DOGVILLE. Ofiara spełniona

dogville_1Filmem „Dogville” Von Trier otwiera oczy idealistom. Patrzcie – mówi – dobro w czystej postaci nie istnieje. Każdy z nas prędzej, czy później unurza się w grzechu.

Świadectwo to na tyle mocne i przewrotne, że podkreśla tylko błyskotliwość talentu Duńczyka i ciężar gatunkowy dzieła sprzed lat. Ale po kolei.

Wyobraźcie sobie taką oto sytuację: obcy prosi Was o pomoc. W naturalnym, empatycznym odruchu pewnie jej udzielicie. Ale oprócz empatii będzie coś jeszcze, coś co skrzętnie skrywamy w sobie, choć tak naprawdę czasami zaprzątamy sobie tym głowę. To umotywowane psychologicznie, wypływające niezależnie od nas – poczucie wyższości nad kimś, komu udzielamy pomocy. „Na powierzchni” relacji międzyludzkich wymieniane są sympatyczne uśmiechy, grzeczności. Ale czyż nie odbywa się to czasami w służbie reguły „bo tak wypada”?

Takiej pomocy udzielają uciekinierce znikąd – Grace (Nicole Kidman) – mieszkańcy tytułowego Dogville – osady w Górach Skalistych. Jest ich kilkunastu. Odcięci od świata zewnętrznego, poruszają się po paru przecinających się uliczkach. Ich pomoc udzielona Grace okaże się brzemienną w skutkach, o czym poniżej.

dogville_2Film Von Triera, mimo, że zarys fabuły wskazywałby na plenery, nakręcony został w umownej scenerii: w hali studyjnej, przy sztucznym świetle i praktycznie całkowitym braku rekwizytów. W pełni zamierzenie – tylko kamera i aktorzy. Spokojne życie w górskiej osadzie obserwujemy, więc z góry, widząc narysowane kredą nazwy uliczek… Taki teatr w kinie.

Tylko, że w teatrze na scenie są przedmioty. Tymczasem tu mamy irracjonalnie wyglądające kadry. Przykład: aktorzy otwierają drzwi, których nie ma. Ta teatralność i ascetyczność formy dosyć szybko przestają nam jednak przeszkadzać.

Powtarzany przez cały film, rzut okiem z góry na Dogville, ma w sobie błysk boskiego spojrzenia. Tak, jakby ktoś nad tym wszystkim czuwał i obserwował. Na to Lars Von Trier stosuje podział na 9 rozdziałów z epilogiem. Każdy z nich ma tytuł (najczęściej ironiczny) , który jest wyprzedzeniem wydarzeń, które za chwilę zobaczymy. To, a także głos narratora z off-u („wszystkowiedzący” John Hurt), każe nam myśleć o „Dogville” jak o obrazie umownym i wykoncypowanym. Spojrzeć na przedstawione wydarzenia jak na przypowieść o zabarwieniu biblijnym.

dogville_3Gdy akcja filmu się zawiązuje, uciekinierka Grace trafia do odseparowanej osady. Chce się tam ukryć. Społeczność Dogville jest jej jednak nieprzychylna. Dopiero pod wpływem interwencji Toma (Paul Bettany) – pisarza będącego w miasteczku drogowskazem moralnym – bohaterka zostaje przyjęta do wspólnoty. Ludzie zgadzają się jej pomóc. Dlaczego? Bo mimo, że jej nie znają, to chcą być dobrzy. Ale co to właściwie oznacza być dobrym albo złym? Jak krucha granica rozdziela te dwa pojęcia? Z czasem mieszkańcy Dogville za ukrywanie Grace zaczynają przecież wymagać od niej drobnej rekompensaty. Na początku jest to lekka praca, potem coraz cięższa. Dochodzi do tego, że „dobra” społeczność osady robi z Grace niewolnicę. Bohaterka jest pomiatana, gwałcona, doszczętnie poniżona. Niedawni wybawcy – jak psu – zakładają jej obrożę. W „pieskim mieście” ludzie niczym zwierzęta zaczynają tracić ludzkie odczucia.

Von Trier z zamysłem igra z przyzwyczajeniami widzów. Grace jest tak nieznośnie usłużna, nieadekwatnie do sytuacji dobra dla oprawców, że obok naszego szczerego dla niej współczucia pojawia się – wywołana jej naiwnością – czysta wściekłość. Ta zresztą zostaje schłodzona zimnym prysznicem, jakim jest kapitalne zakończenie filmu.

