Dwie twarze Somló – Laci Jász i Zoltán Balogh

dwie_twarze_somlo_1

To, że w węgierskim Somló powstają niemal wyłącznie wina białe, mocno kwasowe, mineralne, nierzadko utlenione – wie niemal każdy winny pasjonat. Lecz to, że na tym małym skrawku górzystej ziemi wina tworzą tak różni ludzie o tak różnym podejściu do winorośli – nie jest już takie oczywiste.

Będąc pod koniec września na lokalnej imprezie Somlói Juhfark Ünnep (Wielkie Szomlońskie Święto Juhfarka) miałem wielką przyjemność odwiedzić dwóch diametralnie odmiennych, ale równie fascynujących ludzi tworzących wino na tej postwulkanicznej górze. Pierwszy – Laci Jász (St. Margit Pinceszet, A nagy bajuszú Jász Laci Pincéje) – to człowiek o bogatej, enologicznej wiedzy, eksperymentator z jasną koncepcją, czy wręcz strategią na swoje wina, można by rzec – winny szaleniec. Drugi – Zoltán Balogh (Somlói Apátsági Pince) – ufający własnej intuicji, piewca tradycji regionu, który za punkt honoru postawił sobie promocję góry, za pomocą tego, co w niej najlepsze. Poniżej uchylam rąbka tajemnicy, kim są i zapraszam do poznania tych dwóch szomlońskich indywidualności.

Jász Laci – szaleństwa wąsatego Władka

Jak często zdarza się Wam rozpoczynać degustację wina o 9 rano? No właśnie – mnie również nieczęsto. Degustację – poprzedzoną, co prawda obfitym śniadaniem (z obowiązkowym kieliszkiem palinki z Juhfarka na start) – ale jednak startującą dość wcześnie. Mnie i moim towarzyszom w winnej przygodzie – winnym blogerom – przydarzyło się to we wrześniu i od razu – można by rzec – dowiedzieliśmy się, jak pije się w Somló. A pije się – uprzejmie donoszę – dużo i dobrze. Powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze.

dwie_twarze_somlo_2
Laci Jász zaprasza

Nie minęła jeszcze godzina 9.30, kiedy na prowizoryczny, acz gościnny stół u Laciego Jásza– po palince, serach, wędlinach, wędzonym łososiu i warzywach – zaczęły wjeżdżać kolejne wina „wąsatego Władka”. Kim on tak właściwie jest? Założę się o butelkę dobrego Burgunda, że większość z Was nigdy o nim nie słyszała. Ten sympatyczny wąsacz w średnim wieku – z wykształcenia architekt wnętrz – to człowiek, który – jak podobny jemu choćby Istvan Stephan Spiegelberg – zakochał się kiedyś w winie, potem w Somló, a następnie bez enologicznego wykształcenia zaczął robić wino. Kupił skromnej wielkości parcele (posiada 1,1 ha, dzierżawi kolejne 1,5) i tworzy z nich przefermentowany sok z winogron, który nie pozostawia nikogo obojętnym. Ba! Część z tych win „wyrywa z butów” i udowadnia, że pod górą Somló można tworzyć niemal wybitne etykiety. Użyłem słowa „tworzyć” nieprzypadkiem. Niewielka skala produkcji i w pełni autorski styl prowadzenia winnic, jak i tworzenia win sprawia, że mamy do czynienia z ręcznym winiarstwem w pełnym tego słowa znaczeniu. Język marketingu znalazł na to termin slow wines i niech i tak będzie.

Nie wiem czy wiecie, ale okręg winiarski Somló składa się nie tylko z głównej góry o tejże nazwie. Ona jest oczywiście najpopularniejsza, natomiast wokoło znajdują się jeszcze dwa wygasłe wulkany, które powstały w ostatnich kilkunastu milionach lat w efekcie aktywności sejsmicznej. Na zachód od Somló znajduje się Ság-hegy, a na południowy-zachód od centrum regionu – Kis-Somlyó. W trakcie degustacji win od wąsatego Władka mieliśmy się przekonać, że góra Ság (Laci ma tam parcele) daje równie ciekawe, terroirystyczne wina, co słynne Somló.

dwie_twarze_somlo_3
Laci Jász – winny szaleniec z Somló

Laci Jász tworzy wina pod dwoma markami. Pierwsza z nich St. Margit Pincészet to eleganckie, łatwo pijalne butelki robione z tradycyjnych szomlońskich szczepów – Juhfarka, Olaszrizlinga, Furminta oraz Hárslevelű. Druga (A nagy bajúszu Laci Pincéje) to jego w pełni autorski projekt, w którym może sobie poszaleć. Z tego względu wciąga pod tę etykietę wszystko to, co nie mieści się w przepisach apelacji (wina pomarańczowe, czerwone, czasami tworzone z nieznanych samemu winiarzowi szczepów).

