ALICJA PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA. Wyobraź to sobie

Alice_Through_the_Looking_Glass_1

Pamiętam z dzieciństwa, jak pierwszy raz dostałem do rąk kalejdoskop. Przystawiłem go do oczu, spojrzałem do środka, po czym uderzyła mnie moc różnobarwnych, skrzących się blaskiem, symetrycznych figur. Wrażenie cudowności i magii pozostawało ze mną jeszcze długo, i zachęcało, i kusiło, żeby wrócić, i powtórzyć to raz jeszcze. Mam tak samo z „Alicją po drugiej stronie lustra”. Podobnie jak część pierwsza, nowa „Alicja” mami, czaruje nieograniczoną wyobraźnią, w której nie ma miejsca na słowo „niemożliwe”. Pieści oczy bogactwem fantazyjnych obrazów. Pozostawia z rozkosznym uczuciem powrotu do lat dzieciństwa.

Lewis Carroll powinien być wdzięczny losowi za wielki postęp techniki, którego świadkami i beneficjentami jesteśmy, a także za fakt, że kino z tego cywilizacyjnego dobrodziejstwa czerpie nader chętnie garściami. Gdyby kręcić „Alicję”, czy „Władcę pierścieni” jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, to bylibyśmy skazani na kino nędznego obrazu, umowności, anachronizmu, niedorównujące technicznie wyobraźni literackiego pierwowzoru. Na szczęście mamy 2016 rok i jedyne ograniczenie, przed jakim staje kino, to brak dobrych pomysłów zrodzonych w głowach scenarzystów. Twórcy „Alicji po drugiej stronie lustra” tego problemu nie mieli. Carroll już w drugiej połowie XIX w. napisał, chcąc nie chcąc, świetny materiał na film (choć scenariusz oparty jest dość luźno na prozie Brytyjczyka, a wiele motywów i postaci, to li tylko inwencja scenarzysty). Myślę jednak, że nawet jemu mogło nie starczyć wyobraźni, że stworzony przez niego świat tak cudownie objawi się w ruchomych obrazach.

Alice_Through_the_Looking_Glass_2

Tim Burton, swoim filmem sprzed sześciu lat i wizją Wonderlandu, wysoko zawiesił poprzeczkę. Pragnę jednakże donieść, że James Bobin, co najmniej do niej podskoczył. W nowej odsłonie Alicja (Mia Wasikowska) nie jest już niewinną dziewczyną, którą rodzice przymusem chcieli wydać za mąż. Teraz już, jako silna, niezależna kobieta wraca jako kapitan statku (co z spotyka się z drwinami i niezrozumieniem XIX-wiecznego Londynu) z długiej morskiej wyprawy. Szybko musi utracić złudzenia, dowiaduje się, bowiem, że podczas nieobecności jej matka przehandlowała statek należący do zmarłego ojca. W trakcie oficjalnego bankietu w wyniku zrządzenia losu już nie przez króliczą norę, a przez lustro przedostaje się do Krainy Czarów. Tam spotyka wszystkich dobrze sobie znanych przyjaciół, jak i wrogów, pojawiają się, więc: Mirana (Anne Hathaway), Czerwona Królowa Iracebeth (Helena Bonham-Carter), Absolem (Alan Rickman), Kot z Cheshire (Stephen Fry), pucułowate bliźniaki, Królik,  i oczywiście Szalony Kapelusznik (Johnny Depp). Ten ostatni pogrążony jest w depresji i odchodzi od zmysłów (jeszcze bardziej, w końcu już był szalony). Po tym jak odnalazł pamiątkę z dzieciństwa, zatęsknił za rodziną (która zginęła dawno temu w tragicznych okolicznościach) i chce ją odzyskać. Tylko czy to możliwe? Film Bobina głosi – oczywiście! Przecież w świecie „Alicji” nie istnieje słowo „niemożliwe”. Z pomocą przychodzi, więc Alicja, która postanawia przedostać się do przeszłości, by spróbować ją (z korzyścią dla Kapelusznika) zmienić…

Alice_Through_the_Looking_Glass_3

Wiem, wiem, pewnie wszyscy czytający właśnie ten opis, a nieznający świata wyobraźni Carrolla (serio, to możliwe?) pukają się pewnie teraz w głowę – jak ten dorosły facet może się emocjonować taką blagą? A, więc śpieszę do was z wyjaśnieniem – ano może. Bo baśniowa kraina stworzona kiedyś przez Carrolla mocno zaraża i grozi uzależnieniem. Jest cudownie czystym ekwiwalentem beztroskiego, pełnego szalonych pomysłów dzieciństwa. To musi być magia, a przynajmniej tak to tylko potrafię wytłumaczyć.

