NOWY POCZĄTEK. Gra o sumie zero-jedynkowej

arrival_1

Pamięć jest tym, co nas ogranicza. To swego rodzaju gra z czasem o sumie zero-jedynkowej. Jak wielką należy ją darzyć estymą pokazuje „Nowy początek” Denisa Villeneuve’a – najlepsze kino sci-fi od lat.

Punkt wyjścia tego eposu sci-fi (bo inaczej nazwać tego nie sposób) jest wierny tradycji gatunku. W bliżej nieokreślonej przyszłości, na Ziemi następuje seria dwunastu lądowań Obcych. Amerykańskie wojsko zgłasza się z prośbą o pomoc do ekspertki od lingwistyki dr Louise Banks (Amy Adams), która pod rękę z fizykiem Ianem Donnelym (Jeremy Renner) ma pomóc w nawiązaniu kontaktu z przybyszami. Ma też sprawdzić ich nastawienia poprzez uzyskanie odpowiedzi na podstawowe pytanie – po co tu przybyli? Reakcja świata na lądowanie przybyszów z kosmosu jest łatwa do przewidzenia. Opinia publiczna (informacje sączą się z przekazów medialnych) oczekuje jak najszybszego pozbycia się kosmitów, a niektóre rządy (szczególnie ten zza Wielkiego Muru) z chęcią chcą na to przystać. To tyle, jeśli chodzi o fabułę. Trudno zdradzić więcej bez obaw o spoiler.

arrival_2

Choć rozmach inscenizacyjny „Nowego początku” odbiera dech w piersiach, a wizja ogromnych elipsoidalnych statków kosmicznych (oraz samych Obcych) wbija w fotel, to to, co najciekawsze dzieje się tu już poza płaszczykiem futurystycznej historii o kosmitach. Denis Villeneuve („Labirynt”, „Sicario”) wygrywa nasze zainteresowanie i zachwyt nieprzeciętnie oryginalnym i zakręconym jak język Obcych scenariuszem. Jego obraz to niesztampowe kino sci-fi ciszy i skupienia. Kino skierowane na człowieka, przesuwające uwagę w stronę kameralnej historii głównej bohaterki, która nie tylko jest główną nadzieją amerykańskiej armii i decydentów na „dogadanie się” z kosmitami, ale przede wszystkim matką, kobietą po przejściach, która zmaga się z traumą po śmierci chorej na raka córki.

Zagrana bezbłędnie przez Amy Adams, Louise Banks, jest kolejną po Kate Macier („Sicario”) bohaterką Villeneuve’a o rysie wrażliwej kobiety, która musi umieć wykrzesać w sobie skrywane pokłady męskości, tak by stawić czoła męskiemu, bezlitosnemu światu. Jej hart ducha i odwaga udowadniają, że w zderzeniu z Obcymi, ma większe jaja, niż niejeden z jej kolegów w wojskowym mundurze.

arrival_3

W kinie Villeneuve’a nie ma przypadku. Kiedy więc centralną postacią filmu zostaje ekspert od lingwistyki, a głównym wyzwaniem konieczność porozumienia się z przybyszami, z którymi nie łączy nas nie tylko język, ale i kod kulturowy, wrażliwość – zupełnie nic – to wiedzcie, że coś się dzieje. „Nowy początek” jest – czego nawet nie ukrywa – traktatem o sile, znaczeniu i pułapkach komunikacji. Głosem w sprawie niedoskonałości języka i konsekwencji, które mogą z tego wynikać. Równoległy wątek kontaktujących się (i niedogadujących się ze sobą) dwunastu baz wojskowych na świecie, gdzie wylądowały statki kosmiczne (w tym m.in. Chiny i Rosja) – pokazuje jeszcze dobitniej jak trudno jest nam się współcześnie ze sobą skomunikować. Jak ciężko odnaleźć wspólną perspektywę patrzenia na świat, jakąkolwiek wspólnotę globalnych interesów. Nie potrzeba dużej biegłości, by spostrzec, że wątek „znalezienia wspólnego języka z Obcymi” dotyczy tak naprawdę nas Ziemian. Stopień skomplikowania sytuacji geopolitycznej na świecie pozwala wręcz zaryzykować stwierdzenie, że wyzwanie odnalezienia wspólnego języka między ludźmi jest nie mniej trudne, niż próba kontaktu z przybyszami z innej planety.

arrival_4

Wiele miejsca poświęca Villeneuve pamięci oraz sile wspomnień głównej bohaterki. Wydarzenia z lądowania Obcych przeplatają się tu z licznymi retrospekcjami z jej córką w roli głównej. Przeszłość miesza się z przyszłością, a gorące pytanie o względność czasu wystawia naszą spostrzegawczość na nieustanną próbę. Pozwólcie jednak, że zostawię motyw pętli czasowej w spokoju, bo doprawdy w wypadku tego filmu nie trudno o spoiler.

