Blind tasting, czyli głowa do wycierania

eraserhead
Jaki to szczep? „Głowa do wycierania” powraca…

Pamiętam, jak pierwszy raz, w małym krakowskim kinie studyjnym, oglądałem „Głowę do wycierania”. Mylący tropy, surrealistyczny debiut Davida Lyncha wyprowadzał w pole każdego, nawet przywykłego do ekstrawagancji widza. Wyprowadził i mnie. Przypomniałem sobie o tym filmowym wyzwaniu w trakcie kolejnej już degustacji w ciemno z cyklu „Flaszki we mgle”.

Dzięki zaproszeniu Michała Wine Mike’a Misiora z Wine Trip Into Your Soul, mogłem ponownie uczestniczyć w tym osobliwym teście, czy jak kto woli emocjonującej zabawie pod hasłem – jaki to szczep proszę Pana? Film Lyncha, opowiadający historię Henry’ego, kolesia z ekscentryczną fryzurą, który w trakcie odwiedzin swojej dawno niewidzianej dziewczyny dowiaduje się, że został ojcem dziwnego stworka – skutecznie sprasował mi kilkanaście lat temu głowę. W międzyczasie głowa wróciła do stanu użyteczności, natomiast próba (24 butelki do odgadnięcia w ciemno) jakiej poddał mnie i kilku blogerów winiarskich, Michał – sprawiła, że głowę miałem równie zdezorientowaną, zmęczoną, i przetartą, tak jak te kilkanaście lat temu w kinie Mikro. Psioczę? Skądże znowu. Wołam raczej: witaj przygodo!

flaszki_we_mgle_1
Co tam się kryje?

Niestandardowe zapachy popularnych szczepów, które często już piłem, ale tu wydawały się czymś zupełnie innym, mylące smaki i aromaty win mniej znanych. Błądziłem, znowu błądziłem. A im dalej w las (24 to nie przelewki!) tym było oczywiście gorzej. Także spójrzmy prawdzie w oczy – tak to wyglądało. Nie traćmy jednak czasu i przejdźmy do rzeczy.

W porównaniu z innymi degustacjami w ciemno, w trakcie „Flaszek we mgle vol. 3” skala trudności nie była postawiona poza zasięgiem śmiertelników. Mieliśmy za zadanie odgadnąć „tylko” szczepy z nalewanych butelek (skrzętnie zapakowanych przez w folię). Michał nalewał, my odgadywaliśmy. Proste? Taaak… Michał Misior, jak na niego przystało, to zadanie skutecznie próbował nam utrudnić. Wstawiał znane odmiany w bardzo nietypowych wydaniach, przeplatając je rzadkimi szczepami, których przewodnikowe deskryptory, gdzieś tam majaczą nam w głowie, ale nie są tak wpojone, jak Riesling czy Pinot Noir. Poza tym flaszki przedstawiały różną jakość no i często miały nieoczywiste pochodzenie. Tak dla ułatwienia.

flaszki_we_mgle_2
Notujemy, notujemy

Najlepiej (to znaczy akceptowalnie) szło mi – wiadomo – na początku, kiedy głowa była jeszcze świeża, a wszystkie czerwone nie przypominały Cabernet Sauvignon. Z potężnej kolekcji win do degustacji wybrałem do opisu te, które najbardziej mi się spodobały oraz te, które okazały się największym zaskoczeniem. Oto one.

Wino, którego nie odgadł nikt, a wielu stawiało na kierunek nowozelandzki i Sauvignon Blanc – okazało się… Chardonnay z Piemontu. Mustela Langhe Chardonnay 2015 (Krople wina, 39 zł). Sporo tu nut kwiatowych, łodygowych, trawiastych. Wino z czasem ewoluowało w kierunku egzotycznych owoców i spięte byłą siarczystą kwasowością. Nowy Świat, Nowa Zelandia, nie-Pouilly-Fumé – propozycji padało dużo. Ostateczne rozstrzygnięcie było niemałym szokiem. Dobre, niezwykle interesujące wino.

Nieszablonowe rose, które kolorem (a mniej pluszowymi, ciepłymi aromatami) prowadziło moje myśli do Langwedocji okazało się… Merlot z 80-letnich krzewów z Katalonii. Takie – pyszne, dodam – cuda, czyli Gran Caus Rosato Merlot 2015 w Pod Pretextem, po 108 zł.

flaszki_we_mgle_3
Winna ekipa w akcji

Tutaj chyba nikt nie miał wątpliwości. Świetnym winem okazało się dość typowe jak na Pinot Noir – wiśnie, nuty grzybowe, ziemiste, średnia kwasowość – nowoświatowe Tinpot Hut Marlborough Pinot Noir 2011 (Wine Avenue, 87 zł). Dobrej jakości owoc, czuć tu klasę producenta. Tylko polecać.

Przy kolejnej butelce moje myśli, nie wiedzieć, czemu, pofrunęły do Nerello Mascalese z Sycylii. Mocno nie przestrzeliłem, co do regionu, bo po zdjęciu folii okazało się, że to Tola Nero d’Avola 2015 (Krople wina, 39 zł). Ciemna barwa, w zapachu sporo jagód, śliwek, nieco dymu. Pojawia się też całkiem spora tanina. Niezłe, średniopółkowe Nero. Piłbym.

flaszki_we_mgle_4
Michał Misior – sprawca całego zamieszania

Jednym z odgadniętych szczepów był reprezentant już cięższego kalibru, nowoświatowe w stylu Mitolo Jester McLaren Vale Cabernet Sauvignon 2012 (Wine Avenue, 79 zł). Bardzo ciemne, pełne nut dojrzałych owoców aronii, czarnej porzeczki, z mocnym, likierowym akcentem w ustach. Pyszny, australijski Cab Sauv.

Kiedy nos i język odmawiały już mocno posłuszeństwa, na stół wjechała ostatnia niespodzianka wieczoru – Rickety Bridge Western Cape Shiraz 2010 (Wine Avenue, 79 zł). Choć czy to była rzeczywiście niespodzianka? Raczej nie. Dosyć typowy Shiraz – mocny, siłowy, z czarnym owocem i pieprznością przynależną bohaterowi ukrytemu w butelce. Tak oto zakończyliśmy prawdziwy maraton w ciemno przez szczepy.

Dziękuję Michałowi za zaproszenie, Łukaszowi Gajewskiemu z Pod Pretextem za gościnę, a blogerom winiarskim i ludziom wina (Mateuszowi z Białe czy czerwone?, Gosi i Michałowi z Enowersytet, Ewie z Lady Sommelier, Jerzemu z Winne okolice, Monice z Wine Guide, Justynie i Mateuszowi z Winne przygody, Robertowi z Winiacza) za świetne towarzystwo. Wnioski? Trzeba próbować więcej – a jakże. Było warto, jak zawsze.

Relację z degustacji „Flaszki we mgle vol. 3” przeczytacie również na:
Enowersytet
Winiacz
Winne okolice
Winne przygody

Fotos z filmu – materiał promocyjny dystrybutora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s