KOSMOS. Dzika potęgo myśli niewątłej

Cosmos_1

Niełatwą i mroczną materię powieści Witolda Gombrowicza, Żuławski z nonszalancją przesuwa w stronę jeszcze bardziej wkręcającej, dziwacznej filozoficznej gry z widzem, okraszonej tonem niepoprawnej, młodzieńczej zgrywy i humoru. Młody duchem, łabędzi śpiew reżysera.

Streszczenie książki i filmu to zadanie zgoła karkołomne, ale spróbujmy. Młody student Witold przyjeżdża wraz z przyjacielem Fuchsem na wieś, by z dala od miejskiego zgiełku odpocząć psychicznie i fizycznie. Zatrzymują się w pensjonacie należącym do ekscentrycznej rodziny Leona i pani Woytis. Na miejscu spotykają służącą Catherette z dziwaczną wargą (powstałą na skutek wypadku), a także Lenę – córkę państwa Woytis i jej męża. Od samego początku chłopaka nawiedzają mroczne, podejrzliwe myśli, potęgowane dziwnymi znakami, począwszy od martwego wróbla wiszącego na sznurku w lesie, przez dziwne znaki-strzałki w pokoju, po patyk wiszący na drzewie… To tak słowem przypomnienia, gwoli kronikarskiej (czy właściwie szkolnej) powinności. A jak się ma ostatni film Żuławskiego do ostatniej powieści Gombrowicza?

Cosmos_2

Trzeba było sporo dezynwoltury i godnej filmowego weterana pewności siebie, żeby akcję klasycznego utworu polskiej literatury przenieść z Zakopanego lat 30. ubiegłego wieku do współczesnej Francji. Mało tego. Żuławski poszedł krok (albo i kilka) dalej. Tą najbardziej mroczną i kto wie, czy nie najtrudniejszą w odbiorze książkę pisarza przedstawił w nieco jaśniejszych barwach. Z humorem, w klimacie chuligańskiego wygłupu. Z korzyścią dla oryginalnego tekstu, jak i samego filmu.

„Kosmos” to obraz mocno filozofujący. Pierwowzór filmu czyli niby-powieść o percepcji świata, o zależności między bytem, rzeczywistością, a świadomością, był próbą rozebrania aktu poznawczego na czynniki pierwsze. Gombrowicz starał się uchwycić proces odczytywania oraz kreacji świata za pośrednictwem umysłu i wyobraźni. Stąd z pozoru dziwaczne zachowania bohaterów, stąd płynąca meandrami akcja, która niby ma swój początek i koniec, ale rwie się co rusz w rytmie łobuzerskiego strumienia świadomości. Ten nastrój i klimat, z nabożnością przynależną wielkiej literaturze, ale i zuchwałością godną kinowego wizjonera, Żuławski płynnie przelał na taśmę filmową. Coś czuję, że gdyby Gombrowicz stąpał dziś po argentyńskiej, czy francuskiej ziemi, ta ekranizacja jego literatury należałaby do jego ulubionych.

Cosmos_3

Ważną rolę w „Kosmosie” odgrywa znamienny erotyzm, lekko perwersyjny erotyzm – dodam. Witold początkowo zafascynowany defektem ust Catherette, nie może przestać o nich myśleć. Dość szybko jego uwagę przejmuje jednak seksowna, kokietująca Lena. Witold podgląda ją w trakcie seksualnych uniesień z mężem, obserwuje przy stole, przywołuje w marzeniach. Miłosny wątek przejmuje w pewnym momencie fabularną inicjatywę. Surrealizm filmu spuszcza nieco z tonu, do obrazu Żuławskiego wkrada się jeszcze więcej światła, aż do ciemnej, rozwleczonej dramaturgicznie kulminacji w długiej sekwencji leśnej.

Jeśli by czytelników Gombrowicza, a widzów Żuławskiego potraktować jak króliki doświadczalne, to ostatnia symboliczna scena z „alternatywnymi” zakończeniami (optymistycznym i pesymistycznym) byłaby najprostszą, wszem i wobec zrozumiałą, egzemplifikacją przewodniej intencji obu twórców. Zadziwić, oszołomić, uszczypnąć dla sprawdzenia jasności umysłu i wdrożyć w życie dziką potęgę myśli wątłej. Gdyż jak sam pisarz mawiał – Świat istnieje dla nas tylko jako możliwość bólu, lub rozkoszy.  Witold i Lena stają przed tym wyborem. A może to ułuda?