Bez obaw o spoiler wspomnieć mogę natomiast o stronie wizualnej. Villeneuve ma niezwykle cenioną umiejętność bezpardonowego chwytania widza za gardło. Jego filmy wbijają w fotel dzięki umiejętności tworzenia klimatu klaustrofobicznego zagrożenia. Zdolność tę ten piekielnie utalentowany Kanadyjczyk rozwija tu w najlepsze. Spójrzcie tylko i porównajcie sceny, kiedy bohaterka przywożona jest helikopterem na rozległe pole w Montanie, gdzie z perspektywy śmigłowca widzi ogrom elipsoidalnego statku kosmicznego, ze sceną, w której wraz z ekipą naukową wjeżdża do wnętrza statku na spotkanie z nieznanym. Ten rozmach i autentyczny dreszcz, jaki was przejdzie (podbity rewelacyjną ścieżką dźwiękową) to najwyższa światowa półka, jeśli chodzi o budowanie napięcia. Czapki z głów.

Jako się rzekło – „Nowy początek” to najlepsze kino sci-fi od lat. Z jednej strony broni się, jako kino gatunkowe najwyższej próby, chwytające bez czułych słówek za gardło, z drugiej angażuje emocjonalnie niczym najlepsze kino psychologiczne. To kino wielu wymiarów, mrowia poziomów znaczeniowych. Nieprzewidywalne, zaskakujące błyskotliwą puentą w nadzwyczaj przejmującym finale. Kino z ducha humanistyczne, dające pole do wielu interpretacji. Jeszcze nigdy tak oszałamiające efekty specjalne nie przysłużyły się tak dobrze intelektowi. ****** (5.5/6)

NOWY POCZĄTEK (Arrival) reż. Denis Villeneuve. USA. 2016.

Skoro na tapecie temat kontaktu z Obcymi i w ogóle tak jakoś zrobiło nam się tu mocno lingwistycznie, to moje skojarzenia pofrunęły w stronę win organicznych, które nie tylko w języku marketingowym, ale i w rzeczywistości najpełniej przemawiają do pijącego. A przynajmniej przemawiają do mnie. Stąd propozycja – wino tworzone metodami nieinterwencyjnymi, o czystym, nieskalanym beczką owocu. Prosty winny komunikat, który zrozumie każdy pod każdą szerokością geograficzną.

marcel_lapierre_raisins_gaulois

Mowa o winie ze szczepu Gamay z Beaujolais od producenta, którego każdy fan win naturalnych zna jak własną kieszeń. Jego precyzja i troska o szczegóły, z jakimi działa mocno odróżnia go od (w większości) masowej produkcji w Beaujolais. Marcel Lapierre to legenda regionu. To jeden z tych winiarzy, który kilkanaście lat temu wzywał do powrotu do dawnych praktyk uprawy winorośli oraz winifikacji. Lista jego metodologii jest długa: zachowanie starych krzewów, nieużywanie pestycydów, ani żadnych innych syntetycznych środków, bezkompromisowe sortowanie gron w celu uzyskania tylko 100 procentowo zdrowych owoców, używanie siarczanów w minimalnej dawce lub nieużywanie ich w ogóle… A to tylko kilka z przykładów podejścia, jakim do dziś kieruje się winiarnia Lapierre’a – po śmierci Marcela przejęta przez jego syna Mathieu. 11 hektarową winnicę pokrywa w większości granit. Średnia wieku krzewów to 45 lat. Winogrona zbiera się tu późno, aby uzyskać efekt całkowicie dojrzałego owocu.

Marcel Lapierre Raisins gaulois 2014 to podstawowe wino producenta – niefiltrowane. Kolor buraczkowy. Nos silnie aromatyczny cieszy czystym, niczym niezmąconym zapachem owocu, z kwaśną wiśnią na przedzie, ale i akcentem ciemno-kwiatowym w tle. W ustach wypolerowana miękka kwasowość. Piekielnie soczyste, lekkie, zwiewne, smakujące (jak na etykiecie) jak świeżo wyciśnięty sok z mega dojrzałych winogron, które jeszcze przed chwilą wisiały na krzewach. Pycha! Dostępne m.in. w Enotece Polskiej, cena 49 zł. ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji dzięki uprzejmości Enoteka Polska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s