Ale zaraz, zaraz… Czy postawa uciekiniera nie przypomina przypadkiem żywotu tego, który oddał życie za grzeszników? To by się zresztą wiązało z historią opowiadającą o małej społeczności, a tak naprawdę opisującą szerszy problem – nas wszystkich. Zatem, czy Grace to personifikacja Chrystusa, która przybyła do osady ze z góry nakreśloną misją? Odpowiedź może być tylko twierdząca.

dogville_4Rys charakterologiczny bohaterki ma wiele wspólnego z jej poprzedniczkami z obrazów Duńczyka. Jest w niej to samo charakterystyczne znamię „cierpiącej za innych”, składającej z siebie ofiarę. Jak u Bess z „Przełamując fale”, jak u Selmy z „Tańcząc w ciemnościach”. Porównując „Dogville” do tego słynnego musicalu, trzeba zresztą przyznać, że Von Trier, choć nadal pozostał zręcznym manipulatorem ludzkich uczuć, w „Dogville” przystopował swoje zapędy. Nie ma tu aż tak perfidnego gwałtu na uczuciach widza, jak zdarzyło się to w przypadku filmu z Björk.

W myśl zasady – dobro nagradzane jest dobrem, zło – złem – mieszkańcy Dogville ulegają pokusie tego pierwszego, następnie również i drugiego. Spotyka ich za to surowa kara. Z perspektywy widza jesteśmy tym wyrokiem usatysfakcjonowani. Ale jak to? Czy przypadkiem sami nie stajemy się źli, życząc śmierci innym? Czy to może reżyser – manipulator daje nam po prostu to, czego chcemy?

Ambicją Duńczyka było stworzenie moralitetu. Tyle, że zabawa w „macie, co chcecie” nie powoduje, że zaczynamy się czuć dobrze. Na tym etapie kończą się też podobieństwa z Chrystusem – męczennikiem. Jezus bowiem nigdy nie pomścił tych, którzy go skrzywdzili. Grace natomiast mści się i tak naprawdę… przegrywa. Przegrywa własną walkę, którą toczyła o to by nie naprawiać świata w sposób, w jaki czynił to jej ojciec. To nie „ten z góry”, posiadający władzę nad „tymi z dołu” wymierza karę. Za przyzwoleniem bohaterki, wendetty dokonują gangsterzy żywcem przeniesieni z gatunkowej kliszy. Akurat oni, bo akcja dzieje się w Ameryce. Jeśli, więc Grace nie udało się naprawić świata, czyniąc dobro, to załatwia sprawę za pomocą pistoletu – jak w rasowym, gangsterskim kinie.

I nagle rwie się nić naszego współczucia dla niej, a tak jednoznaczym finałem Duńczyk efektownie zamyka nam usta. Zastygamy w osłupieniu, podobnie jak Tom – pisarz, który pragnął stworzyć własną ilustrację (a może iluzję?) świata. Świata, który w głowie Von Triera nie istnieje. Świata, w którym nie ma grzechu.

Patrząc z perspektywy lat na „Dogville” – muszę stwierdzić – jego ogromna siła wciąż działa. Do dziś jestem oszołomiony przenikliwym spojrzeniem Duńczyka, a artyzm jego arcydzieła budzi mój szczery podziw. ****** (6/6)

DOGVILLE reż. Lars Von Trier. Dania, Finlandia, Francja, Holandia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Włochy. 2003.

Umowna sceneria, brak upiększaczy i żywa historia, która broni się sama. To wszystko skojarzyło mi się z winami bez sztucznych polepszaczy, dodatków i zbędnych siarczynów. Dlatego do „Dogville” polecam jedno z moich największych winnych zaskoczeń ostatniego roku – wino ekologiczne, na które to zjawisko dotąd spoglądałem z rezerwą i podejrzliwością. Ale w wypadku tej butelki nie miałem żadnej wątpliwości, bo to po prostu kawał pysznego wina.

cavas_bolet_fredolic

Cavas Bolet Fredolic 2015 (Solvino Bio, 64 zł) z apelacji Penedes w Katalonii, to wino bez dodatku siarczynów, co już samo w sobie jest atrakcją. Większość win na rynku, które pijemy zawiera ten najpopularniejszy stabilizator smaku i powiedzmy sobie szczerze – dobrze, że tak jest. Gdyby nie to większość z nich trzeba by było wypić krótko po zabutelkowaniu. Tym ciekawszym, więc doświadczeniem jest degustacja flaszki, która tego dodatku nie ma. No i powiem Wam szczerze – oczy, usta i nosy naprawdę mogą się otworzyć.

W środku najpopularniejszy czerwony szczep świata – Cabernet Sauvignon. Pachnie intensywnie świeżo-owocowo – dużo tu czarnej porzeczki i jeżyn. W tle pojawia się lekka nuta grzybowa (ta etykieta!). Początek to gruboziarniste taniny, ale im dalej w las tym hulaj owocowa duszo. Usta zaczyna wypełniać sycący bogaty owoc o krągłej taninie. Wrażenie robi konkretna struktura ze zręcznie wtopioną kwasowością. I ten efekt trzyma za gardło już do końca. Doprawdy nie pamiętam kiedy ostatnio aż tak bardzo posmakował mi Cab Sauv. ***** (5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino – zakup własny autora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s