12 powodów, dla których warto było chodzić do kina w 2016 roku

najlepsze_filmy_2016

36 filmów obecnych na polskich ekranach, zrecenzowanych na blogu, morze wypitego wina i tylko (aż) 12 tytułów z wysoką i bardzo wysoką oceną. Pomimo mojego utyskiwania na współczesne kino, znalazło się w mijającym roku kilkanaście pozycji, które mogę Wam z czystym sumieniem polecić. Dwie z nich – „Syn Szawła” i „Nowy początek” – to (nie boję się tego słowa użyć) filmy niemal wybitne. Oto podsumowanie najlepszych filmów 2016 roku.

Barany. Islandzka opowieść (Hrútar) reż. Grímur Hákonarson. Islandia, Dania, Norwegia, Polska. 2015.
hrutar_4Prosta i skromna tragikomedia Grímura Hákonarsona pod szatą satyry na ludzką małostkowość i ślepą zawiść, opowiada o temacie wielkim jak życie. Ascetycznym językiem surowego (skandynawskiego, chciałoby się napisać, ale to trochę nie tu) kina, mówi o najsilniejszej i największej potrzebie człowieka. Potrzebie bliskości. A właściwie wrytej w nasze DNA, potrzebie jej poszukiwania. Hákonarson nie jest w ciemię bity i potrafi, co rusz przełamać tą lodowatą (dosłownie i w przenośni) opowieść poczuciem humoru i żartem w (jak zakładam) stylu mieszkańców rozbuchanej gejzerami Islandii. To świetny zabieg. Dzięki niemu dwaj zgryźliwi mężczyźni, bracia, którzy kosztem kobiet i dzieci, oddali swoje życie owcom – nabierają barw i ludzkich cech. I jakoś nam, widzom, łatwiej znosi się ich dziwactwa. A przy tym wszystkim, „Barany” wypełnia doprawdy pierwszorzędny dowcip. Nienachalny i klimatyczny, wyspiarski taki.

Polecane wino: Isole e Olena Chianti Classico 2013 (dostępne w Centrum wina)

Big Short (The Big Short) reż. Adam McKay. USA. 2015.
the_big_short_4„Big Short” niezwykle barwnie i przystępnie, opowiada o przyczynach, i kulisach największego kryzysu ekonomicznego współczesnego świata. Atrakcyjnym językiem „Wilka z Wall Street” oswaja z tematem nawet najbardziej zatwardziałych, ekonomicznych ignorantów. Ambitny plan. Aby szeroka publiczność chciała to w ogóle oglądać, zawiłości terminologiczne i skomplikowany mechanizm dochodzenia do światowej zapaści gospodarczej (z lat 2007-2010) oraz gier spekulacyjnych na rynku nieruchomości, należało wyłożyć na talerzu w formie najbardziej zjadliwej, jak to tylko możliwe. Adam McKay podjął się tego zadania i podołał. Sukces McKaya tkwi w konwencji. Galeria gwiazdorów beztrosko odmienia przez przypadki nawet najbardziej skomplikowane ekonomiczne terminy, co chwilę zatrzymując akcję, snując dygresje, wychodząc narratorsko z akcji i zwracając się wprost do kamery. Tłumaczy cierpliwie, niczym szkolny belfer mało rozgarniętemu uczniowi. I dobrze. Dzięki temu cała ta szalona galopada o sile pieniądza, ani przez moment nie popada w zbyt hermetyczne tony, nie nudzi. Co więcej, pod wpływem trudnego do wyjaśnienia mechanizmu psychologicznego, film podtrzymuje zaciekawienie, mimo, że finał dobrze znamy z gazet i ekranów telewizorów.

