WOŁYŃ. Tam, gdzie nie ma Boga

wolyn_1

To świat, w którym zabrakło Boga – ciśnie się na usta oglądając „Wołyń” Wojtka Smarzowskiego.

Smarzowskiemu należy przede wszystkim oddać jedno. Jego ideologicznie szlachetny film zdradza oznaki koncyliacyjnego podejścia do dramatycznego momentu z historii Polaków i Ukraińców – rzezi wołyńskiej. „Wołyń” jest apologią równego traktowania obu narodów w obliczu jednego z najkrwawszych ludobójstw w historii. To świadectwo odwagi i bezkompromisowości może Smarzowskiemu (i filmowi) wyjść na dobre albo spotkać się z falą hejtu. Jak będzie – przekonamy się już wkrótce.

Akcja rozpoczyna się na wiosnę 1939 roku w wołyńskiej wsi zamieszkanej przez Polaków, Ukraińców i Żydów. Młoda Zosia (Michalina Łabacz) zakochuje się ukraińskim rówieśniku – Petrze. Jej ojciec (Jacek Braciak) przehandlowuje ją jednak za kilka morgów i zwierzęcy inwentarz, i wydaje za miejscowego potentata rolnego – wdowca z dwójką dzieci – sołtysa Józefa Skibę (Arkadiusz Jakubik). Wkrótce wybucha wojna, Skiba jedzie na front, a Zosia staje się najpierw świadkiem, a następnie uczestnikiem krwawych wydarzeń lat 1939-1944.

wolyn_2

„Wołyń” jest filmem niezwykle ciężkim w odbiorze i przejeżdża się po widzu jak walec. Oglądanie go to prawdziwa męczarnia i podobnie jak w przypadku „Róży” i „Domu złego”, pozostajemy przed ekranem nie z przyjemności, a tylko dlatego, że zżyliśmy się z głównymi bohaterami. Dla wzmocnienia efektu emocjonalnego Smarzowski kontrastuje pierwszą barwną sekwencję wesela polskiej chłopki z Ukraińcem, z nakręconą w szarościach wojenną pożogą. Jest w tych scenach wesela wiele pastelowej kolorystyki i ludowej obyczajowości oraz rytuałów tej niezwykłej symbiozy trzech narodów, jaka funkcjonowała na ziemiach wołyńskich. Po tym dosłownym i metaforycznym weseleniu przychodzi czas wojennej traumy. Dramatyczne losy Skiby, który przechodzi przez kilka wojennych frontów, dezerteruje, a następnie razem z innymi mieszkańcami Wołynia zostaje wywieziony w wagonie na Wschód – doskonale obrazują skomplikowane historyczne procesy, jakim były poddane te ziemie w ówczesnym czasie. Najpierw okupacja sowiecka, następnie atak Niemców na ZSRR. Na Wołyniu nie było rodziny, ba, nie było jednostki niedotkniętej pocałunkiem śmierci.

Smarzowski, starając się trzymać możliwie najbliżej prawdy historycznej, otwarcie ukazuje niejednoznaczny bilans ludobójstwa. Czytelna sugestia, że ofiar po stronie polskiej było nieporównywalnie więcej – wybrzmiewa tu jednak niezwykle mocno. Od początku jest jasne, że reżyser chce raczej łączyć niż dzielić, budować mosty, a nie palić. Czy przy niezwykle skomplikowanych reakcjach i relacjach obu stron na te wydarzenia, to mu się uda? Śmiem wątpić. Bezsprzeczne bestialstwo zbrodni i niespotykany stopień odhumanizowania sprawiają, że wydarzenia te już na zawsze pozostaną kością niezgody we wzajemnych stosunkach.

wolyn_3

Znając wcześniejsze dokonania reżysera, można się było obawiać, że w „Wołyniu” jego pełen przemocy, naturalistyczny, wulgarny styl znajdzie idealny temat do filmowej eskalacji. W tym miejscu należy się jednak Smarzowskiemu ogromny szacunek, bo wytrwał. Wytrwał w doprawdy niezwykłej dyscyplinie formy i oszczędności środków wyrazu. Nie dał pohasać swoim tarantinowskim zapędom stylistycznym i w „Wołyniu” po prostu nie epatuje przemocą. Nie musi. Tragiczne wydarzenia same są na tyle krwawe i mroczne, że nie potrzebują dodatkowych dopalaczy. Kiedy więc oglądamy sceny morderstw czy barbarzyńskich egzekucji, oko kamery przeważnie jest (z jednym wyjątkiem) w pewnej bezpiecznej odległości, a nawet jak się zbliża, to ma się wrażenie, że obraz jest lekko rozmyty. W „Wołyniu” zaskakująco więcej dzieje się natomiast w sferze niedopowiedzeń, ponieważ i tak koniec każdej sceny wydaje się oczywisty. To przejaw niezwykłego szacunku reżysera do tragicznego losu ofiar wołyńskich i ich rodzin. Spojrzenie i postawa godna dojrzałego i świadomego siebie twórcy.

Seans „Wołynia” jest z gruntu doświadczeniem masochistycznym. Ma dołujący, czarny jak smoła i najbardziej przytłaczający klimat z dotychczasowych filmów Smarzowskiego. To od pewnego momentu nieznośnie uwierający obraz świata bez żadnych wartości, obraz kompletnego zezwierzęcenia ludzi chodzących na smyczy instynktu. Świata, gdzie zabrakło Boga lub, gdzie ten Bóg został żywcem spalony. Bo przecież chcemy wierzyć, że kiedyś tam był, prawda?

