Dwa drogowskazy na dwulecie bloga

Going Your Own Way on Blackboard

Dokładnie dwa lata temu wystartował blog „Z winem do kina”.

Przez ten czas na jego łamach przewinęło się dziesiątki filmów i setki win. Do dziś piszę dla Was z ogromną satysfakcją i staram się polecać możliwie najlepsze filmy, i dobierać do nich, co ciekawsze wina, które spróbuję. Mam nadzieję, że choć trochę przyczynia się to do Waszych wyborów przed kasą w kinie i przed półką z winami. Od dłuższego czasu uwierało mnie jednak kilka rzeczy związanych z samym blogiem i nawet na krok nie odstępował mnie fruwający – trzepoczący skrzydłami niczym koliber – chochlik, który w każdej nadarzającej się okazji krzyczał do ucha – czas na zmiany! W myśl zasady – zmiany są zawsze na lepsze. Ale nie tylko dlatego. Oto dwie nowe ścieżki, którymi chcę podążać na blogu w przyszłym roku.

1. Koniec z bólem głowy, czyli powrót do starego kina

dwa_nowe_kierunki_2
– Cóż. Nikt nie jest doskonały… Podobnie jak i współczesne filmy („Pół żartem, pół serio” reż. Billy Wilder)

– Piotr, co tam ostatnio dobrego w kinie? – Yyy, poczekaj no, niech pomyślę… Nawet sobie nie wyobrażacie ile razy odbywałem podobne rozmowy, czując zawsze na końcu dyskomfort, że polecenie czegoś naprawdę fajnego we współczesnym kinie jest częstokroć karkołomne. Postanowiłem – koniec z tym! Czyli koniec z bólem głowy i… powrót do (dobrego) starego kina. Ci z Was, którzy ciemną salę kinową odwiedzają, co najmniej tak często jak ja (lub częściej) na pewno nie raz w ostatnich latach snuli gorzką refleksję dotyczącą tego jak współczesne kino (nad czym utyskuję) spsiało. I nie jest to kolejny odcinek ulubionego polskiego serialu „Jak dobrze sobie ponarzekać”, a po prostu racjonalna ocena sytuacji. Ja sam częstokrotnie miałem/ mam problemy z wyborem filmów na bloga. Wierzcie mi, bywają takie miesiące, że znalezienie dwóch wartościowych tytułów niemal graniczy z cudem. I nie, nie mówię tu tylko o letnim sezonie ogórkowym. Poza tym, kiedy porówna się bieżący repertuar (multipleksów, jak i kin studyjnych) z tytułami z lat 70., 80., 90. czy nawet dwutysięcznych (nie wspominając nawet o klasyce kina starszej niż nasi rodzice) to na usta ciśnie się jedno pytanie: gdzie do cholery podziało się, nawet niekoniecznie wielkie, ale przynajmniej dobre kino? Gdzie nieporównywalne z niczym innym emocje? Gdzie chwila do sensownej zadumy? Gdzie filmy, o których myśli się po wyjściu z kina, prowadzi o nich gorące dyskusje z przyjaciółmi? Gdzie obrazy, po których nie daje się zasnąć? Moi Drodzy, pędzę do was z odpowiedzią! W starym kinie. I nie jest to tylko wytrych i wotum nieufności wobec współczesnych wytworów X Muzy (która, co trzeba zaznaczyć, też oferuje dużo dobrego) ale li tylko uzasadniona ocena stanu rzeczy.

Przyjąłem sobie za punkt honoru (i nie spocznę póki się nie uda), że zarażę Was… Na początku sympatią, następnie zauroczeniem, a skończę na deklaracji miłości do… starego kina. Specjalnego klucza w wyborze tytułów nie będzie. Mogę tylko obiecać, że będą się pojawiały zarówno tytuły sprzed kilkudziesięciu lat jak i filmy sprzed dwóch, trzech sezonów, których z różnych powodów nie udało mi się zobaczyć, ani o nich napisać. Chcę też od razu uspokoić, będą również filmy z bieżącego repertuaru. Ich wybór będzie jednak dużo bardziej restrykcyjny.

2. Winne przestworza, czyli na winnym szlaku

dwa_nowe_kierunki_3
Mamusię oszukasz, tatusia oszukasz, natury nie oszukasz…

W ostatnim czasie zacząłem też odczuwać (wyraźniej niż było to wcześniej), że dużo bardziej ciągnie mnie w stronę wina samego w sobie. I znowu… Nie jest to przemyślenie z cyklu Mamusię oszukasz, tatusia oszukasz, natury nie oszukasz, a bardziej nazwanie rzeczy po imieniu i przesunięcie odpowiedniego akcentu na pasję, którą żyję i która nakręca mnie pozytywnie już od kilku lat. Czyli niczym nieupiększony, niczym niezmącony świat wina. Świat wina rozumiany, jako eksploracja jego historii, regionów, winiarzy, ale przede wszystkim spotkanie z drugim człowiekiem, który swoją pasją, oddaniem i przybiciem piątki z naturą podarowuje nam – wino entuzjastom – coś najcenniejszego. Kawałek swojego życia. Eksploracja winnego świata od tej właśnie strony, czyli z perspektywy winnych podróży jest tym, czemu chcę poświęcić więcej czasu w przyszłym roku i chcę, żebyście w tej winnej włóczędze uczestniczyli razem ze mną.

Oto, więc dwa nowe drogowskazy na drugą rocznicę bloga. Czy okażą się dla Was ciekawe, czy wskoczycie do tego pędzącego pociągu? Jak zawsze, okaże się pewnie w praniu. Nie pozostaje mi wobec tego nic innego, jak żywić nadzieję, że, będziecie w tej nowej blogowej podróży uczestniczyli razem ze mną, tak jak robiliście to dotychczas. To, co, plecaki spakowane?

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Reklamy

2 comments

  1. Nie musisz mnie przekonywać. I tak prędzej do kina pójdę na trio Lemmon/Curtis/Monroe niż nowe produkcje holywoodzkie. Chyba dzisiaj wieczorem zaaplikuję to młodej dziewuszce, niech się uczy jak się robi komedię!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s