Na przetarcie, degustację rozpoczęliśmy od win „bezpieczniejszych”, mieszczących się w kanonie szomlońskiego winiarstwa, ale już na starcie niczym u Hitchcocka rozpoczęło się od niespodzianki. St. Margit Gyöngymosoly Juhfark 2015 to prawdziwy dziwak wśród Juhfarków, gdyż wino jest… lekko musujące. Świeże, o delikatnym aromacie zielonych jabłek i gruszki. Bardzo rześkie wino, o sporej mineralności, dające dużo satysfakcji. **** (3.5/6). Następnie mieliśmy okazje spróbować win z linii o niepozostawiającej wątpliwości nazwie – Bazalt. St. Margit Bazalt Hárslevelű 2015 to piękne nuty kwiatów polnych oraz ziół. Ponownie nuta mineralności i nieśmiałej rześkości. Wino niezwykle lekkie, bardzo delikatne, zniuansowane i to było chyba jego największe przewinienie. Przyzwyczajony do ekspresyjnych win szomlońskich oraz ekstraktywnych harsów z Tokaju zatęskniłem za brzoskwiniową rozpustą, której tu zabrakło. **** (3.5/6). St. Margit Bazalt Olaszrizling 2015 to mleczne, śmietankowe w ekspresji wino. Gruszkowo-jabłkowy nos, susz owocowy. Sporo kwasowości, podobnie i ekstraktu. Dość wysoki cukier resztkowy, ale na szczęście nie wytraca charakteru całości. **** (4/6).

dwie_twarze_somlo_5
Ság-hegy! Świetne siedlisko

W linii Bazalt pozostały nam jeszcze do spróbowania dwa Juhfarki z dwóch siedlisk (Somló, Ság-hegy). Pierwszy z nich St. Margit Bazalt Light Juhfark 2015 spędził pół roku w akacjowej beczce, a nas zachęcał sporą dawką świeżego owocu spod znaku kwaśnych jabłek i cytrusów. Na dokładkę słuszna dawka mineralności i całkiem dużo przyjemnego ciałka. **** (4/6). Jeśli doszukiwałem się ciała w tym winie, to jak mogłem zareagować na St. Margit Bazalt Szemtelen Ság Juhfark 2015 zrobione z gron z góry Ság? Tylko pełną aprobatą. W nosie miąższ przejrzałej pigwy, zielone jabłko, niskocukrowa marmolada z brzoskwini. Usta bogate, słone i słodne zarazem z wyczuwalnym cukrem resztkowym. Dużo pięknego ekstraktu, świetna równowaga cukru i kwasowości. Ładny owoc w uchwycie charakterystycznej mineralności. Oklaski. ***** (4.5/6)