Polecane wino: Vinos de Arganza Legado de Farro Bierzo Mencía Roble 2011 (dostępne w Dolio vini)

Ja, Daniel Blake (I, Daniel Blake) reż. Ken Loach. Francja, Wielka Brytania. 2016.
i_daniel_blake_5Ken Loach mówi – bezduszna, ślepo patrząca w literę regulaminów i prawa, kadra urzędnicza zaczyna zapominać (albo już zapomniała) o tym, że głównym jej celem jest służenie obywatelowi i pomoc w trudnych sytuacjach, a nie utrudnianie i wspieranie nierzadko absurdalnych przepisów. Jego kino społeczne było od zawsze oskarżeniem tego, co uwiera Brytyjczyków. Tak jest i w tym przypadku. Loach oskarża urzędy o przesadną biurokrację i kurczowe trzymanie klapek na oczach, które przejawiają się w tym, że urzędnik z wyuczonym, fałszywie zarysowanym uśmiechem na twarzy, przekazuje petentowi najbardziej nawet nonsensowne decyzje organów państwowych. Absurd poganiany asekuranctwem pod rękę z zaocznym kursem kultury osobistej. Z perspektywy osobistej „Ja, Daniel Blake” to akt sprzeciwu wobec absurdów urzędniczych, a także zapis samej walki bohatera, którego losy nieprzypadkowo przypominają Józefa K. z kart książki Franza Kafki. W ujęciu szerszym obraz Loacha pokazuje, że moment, kiedy przestajemy szanować siebie jest początkiem naszego końca. Końca jako obywatela, ale przede wszystkim końca jako człowieka. Zdobywca Złotej Palmy w Cannes.

Polecane wino: Winnica Modła Wrestling 2015 (dostępne u producenta Winnica Modła)

Mustang reż. Deniz Gamze Ergüven. Turcja, Francja, Niemcy, Katar. 2015.
mustang_4Film mierzy się z problemem wydawania, często niepełnoletnich jeszcze dziewczyn, za mąż – wbrew ich woli, czy jakiemukolwiek uczuciu. Z perspektywy współczesnej Polski, rytuał wizyt rodziców wraz z „wybrankiem serca” i rytuał przyjmowania oświadczyn, ogląda się z rozdziawioną gębą (naprawdę, wciąż, we współczesnej Europie?), i lekko kpiącym uśmiechem. Ale to jeszcze nic. Wszelakie kontakty z chłopcami o charakterze (choćby w domyśle) lekko seksualnym – spotykają się z potępieniem. Do tego dochodzi jeszcze tradycyjny wymóg czystości – dziewczyna przed ślubem powinna pozostać dziewicą. Te budzące zaskoczenie i opór zwyczaje nie zmieniają jednak faktu – takie rzeczy wciąż dzieją się we współczesnej Turcji. Na proceder sterowanego przez babcię zamążpójścia nakładają się dwa inne wątki. Bolesny brak opiekuńczej matki, która choćby hipotetycznie mogłaby mieć pieczę nad dziewczynami oraz najbardziej mroczny, zarysowany niezwykle delikatnie, punkt filmu – molestujący seksualnie wujek. Piekło opresji, zamknięcia w czterech ścianach, zostaje tu skonfrontowane z najbardziej dynamicznym i żywiołowym okresem w naszym życiu – z dojrzewaniem. Kiedy budzi się do życia zmysłowość i z mozołem wykluwa kobieca tożsamość. „Mustang” ujmuje piękną metaforą. Metaforą, gdzie dojrzewanie, poszukiwanie wolności, bliskości oraz zmysłowość i kobiecą tożsamość – stawia się na piedestale. To hołd złożony nieokiełznanej potędze młodości. Film, którego śmiałości i wdzięku żywo się łaknie.