Niełatwe to kino i na pewno nie dla wszystkich. Sam miałem z nim niemały problem. Jednak jak już pochwyci was w swoje kleszcze, to długo z nich nie wypuści. ***** (4.5/6)

KOSMOS (Cosmos) reż. Andrzej Żuławski. Francja, Portugalia. 2015.

Niełatwe to kino, ale za to łatwe to wino. Dlatego też stawiam oficjalny stempel na białej orzeźwiającej propozycji z Chorwacji, bo do kina wymagającego, mocno intelektualnego – sprawdzi się doskonale.

Kutjevo_Grasevina

Wybór jak na polski rynek (ubogi w chorwackie wina) tym bardziej zaskakujący, że butelka nie pochodzi z popularnych turystycznie i atrakcyjnych winiarsko Dalmacji, czy Istrii, a z Chorwacji kontynentalnej – ze Slawonii położonej na wschodzie kraju, blisko granicy z Węgrami. To w świecie winiarskim mocno niedoceniana kraina, znana w zasadzie głównie z dębu slawońskiego, z którego wytwarza się beczki do starzenia najdroższych win świata (kosztem dębu francuskiego). Wino powstało w bardzo znanej (i o długiej historii), wielkiej spółdzielni Kutjevo.

Kutjevo Graševina 2015 to świeżak pierwszej wody. Sam szczep jest chorwackim wcieleniem niezbyt poważanego Welschrieslinga. Na ten tu okaz warto jednak zwrócić uwagę. Barwa jasnożółta, połyskliwa. Wyczuwalne kwaśne jabłka, nuty cytrynowe, szczypta aromatów zielonych. W smaku na pewno nie ma się co doszukiwać głębi, bo wino jest dość proste. Przy tym wszystkim jednak czyste, lekkie, o niezłym owocu i przyjemnej kwasowości. Cudownie gasi pragnienie. Nieskomplikowana, przymilna Chorwacja w super cenie. Butelka dostępna w ramach czasowej oferty w sieci sklepów Biedronka (19.90 zł). Śpieszcie się, więc pić Graševinę, bo tak szybko znika z półek. **** (3.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Źródło wina – zakup własny.

Reklamy

4 comments

  1. Gwoli ścisłości akcja filmu nie została przeniesiona do współczesnej Francji, ale Portugalii. Rzecz się dzieje w Portugalii, bohaterowie są Francuzami.

  2. Z całym szacunkiem dla p. Żuławskiego, ale ten film jest niestety słaby: pretensjonalny, „artystowski”, manieryczny, paradoksalnie zbyt wierny Gombrowiczowi, którego powieść domaga się transkreacji bardziej niż adaptacji. Za dużo tekstu chcieli upchać, co można zrozumieć, bo przecież to język jest genialnym bohaterem tej powieści i to w tej materii Gombro osiągnął niebywały kunszt, ale w filmie to się nie sprawdza. Jest to język trudny i bardzo idiosynkratyczny, więc w takim skomasowaniu ciężko go śledzić na ekranie, a poza tym ma się wrażenie, że słowo sobie, a obraz sobie, brak tu spójności. Aktorstwo przeszarżowane na maksa, ale bez żadnego zniuansowania. Główny bohater jedzie na 1,5 gwizdka przez niemal cały film, więc jest to dość męczące już w połowie. Wszystkie postacie komiksowe, rysowane od sztancy, mało głębokie, mało śmieszne, nawet sucharów brak. W moim odczuciu niewłaściwe podejście do tematu ze strony reżysera. Wystarczy zobaczyć, że sam Gombrowicz inaczej pisze powieści, a zupełnie inaczej sztuki dramatyczne, które przecież bliższe są medium filmowemu. To takiego kina wziąłbym jakieś wino lekko masochistyczne, np. przegięte naturalne albo bordosa z Biedronki 😉 Pozdrawiam

    • Maciek, dzięki za krytyczno-filmowy komentarz. Pięknie jest się spierać w końcu o sztukę, a nie częstokroć trywialne tematy z pierwszych stron gazet 🙂 Ale co do wina to pojechałeś. Jeszcze dolewać oliwy do ognia? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s