dwie_twarze_somlo_6
Najlepsze, pomarańczowe wino Laciego Jásza

Po winach „typowych” i „bezpiecznych” przyszła pora na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli na eksperymenty. Na stół wąsatego gospodarza wjechały wina z jego szalonego autorskiego projektu. A nagy bajúszu Laci Pincéje Salto Mortale 2015 to wino zaskakująco lekkie jak na wina pomarańczowe. Taki dobry entry level dla stawiających pierwsze kroki w tym fascynującym świecie. I już na starcie niespodzianka. Czy przyszło by Wam do głowy, że siedząc niemal pod samym szczytem góry Somló będziecie degustować orange wine z austriackiego Grüner Veltlinera? Ha! Mnie również nie. A tymczasem ten złoty w barwie Grüner zachwycił białymi kwiatami, gruszką i pigwą w nosie. Usta przywitały bogatą, kremową fakturą, były nieco warzywne, słono-mineralne, z delikatną nutą oksydacji. A skąd ta złota barwa? Ano z samego, bardzo zresztą ciekawego, procesu produkcji. Wytłoczone skórki, pestki i szypułki zostawia się na dzień na zewnątrz i poddaje procesowi utlenienia. Następnie łączy się to w plastikowej kadzi z moszczem i pozostawia do fermentacji na 60 dni. Po dwóch miesiącach zawartość kadzi trafia do beczki akacjowej. Voila. ***** (4.5/6). Poranek pełen wrażeń jeszcze się nie skończył, a na stole miało pojawić się najlepsze wino tej degustacji. Splendor i największe zachwyty spłynęły na A nagy bajúszu Laci Pincéje Csak Zs. A. K. 2015. Skąd nazwa? To skróty pierwszych liter używanych przez winiarza naturalnych środków ochrony roślin, czyli zsurló – skrzypu, alga – algi, kén – siarki. Csak Zs. A. K. jest w 80 procentach kupażem Olaszrizlinga i Pinot Gris, a pozostałe 20 procent to bliżej nieokreślone winogrona z parceli, którą Laci posiada w Somló. W szaleństwie metoda? Ooo tak. Kolor jest tu już iście pomarańczowy, choć ja wolę określać to ciemnym łososiem. W nosie wyczuwalne warzywa, polne kwiaty, suszone owoce, miąższ z gruszki i pigwy. Usta cudnie taniczne, skoncentrowane, wielowymiarowe, nieoczywiste. Jest i mineralność, jest i kwasowość, choć ta druga trzymana na smyczy. Przyznaję, nie spodziewałem się aż tak dobrego, pomarańczowego wina z Somló. A tu taki sztos! ***** (5/6). Laci Jász nie zamierzał jednak spuszczać z tonu i zaskoczył nas kolejną, tym razem czerwoną etykietą. Choć po prawdzie etykiety to to wino (jeszcze) nie miało. Nazwa A nagy bajúszu Laci Pincéje Vulkan Lehelete 2015 to w wolnym tłumaczeniu oddech wulkanu. No i wszystko jasne. W butelce w 2/3 dojrzałe grona Cabernet Sauvignon, a w 1/3 przejrzałe Syrah. Wino zrobione zostało metodą pomarańczową, a wszystkie winogrona pochodzą z góry Ság. No i cóż – to musiało się udać. Ciemnopurpurowa barwa. Nos dość szczupły, nieco pinotnoir-owaty – świeże owoce, wiśnia, śliwka, czerwone jabłko. Dużo nęcącego naturalnego ekstraktu, sporo tanin. Cudowna równowaga z wyrazistą, acz niewymuszoną kwasowością. Klasa. ***** (5/6).

dwie_twarze_somlo_4
Węgierska gościnność

Po tych zachwytach, oszołomieni winami Laciego zdaliśmy sobie sprawę, że z planowanych dwóch godzin na degustację, spotkanie przeciągnęło nam się do czterech… A co tam – pomyślałem – czas w Somló płynie przecież w innym tempie. W winnym tempie. A ponieważ powiedziało się A, to trzeba powiedzieć i B. Laciego długo nie trzeba było namawiać, żeby uchylił, choć trochę rąbka tajemnicy jak dojrzewają jego pomarańczowe, czasami perwersyjne wina. I tu – znowu – wyraz użyty nieprzypadkowo. Na (prawie) zakończenie na stół wjechała jedna z ostatnich butelek (którą posiada jeszcze winiarz) „słynnej” w pewnych kręgach etykiety A nagy bajúszu Laci Pincéje Perverzitás 2013, czyli tego samego kupażu, co w Csak Zs. A. K., tyle, że posuniętego do ekstremum (albo po prostu tak dojrzewającego). Przeżycie było to już zgoła skrajne. Złota barwa. W nosie kontrowersyjne nuty petrolu, naftaliny, wykładziny i czego tam sobie jeszcze nie wymyślicie. Słona mineralność podbita warzywnym niuansem. Masa taniczności, ostrej kwasowości, pełnej, poważnej struktury. Wytrącony osad i wrażenie niefiltrowania. Trudny, perwersyjny oldskul dla odważnych, ale mimo wszystko **** (3.5/6). Podobno koniec wieńczy dzieło. Trudno stwierdzić czy ostatnia etykieta od Laciego taka była, natomiast z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że wino to postawiło kropkę nad i w jego szaleństwie. Mowa o Furmincie 2011, który nigdy nie trafił (i nie trafi) do sprzedaży. Mój ulubiony węgierski szczep został tu poddany ekstremalnej oksydacji, a jej wynikiem jest ziołowy, biało-owocowy nos i potężna, wwiercająca się w przełyk kwasowość, budowa o gabarytach King Konga i arcywyrazisty kwasowy kręgosłup. Do Furminta (jakiego znam i kocham) to w zasadzie niepodobne, ale jako indywiduum się broni. **** (4/6)