Polecane wino: Domdechant Werner Hochheimer Guts-Riesling Trocken 2013 (dostępne w 13win)

Nowy początek (Arrival) reż. Denis Villeneuve. USA. 2016.
arrival_5Choć rozmach inscenizacyjny „Nowego początku” odbiera dech w piersiach, a wizja ogromnych elipsoidalnych statków kosmicznych (oraz samych Obcych) wbija w fotel, to to, co najciekawsze dzieje się tu już poza płaszczykiem futurystycznej historii o kosmitach. Denis Villeneuve wygrywa nasze zainteresowanie i zachwyt nieprzeciętnie oryginalnym i zakręconym jak język Obcych scenariuszem. Jego obraz to niesztampowe kino sci-fi ciszy i skupienia. Kino skierowane na człowieka, przesuwające uwagę w stronę kameralnej historii głównej bohaterki, która nie tylko jest główną nadzieją amerykańskiej armii i decydentów na „dogadanie się” z kosmitami, ale przede wszystkim matką, kobietą po przejściach, która zmaga się z traumą po śmierci chorej na raka córki. „Nowy początek” to najlepsze kino sci-fi od lat. Z jednej strony broni się, jako kino gatunkowe najwyższej próby, chwytające bez czułych słówek za gardło, z drugiej angażuje emocjonalnie niczym najlepsze kino psychologiczne. To kino wielu wymiarów, mrowia poziomów znaczeniowych. Nieprzewidywalne, zaskakujące błyskotliwą puentą w nadzwyczaj przejmującym finale. Kino z ducha humanistyczne, dające pole do wielu interpretacji. Jeszcze nigdy tak oszałamiające efekty specjalne nie przysłużyły się tak dobrze intelektowi.

Polecane wino: Marcel Lapierre Raisins gaulois 2014 (dostępne w Enoteka Polska)

Opiekun (Chronic) reż. Michel Franco. USA. 2015.
chronic_4„Opiekun” to film w kontrze do współczesnej propagandy ludzkiego piękna i bezwarunkowego szczęścia. Szokuje realizmem i szczerością w ukazaniu żegnania się ze światem z godnością. Przykuwa uwagę niespotykaną charyzmą i prawdą aktorską Tima Rotha. Wygrywa gubiąc tropy i wadząc się z widzem. Autentycznie miażdży. Tim Roth w roli Davida rzuca rękawicę najlepszym aktorom dramatycznym współczesnego kina. Jest do bólu autentyczny, szokująco prawdziwy, a w dodatku prowadzi postać pielęgniarza z niezwykłym wyczuciem i powściągliwością. Nie szarżuje, nie kradnie napastliwie ekranu tylko dla siebie. Pozostawia widza z rzadkim uczuciem realizmu, przechodzącego w naturalizm – stąd już tylko kilka kroków do kina dokumentalnego. Widać starą brytyjską szkołę. Wielka rola.

Polecane wino: Royal Tokaji Cuvée Late Harvest 2014 (było dostępne w Lidl Polska)

Ostatnia rodzina reż. Jan P. Matuszyński. Polska. 2016.
ostatnia_rodzina_4Reżyser wciąga nas w świat rodziny Beksińskich w momencie, kiedy w latach 70. wyprowadzają się z Sanoka do Warszawy. Kręgosłupem, który trzyma film w pozycji wertykalnej jest konfrontacja dwóch silnych i tak różniących się od siebie indywidualności – ojca i syna. Zamierzony kontrast pomiędzy opanowanym Zdzisławem, a ekspresyjnym, niespokojnym Tomkiem, sprawia, że na ekranie buzuje od emocji, a sceny rodzinnych spotkań, czy awantur ogląda się w ogromnym napięciu, w oczekiwaniu na mniej lub bardziej kontrolowany wybuch. Film Matuszyńskiego to niezwykle poruszający, mroczny, sarkastyczny podręcznik życia rodzinnego. Zbiór mniej lub bardziej kuriozalnych drogowskazów – jak należy i jak nie należy współżyć ze sobą. Przypomnienie starej, znanej prawdy, że rodzina to grupa bliskich sobie ludzi, którzy tak, jak łatwo mogą się kochać, tak równie łatwo mogą się nienawidzić. „Ostatnia rodzina” ma w sobie to, co rzadko zdarza się w kinie. Niewymuszony, trudny do wytłumaczenia magnetyzm, który sprawia, że nie chce się opuszczać sali na napisach końcowych.

