteście mi do niczego potrzebni…

Światło na degustacje, czyli bardzo dobrze – dostatecznie

Po części „na sucho” przyszedł czas na degustacje. Degustacja w ciemno, w której do wygrania był wyjazd winiarski do Włoch – ponownie była ciekawym doświadczeniem. Uważam jednak, jak co poniektórzy, że powinna być przeprowadzona pod jakimś hasłem, a nie ze z góry założoną podpuchą. W tym roku wszystkie flaszki pochodziły z nowej (ponownie francuskiej) oferty Lidla. Sam wpadłem w sidła pułapki i naiwnie założyłem, że podróżujemy na ślepo po winach świata. Jedyną satysfakcją z niewygranej było to, że i tak odgadłem 6 szczepów na 9 – a byłem blisko 7! Wygrał – w pełni zasłużenie – Najbardziej Regularny Bloger w Polsce (co sam przyznaje) – Maciek Gontarz z Viniculture.pl. Maćku, gratulacje!

Po blind tastingu nastąpiła oficjalna prezentacja nowych butelek z Lidla, czyli powtórka z rozrywki. Dla mnie bez większych emocji, czekałem już bowiem na degustację komentowaną – „Najlepsze wina świata – Tokaj”, prowadzoną przez Maćka Nowickiego. Ponieważ pewnie już znacie moją miłość do win z tej części Węgier, to zapewne nie będziecie zaskoczeni, że poprzestanę w tym miejscu tylko na tej skromnej informacji, a na specjalną relację z doprawdy epickiej i niebiańskiej degustacji Aszú, zapraszam was już wkrótce na bloga. Stay tuned!

III_Zlot_6
Epicka i niebiańska degustacja Aszú!

Światło na afterek, czyli nocy trwaj wiecznie!

Zlot nie byłby zlotem, gdyby nie afterek. Tym razem gościła nas Enoteka Polska i poza zbyt skromną strawą (o czym wspominała już Dominika) – po ciężkim dniu wypełnionym degustacjami, i twardymi orzechami od importerów, które musieliśmy mimowolnie przegryźć – nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Co zapamiętam z afterka? Kozackie butelki od Koleżanek i Kolegów, przyniesione wedle zasady BYOB, które krążyły wzdłuż długiego, wystawionego na zewnątrz (ale było ciepło!) stołu. Barolo z 1964 o zapachu bulionu grzybowego i konkretnej, niczym nieskrępowanej taninie. Świetne i inspirująca rozmowy, które często lubiły wykraczać poza świat wina (i dobrze!). W tym miejscu szczególne podziękowania dla: Dominiki z Nóż i widelec za sympatyczną pogawędkę o bytach pozawinnych oraz Michała z NieWinne podróże za ciekawe rozmowy o winach węgierskich i nowe inspiracje. Podobnie jak Maćkowi Gontarzowi zabrakło mi dłuższej chwili ze Sławkiem z Enoeno, którego blog niezwykle chętnie czytam, bo chłopak naprawdę nie ma sobie równych jeśli chodzi o opowiadanie okołowinnych historii – Panie Kolego, wspólna praca twórcza przy blind tastingu, to stanowczo za mało! Za rok (a najlepiej i wcześniej) domagam się dłuższego widzenia i gawędzenia przy winie 😉 Zresztą moim zdaniem w ogóle konwencja podłużnego (jak na weselach) stołu zaburza nieco logistykę integracji. Może warto pomyśleć o okrągłym stole (haha) albo wrócić do zwyczaju sprzed roku – BYOB na stojaka? Reszta niech pozostanie milczeniem, więcej grzechów nie pamiętam, w ludziach i winie prawda.

Organizatorem Zlotu była Winicjatywa, wstęp (poza degustacjami komentowanymi i afterkiem) był darmowy dla tzw. aktywnych winopisarzy. Sponsorem głównym wydarzenia był Lidl Polska.

Fotorelację ze Zlotu zobaczycie tutaj.

O Zlocie napisali również:
Blurppp, zapiski z pustyni
Wine Trip Into Your Soul
Viniculture
Nasz Świat Win
NieWinne Podróże
Noż i widelec
Winne przygody
Winniczek
Enoeno
Italianizzato

Reklamy

7 comments

  1. Odnośnie tej mojej nieszczęsnej wygranej – podkreślę raz jeszcze – wygrałem los na loterii, nie byłem pierwszy, ale „wylosowany”. Zawsze będę bronił tego stanowiska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s