Zagubiony wśród winnic – w drodze do Zoltána Balogha

Była godzina 13. Słońce przygrzewało w najlepsze, a w naszych żyłach (pomimo częściowego wypluwania) płynęły potoki fascynującego wina Laciego Jásza. Na umówioną kolejną degustację u Zoltána Balogha (Somlói Apátsági Pince) byliśmy już nieco spóźnieni. Część z nas ostro, więc wystartowała do przodu i pędziła na urwanie karku. Ja – wpędzony winem w refleksyjny nastrój – rozkoszowałem się pięknem szomlońskiej góry, robiąc niezliczoną ilość zdjęć, aż… się zgubiłem. Jak się okazuje pod górą Somló to nietrudne i w meandrach labiryntu pokręconych ścieżek można stracić głowę. Takoż stało się i tu. Zacząłem kluczyć, węszyć, którą drogą iść dalej, a dodatkowo jak na złość straciłem zasięg w telefonie i poczułem się jak jeden z bohaterów serialu „Zagubieni”… Wybawienie przyszło wraz z (w końcu!) napotkanym zamieszkanym domem. Tu drobna dygresja. Uwierzcie mi, pod górą Somló jest wiele domów bez żywej duszy, a i nierzadkim widokiem jest budynek z tablicą z hasłem elado (na sprzedaż). Spotkałem jednak niezwykle miłego Węgra (który to już raz?), który po krótkiej – pół na migi, pół po angielsku – pogawędce zgodził się podwieźć mnie do upragnionej winiarni.

dwie_twarze_somlo_7
Winiarnia cudem odnaleziona

Nazwa Somlói Apátsági Pince to z węgierskiego – w wolnym oldskulowym tłumaczeniu – „Szomlońska Winnica Opacka”. Jak pisał Sławek z Enoeno nazwa ta ma swoje historyczne uzasadnienie. Jest prawdopodobne, że teren dzisiejszej winnicy na południowych zboczach wulkanu był w posiadaniu mnichów w czasach średniowiecza. Pewne jest to, że na XVIII-wiecznych mapach widoczny jest już budynek winnicy, która w XIX w. stała się własnością opactwa benedyktyńskiego z Pannonhalmy. W XX w. winnicę przejęła rodzina Fazekasów, niestety następnie nastał komunizm, areał został rozparcelowany, a opacka winnica popadła w zapomnienie. Zapomnienie trwało jednak do czasu. W 2001 r. ruszył projekt restauracji winnicy, a ostatni wnuk rodziny Fazekasów – Tibór – dołączył do zespołu Zoltána Balogha, inżyniera, którego dziadkowie też posiadali winnicę w Somló. I tu dochodzimy do bohatera drugiej degustacji. Zoltán zarządza dziś 4 hektarami ziemi, na których uprawia Juhfarka, Furminta, Hárslevelű, Olaszrizlinga i Traminera. Winiarnia jest nieco większa, niż areał Jásza Laciego, ale to wciąż skala mikro w porównaniu z Kreinbacherem i Tornaiem – największymi producentami na górze. Siedem tysięcy butelek rocznej produkcji też nie zrobi wielkiego wrażenia na dużych graczach.

Uprawy są niemal w 100 procentach organiczne. Fermentacja jest spontaniczna i przebiega bez kontroli temperatury. W kolejnym kroku wina leżakują rok w dębowych kadziach, a następnie rok w butelkach. Zoltán i Tibór równolegle do tworzenia win kontynuują projekt odnowienia starej, opackiej piwnicy.

dwie_twarze_somlo_8
Zoltán Balogh – piewca tradycji regionu

Balogh to oryginał. Jego inżynierskie wykształcenie i ścieżka zawodowa w branży IT wskazują, że pozornie, na papierze nie ma z winem nic wspólnego. Jak zakładam, otacza się jednak grupą zdolnych ludzi, którzy pomagają te pełne ekstraktu, struktury i ekspresji wina tworzyć. Nie podlega też dyskusji, że to on jest główną twarzą całego przedsięwzięcia, a stara opacka winnica w odświeżonym wydaniu to absolutny top współczesnych win szomlońskich – o czym miałem się okazję przekonać ponownie w trakcie tej degustacji. Znamienna dla Zoltána była reakcja, kiedy zobaczył mnie objuczonego 5 butelkami od Laciego Jásza i zaczął sprawdzać etykiety – serdecznie, ale dociekliwie wytykając koledze po fachu, że używając takich, a nie innych szczepów, stosując takie, a nie inne oznaczenia na butelkach – sprzedaje wina mało szomlońskie, poza kontrolą. To, co jest kwintesencją podejścia Laciego do winiarstwa, w oczach Balogha staje się, może niedyskwalifikującą, ale wadą. Balogh tworzy wina intuicyjnie. Jest entuzjastą tradycji regionu i dlatego tak mocno opowiada się po stronie tych winiarzy, którzy poprzez tradycyjne szczepy szomlońskie i ekspresję lokalnego terroir promują region na Węgrzech, w Europie i na świecie. Żeby było jednak jasne – obaj panowie czują do siebie sympatię – o czym otwarcie mówią.