Polecane wino: Château de Lascaux Languedoc Garrigue Rouge 2014 (dostępne w 13win)

Służąca (Ah-ga-ssi) reż. Chan-wook Park. Korea Południowa. 2016.
ah_ga_ssi_4Film Chan-wook Parka – adaptacja „Złodziejki” autorstwa szkockiej pisarki Sary Waters – przynosi to, co charakteryzowało dotychczasowe dokonania reżysera: gęstą strukturę narracyjną, sugestywne postaci, lekko klaustrofobiczny klimat całości. „Służąca” zapowiada jednak nowe. To, na co zwróciłem szczególną uwagę, to świeże u twórcy, niezwykle atrakcyjne elementy, które kino Koreańczyka mocniej humanizują. Mowa o faktorze zmysłowości i o prawie całkowitym ograniczeniu scen naturalistycznej przemocy. „Służąca” jest obrazem stylistycznie i estetycznie spełnionym. Zaskakujące jazdy kamery (dynamiczne sceny rozmów z nagłym przybliżeniem twarzy), montaż scen sugerujący niejasną interpretację, piękne, wysmakowane sceny erotyczne – to tylko kilka z przykładów. Film Parka, to także obraz spełniony intelektualnie – wielopoziomowa intryga rozpisana na grę pozorów trójki bohaterów wybrzmiewa perfekcyjnie niczym koncert symfoniczny pod batutą najlepszego dyrygenta. A przy tym wszystkim czuć w tym obrazie szczery luz reżysera oraz brak gatunkowego spięcia. Czuje się też, że poza wszystkim chodzi tu o satysfakcję z zabawy w kino

Polecane wino: G.D. Vajra Dolcetto d’Alba 2014 (dostępne w Vini e affini)

Syn Szawła (Saul fia) reż. László Nemes. Węgry. 2015.
saul_fia_4Dzieło Nemesa to wstrząsający obraz 48 godzin z życia Szawła, członka Sonderkommando, czyli oddziału żydowskich więźniów, którzy zostali zmuszeni, żeby asystować nazistom w napędzaniu kół wielkiej machiny Zagłady. Wydarzenia obozowe obserwujemy na chwilę przed wybuchem buntu. Intensywny, bolesny, posępny i – co by nie mówić – nieprzyjemny w odbiorze, to film. Przykuwa uwagę, hipnotyzuje świadomą swojego mroku stylistyką. Okrucieństwa nazizmu wraz z ich przejawami, przyklejają się do nas w trakcie seansu i paraliżują, jeszcze na długo po wyjściu z kina, nie pozostawiając w spokoju. Przez blisko dwie godziny znajdujemy się na zapleczu piekła. Brzmi jak antyreklama? Wprost przeciwnie. Ten temat zasługuje na taki wstrząs i oprawę. Choć trzeba przyznać, że gdy pojawiają się napisy końcowe, pozostając wciąż w głębokim szoku, autentycznie oddychamy z ulgą.

Polecane wino: Di Lenardo Ronco Nole 2013 (dostępne w Enoteka Polska)

Wołyń reż. Wojtek Smarzowski. Polska. 2016.
wolyn_4Smarzowskiemu należy przede wszystkim oddać jedno. Jego ideologicznie szlachetny film zdradza oznaki koncyliacyjnego podejścia do dramatycznego momentu z historii Polaków i Ukraińców – rzezi wołyńskiej. „Wołyń” jest apologią równego traktowania obu narodów w obliczu jednego z najkrwawszych ludobójstw w historii. Jest filmem niezwykle ciężkim w odbiorze i przejeżdża się po widzu jak walec. Oglądanie go to prawdziwa męczarnia i podobnie jak w przypadku „Róży” i „Domu złego”, pozostajemy przed ekranem nie z przyjemności, a tylko dlatego, że zżyliśmy się z głównymi bohaterami. Seans „Wołynia” jest z gruntu doświadczeniem masochistycznym. Ma dołujący, czarny jak smoła i najbardziej przytłaczający klimat z dotychczasowych filmów Smarzowskiego. To od pewnego momentu nieznośnie uwierający obraz świata bez żadnych wartości, obraz kompletnego zezwierzęcenia ludzi chodzących na smyczy instynktu. Świata, gdzie zabrakło Boga lub, gdzie ten Bóg został żywcem spalony.