Przy całym ładunku historiograficznym i zróżnicowanym tle wydarzeń nie mogło być inaczej – „Wołyń” jest najbardziej epickim z dotychczasowych dokonań reżysera. Szerokie plany, sekwencje militarne, ale przede wszystkim najczęściej wspominane po seansie sceny mordów z płonącymi stodołami, domami i wsiami w tle – to wszystko składa się na najbardziej epicki obraz wojny, jaki widziałem w ostatnich latach w kinie. To też tłumaczy, dlaczego film powstawał tak długo i dlaczego do samego końca trwała zbiórka środków na dokończenie zdjęć.

Pomimo wielu głównych bohaterów, „Wołyń” skupia się na postaci Zosi – młodej dziewczyny, która w obliczu wojny musiała przejść przyspieszony kurs dojrzewania. Od romantycznie zakochanej nastolatki spoglądającej z nadzieją w przyszłość, po uciemiężoną pracą na roli i opieką nad trójką swoich, i nie swoich dzieci – matką. Ciekawa jest ewolucja tej postaci. Na naszych oczach jej niewinny dziewczęcy czar powoli gaśnie i przykryty zostaje pyłem i gruzowiskiem wojennej pożogi. W drugiej części filmu Zosia przeżywa seans bezustannej, niemającej światła w tunelu – utraty nadziei. Jej zmęczona, zrezygnowana, brudna twarz i najmłodsze (jedyne, które przeżyło) dziecko na ramieniu, chyba najlepiej oddają obraz wojennego Wołynia. To swego rodzaju stempel dla rzezi wołyńskiej, jednego z najtragiczniejszych rozdziałów polskiej historii. I przy okazji – to świetny debiut Michaliny Łabacz.

W wywiadach przed premierą filmu, Wojtek Smarzowski opowiadał o impulsach, które przywiodły go do realizacji „Wołynia”. Jednym z nich była świadomość, że wiedza Polaków na temat rzezi wołyńskiej jest albo znikoma, albo żadna i on tym obrazem chce to zmienić. Czy to mu się powiodło? Czy film Smarzowskiego oddaje sprawiedliwość Polakom i Ukraińcom? Niezwykle trudne i wielopłaszczyznowe to pytanie. Moim zdaniem tak. Ale przecież byłem zaledwie jednym z milionów żyjących w błogiej nieświadomości. ***** (5/6)

WOŁYŃ reż. Wojtek Smarzowski. Polska. 2016.

A w polskiej sprawie tylko polskie wino. Nie-idealne, nie-piękne, ale wystarczająco prawdziwe, jak ten film.

winnica_srebrna_gora_polka

Winnica Srebrna Góra Polka Czerwona 2015, to efekt sprytnie przemyślanej akcji marketingowej mającej na celu promocję polskiego winiarstwa na szerszą skalę. Pod koniec września do sieci sklepów Lidl Polska trafiły trzy etykiety polskiego wina stworzonego w podkrakowskiej Winnicy Srebrna Góra, która może się poszczycić świetnym debiutem na rodzimym rynku i przynajmniej kilkoma bardzo dobrymi winami. To precedens, kiedy w sklepach o takim zasięgu pojawia się rodzime wino i to z takiej winiarni. Za samą inicjatywę – brawo. A co się kryje w kieliszku?

Polka Czerwona to mieszanka dwóch szczepów hybrydowych – Regenta, Rondo oraz Acolona. Nos jest przyjemny, wiśniowo-czereśniowy. Usta bardzo soczyste, o gładkiej fakturze, choć wyraźnie szczupłe, nieco puste w środku. Dosyć niska koncentracja i mało przyjemna goryczka w końcówce. Za tę cenę (29 zł) i do tego filmu (pamiętając o kontekście) to jednak w gruncie rzeczy całkiem fajna propozycja. **** (3.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino – zakup własny.

Reklamy

5 comments

  1. Myślę, że ten film dobitnie pokazuje, że nie można zapominać o swoim człowieczeństwie – bo wtedy to dzieją się rzeczy, które były w ostatnim akcie tego filmu. Mimo wszystko ten film nie jest bezdennie pesymistyczny, jak to wydaje się – daje nam jasno do zrozumienia, że to my naszymi postawami kształtujemy teraźniejszość i przyszłość.
    Jak dla mnie ten film jest prawie idealny. Nie 100%, ale jakieś 95%. 😉

  2. Zupełnie nie znałam historii Wołynia coś tam słyszałam ale nie zastanawiałam sie nad tym co sie tam wydarzyło kilkadziesiąt lat temu. Na film poszłam bo byłam ciekawa, dobre recenzje itp. To co zobaczyłam, przeraziło mnie; nie, nie przeraziły mnie sceny przeraziła mnie moja niewiedza, ignorancja dla naszej historii. Namówiłam wszystkich znajomych, żeby poszli zobaczyli bo film trzeba zobaczyć i poznać historie.

  3. O historii Wołynia słyszeli wszyscy ale nikt nie wie o niej nic… 😛 Aż do momentu kiedy Smarzowski wyreżyserował Wołyń. Ciężko jest skomentować ten film – go po prostu trzeba chociaż raz w życiu obejrzeć.

  4. To, co moim zdaniem odróżnia ten film od reszty tego gatunku to dobitny przekaz. Nie chodzi tylko o emocje, „żeby się działo” i o ukazanie ludzkiej brutalności. To są skutki. A jak wielu twórców tego gatunku, mówiło o skutkach?

  5. Ten film jest wstrząsający, ale też bardzo inteligentnie wyważony. Reżyser świetnie buduje napięcie. Jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s