dwie_twarze_somlo_9
Olaszrizling, o którym się śni…

Wracając do wina – degustacja w Somlói Apátsági Pince odbywa się obecnie w tymczasowym budynku skonstruowanym ze starych, kamiennych ścian i nowej cegły. Sam Zoltán, jak i przy poprzedniej wizycie, ugościł nas na bogato. Winnie bogato. Zaczęliśmy od prawdziwej petardy. Próbowane jeszcze bez oficjalnej etykiety Somlói Apátsági Pince Traminer 2015 od początku obezwładnia nieokrzesanym, intensywnym zapachem białych kwiatów i herbaty, w smaku obdarzając nas pięknym, bogatym, złożonym owocem (czego tu nie ma?!) podkreślonym mineralnością. Potęga aromatu i poważna struktura. Za rok, dwa to może być jeszcze większe wino, niż obecnie. ***** (5/6). Świetne wrażenie robi Somlói Apátsági Pince Olaszrizling 2015. Wyraźnie słodkawy (25 g cukru/l) czaruje gruszkowo-kwiatowym aromatem z nieśmiałą szczyptą brzoskwini w tle. Bardzo krągłe i potoczyste wino rozpostarte na mineralnym tle. ***** (4.5/6). W sukurs nowemu rocznikowi idzie Somlói Apátsági Pince Olaszrizling 2012. Spora już oksydacja. Hojny, bardzo ekstraktywny gruszkowo-jabłkowy owoc. Cudowna ekspresja, no i ta szomlońska mineralność… ***** (5/6). W mojej opinii z traktu zbacza trochę Somlói Apátsági Pince Furmint 2014. Ma, co prawda atrakcyjny, lekko ewoluowany, szczodry aromat suszonych owoców, brzoskwini, jabłka i domieszki krzemienia, ale przeszkadza w nim trochę zbyt wysoka kwasowość i – uszczypnijcie mnie – zbyt zauważalny alkohol. **** (4/6).

dwie_twarze_somlo_10
Stare Hárslevelű – świadectwo fantastycznej szomlońskiej ewolucji

Na koniec degustacji Zoltán zaproponował nam mały vertical tasting jego Hárslevelű, pokazujący jak nie tylko w Tokaju można z tego szczepu zrobić fantastyczne wino. Somlói Apátsági Pince Hárslevelű 2014 już teraz (co dzieje się z jego harsem po kilku latach – szczegóły poniżej) cieszy oszałamiającą siłą wyrazu. W aromacie suszone liście i owoce, zapachy jesieni. W ustach piękna owocowa rama i dużo soczystego ekstraktu. ***** (4.5/6). Somlói Apátsági Pince Hárslevelű 2013 zaskakuje znakomitym balansem wysokiego cukru resztkowego i ujarzmionej kwasowości. Pachnie dojrzałym owocem brzoskwini i suszem owocowym. Ma seksowną, cielistą budowę. Słodne, pełne, sycące, charakterne. ***** (4.5/6). Ostatnia butelka degustacji Somlói Apátsági Pince Hárslevelű 2012 raczy hojnym zapachem białych kwiatów, suszonych owoców, pojawia się także nuta miodu i korzennych przypraw. Usta dymne, krzemienne, pięknie zintegrowały mineralność z dawnym echem świeżego owocu. Świadectwo fantastycznej szomlońskiej ewolucji. ***** (5/6)

Degustowałem razem z Michałem Kissem z NieWinne podróże oraz Andrzejem Staniszewskim z Trzy kolory wina. Obie degustacje zaaranżował Michał, za co ogromnie dziękuję. Specjalne podziękowania należą się również: Laciemu Jászowi za niezwykłą gościnność i obfite śniadanie, którym nas uraczył oraz Zoltánowi Baloghowi za – jak zawsze – miłą gościnę i inspirującą rozmowę o winie i nie tylko.

Do Somló podróżowałem na koszt własny, piłem na zaproszenie winiarzy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s