Kluczowym motywem filmu jest podróż w czasie i pragnienie zmiany przeszłości. Koncept z założenia absurdalny, ale i zarazem fascynujący – któż z nas nie miałby ochoty wrócić do zamierzchłych wydarzeń i poprzestawiać, choć trochę koleje losu? Wyprawa Alicji wstecz czasu daje twórcom szansę na prezentację spektakularnych możliwości kina. Ekran buzuje dzikością kolorów, pomysłów inscenizacyjnych, dziwacznych – zwierzęcych, jak i ludzkich – postaci, choć koniec końców, to ludzie wygrywają tu konkurs pod hasłem „najbardziej szalone zwierzę świata”. Pomysł z chronometrem, elementem wielkiej maszyny czasu, zarządzanej przez władcę o imieniu (a jakże) Time (Sacha Baron Cohen) jest nader błyskotliwy i sprawia, że film ogląda się z rosnącym napięciem i szeroko otwartymi oczami.

Co prawda reżyser nie prowadzi nas do wyjątkowo odkrywczej prawdy i przesłanie, które pada – nie da się zmienić przeszłości, ale można się z niej wiele nauczyć – nie jest (szczególnie dla dorosłego widza) żadnym objawieniem, ale z filmu bije jakaś niezwykła mądrość. Dojrzałość, nawet bym powiedział. Niby, więc fabularnie film dla dzieci, ale duch jakiś taki dorosły.

Podobnie jak u Burtona można się tu zachwycać kwiatem amerykańskiego aktorstwa. Choć zarzuca mu się coraz częściej zbytnie ciągoty do szarżowania, to Depp w roli Kapelusznika znowu daje do pieca. Nie zawodzi, a wręcz kradnie każdą scenę, w której się pojawia – Bonham Carter w roli Iracebeth. Miłym zaskoczeniem filmu jest też bez wątpienia Cohen, kreujący postać Władcy Czasu. Jego wschodnioeuropejski akcent, szalenie podkręcony wąs, a także absurdalnie komiczna druga twarz pantoflarza, siedzącego pod butem Iracebeth, sprawiają, że popisy dawnego Borata pamięta się długo po wyjściu z kina.

Z jakim nastawieniem podejść do „Alicją po drugiej stronie lustra”? Przede wszystkim należy wyzbyć się stereotypu, że kino dziecięce jest tylko dla dzieciaków. Nic bardziej mylnego! Nowa „Alicja”, to bowiem piękna baśń dla dzieci z kluczem dla dorosłych. Przy wszystkich atrakcjach wizualnych i głośnej, barokowej estetyce – szepcze nam po cichu jedno: warto marzyć, nawet o tym, co wydaje się niemożliwe, bo jedyne ograniczenie, jakie sobie możemy postawić, to nasza własna wyobraźnia. A przecież w głębi duszy każdy z nas ma zakusy ku niemożliwemu. Każdy z nas, choć przez chwilę, chciał być kiedyś Alicją. **** (4/6)

ALICJA PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA (Alice Through the Looking Glass) reż. James Bobin. USA. 2016.

Soalheiro_Primeiras_Vinhas

Wino, jakie do „Alicji” zaproponuję będzie pewnie dla was zaskoczeniem. Nie będzie, to bowiem, ani bogate, barokowe Amarone, ani fantazyjne, pobudzające wyobraźnię burgundzkie Pinot Noir. Stawiam tym razem na klasykę winnej bieli. Wino, które swobodnie mogło by robić za wzorzec z Sevres, jeśli chodzi o kamienistą mineralność. Wino, które jak „Alicja” wydaje się na początku prostą, oczywistą czytanką dla dzieci, a dopiero później pokazuje swoją drugą, niejednoznaczną twarz.

Soalheiro Primeiras Vinhas 2014, to czyste Alvarinho z regionu Minho w północnej Portugalii. Robione jest z tak zwanych primeiras vinhas, czyli starych krzewów. Winiarnia Soalheiro, to dziś obok Anselmo Mendesa największa gwiazda jakościowych win w tej części kraju. Wino powstało w apelacji Vinho Verde, słynącej powszechnie z cieniutkich, delikatnie gazowanych, lekkich i orzeźwiających win na lato. Flaszka ta, co prawda też nadaje się na lato, lecz jej potencjał i powaga, sprawiają, że może być zawodnikiem wagi ciężkiej w każdej części roku, i w każdej sytuacji. Zwłaszcza kulinarnej – dodam.

W zapachu intensywne nuty cytryny, limonki, a także to, co nadaje temu charakteru – zimny, mokry kamień, chłód górskiego potoku, czyli jak nadmieniłem czyste uosobienie mineralności. W smaku długie, wręcz tłuste, złożone, bogate, z napiętą, pstrykającą na podniebieniu kwasowością. Na drugim planie zauważalny słony sznyt. Ten chłodny, mineralny okaz dostaniecie u importera Atlantika (i u partnerów z nim współpracujących) w cenie ok. 120 zł. ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino degustowałem na koszt własny.

Reklamy

2 comments

  1. Mały przypis: fabuła filmu nie ma nic wspólnego z książką Carrolla poza (niektórymi) postaciami i wybranymi motywami. Kluczowa dla całego scenariusza postać Czasu i motyw podróży w czasie, depresja Kapelusznika, historia konfliktu między siostrami i wiele innych motywów nie pojawia się u Carrolla. To czysta inwencja scenarzystów. Ale można zaryzykować stwierdzenie, że w jakimś stopniu film odzwierciedla ducha prozy Carrola 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s