Polecane wino: Winnica Srebrna Góra Polka Czerwona 2015 (było dostępne w Lidl Polska)

Zjawa (The Revenant) reż. Alejandro González Iñárritu. USA. 2015
the_revenant_5Oglądając to kino przygodowe, ze smakiem unurzane w retro stylistyce, w naturalny sposób nasuwają się skojarzenia z innymi, klasycznymi już, tytułami o przetrwaniu. Tam jednak, gdzie bohaterowie „Czekając na Joe” i „Essential Killing” przekraczali granice racjonalnego myślenia, i wychodzili poza ramy człowieczeństwa, tam grany przez Leonardo Di Caprio, Hugh Glass rozpoczyna dopiero swoją walkę o życie. Sam przesuwając granice tego – co jak nam się wydawało – jest w stanie uczynić człowiek, żeby przetrwać. Klasyczna, w sensie gatunkowym, „Zjawa” jest filmem, który powala. Powala pełnokrwistą opowieścią, dowodząc po raz kolejny, że najlepsze historie pisze życie. Pokazuje też jak wielkie umiłowanie życia właśnie, tkwi w każdym z nas. Niczemu tak mocno nie kibicujemy, jak ludzkiej walce o istnienie. Stąd też refleksja, że filmy o przetrwaniu mają to do siebie, że przypominają nam w jak dużej strefie komfortu żyjemy. Jak łatwiej, cieplej, bezpieczniej obserwować nam taki surwiwal z perspektywy kinowego fotela, czy wygodnej kanapy w przytulnym mieszkaniu. Tym większy szok po seansie, tym trwalszy ślad w głowie.

Polecane wino: Amiran Vepkhvadze Otskhanuri Sapere 2013 (dostępne w Krakó Slow Wines)

Zwierzęta nocy (Nocturnal Animals) reż. Tom Ford. USA. 2016.
nocturnal_animals_5„Zwierzęta nocy” to rzadki przykład kina dwóch światów. Światów, gdzie rzeczywistość fabularna zgrabnie przeplata się z historią zapisaną na kartkach książki czytanej przez bohaterkę. Ford stosuje zabieg – który co prawda można już było widzieć kilka razy w kinie – ale, który tu wybrzmiewa z niezwykłą świeżością i filmowym nerwem. Susan, czytając bestialskie „wspomnienia” Edwarda, zaczyna tracić kontakt z otoczeniem, przestaje rozróżniać, co jest prawdą, a co tylko książkową fikcją. Inspirowane wyraźnie kinem Davida Lyncha, Alfreda Hitchcocka, a także niektórymi filmami braci Coen, „Zwierzęta nocy” są kolejnym dowodem na biegłość formalną Toma Forda i wręcz zegarmistrzowską dbałość o scenograficzne i stylistyczne szczegóły. Jego film, będący – co by nie mówić – prawdziwą wizualną petardą, zrobiony jest w duchu starego, amerykańskiego kina. To specyficzny, acz bardzo stylowy mariaż thrillera, melodramatu i kina zemsty. Jest tu i stempel lat 70., 80., jest i drajw oraz dynamizm współczesnych thrillerów. To kino, które angażuje emocjonalnie w najwyższym stopniu i nie pozwala oderwać od siebie wzroku.

Polecane wino: Kangarilla Road Cul de Sac Shiraz 2015 (dostępne w Wines United)

Na koniec kilka słów o skali ocen. Do grona najlepszych filmów 2016 wybrałem tylko te, które uzyskały w moim prywatnym rankingu ocenę minimum 5/6. Sami, więc widzicie, że była to selekcja niezwykle restrykcyjna. W nadchodzącym 2017 roku życzę Wam (i sobie) przynajmniej tak dobrych jak te (albo i lepszych) filmów.

Fotosy z filmów – materiały promocyjne dystrybutorów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s