TO TYLKO KONIEC ŚWIATA. Ogniu, krocz za nim

juste_la_fin_du_-monde_1

Xavier Dolan, jak przystało na wrażliwca współczesnego kina, piętrzy emocje i stawia na sztorc mieszankę ludzkich charakterów. Niby nic nowego, gdyby nie fakt, że robi to niezwykle organicznie. Głośniej, intensywniej, więcej – aż do bólu.

Jego bohaterowie miotają się jak w gorączce. Są konwulsyjni, rozemocjonowani, teatralnie deklaratywni. Żarzą się ogniem słownych utarczek i zaczepek. Płoną. Trudno się jednak dziwić, gdy za punkt wyjścia mamy taką historię spotkania rodzinnego.

Znany pisarz Louis (Gaspard Ulliel) wraca po kilkunastu latach do swojego rodzinnego miasteczka, by poinformować rodzinę, że umiera. Przez lata nieobecności uzbierało się w głowach jego bliskich sporo animozji. Namnożyło się rowów nie do zasypania. Teraz emocje będą mogły dać swój upust, a – wydawałoby się kluczowa – informacja o nadchodzącej śmierci bohatera zostanie zepchnięta na dalszy plan.

juste_la_fin_du_-monde_2

Konstrukcja tego, opartego na sztuce teatralnej, filmu jest dość prosta. Każdy członek rodziny będzie miał swoją „szansę” na rozmowę z dawno niewidzianym, bardziej znanym synem/bratem. Ta swoista audiencja z Louisem rozpisana na akty wyznacza dramaturgię obrazu Dolana. Mocno teatralną dramaturgię – należy dodać.

Matka (Nathalie Baye) – o lekko przeszarżowanym rysie, jedyna, która go rozumie i, która zawsze uważała, że wyjechał, żeby robić to, co do niego należy – pozwoli sobie na chwilę słabości, wyznając matczyną miłość. Siostra Suzanne (Léa Seydoux) – buntownicza, emocjonalna, jedyna, która przez wzgląd na wiek ledwo Louisa pamięta – okaże młodzieńczy entuzjazm na widok brata oraz wielką estymę, jaką darzy jego wizerunek podróżującego po świecie artysty. Brat Antoine (Vincent Cassel) – gbur i cham, rozemocjonowany introwertyk, wybuchający kakofonią słowno-fizycznej agresji, nawet przez chwilę nie da się upupić w roli kochającego brata, wyczekującego latami na powrót Louisa. Wreszcie Catherine (Marion Cotillard) – żona Antoine’a. Jego całkowite przeciwieństwo – krucha, nieśmiała, cicha, mająca wręcz chorobliwe problemy ze słowną komunikacją. To ona, paradoksalnie, znająca go najmniej, odkryje skrywany sekret bohatera.

juste_la_fin_du_-monde_3

Wszyscy oni (bez wyjątku) są niezwykle specyficzni, ale i powiedzmy sobie szczerze – nad wyraz irytujący. Dolan dodatkowo wzmaga to uczucie niezwykle precyzyjną i konsekwentną pracą kamery. W zasadzie cały film nakręcony jest w zbliżeniach, a kamera kurczowo trzyma się twarzy bohaterów. Choć tak naprawdę jest to wręcz operatorska pornografia emocji.

Coś, na co na pewno zwrócicie uwagę w trakcie seansu, to wyjątkowo deklaratywne, teatralne dialogi. Cóż – pomyślicie – Dolan najwidoczniej mistrzem słowa z życia wziętego nie jest. Nie dajcie się jednak oszukać. Prawda leży w tym przypadku gdzie indziej. Reżyser, posługując się tą specyficzną mową-watą, zwraca podstępnie uwagę na siłę szarpiących bohaterami emocji. Zwróćcie tylko uwagę jak wiele dzieje się tu między słowami, na twarzach, zbliżeniach, w chwilach ciszy pomiędzy emocjonalnymi wyładowaniami. Za majstersztyk tej artystycznej metody można wręcz uznać scenę pomiędzy Louisem, a Catherine. Wystarczy im wymiana spojrzeń, by uświadomić sobie, że ona już wie.

Mam, przyznam się na koniec, pewien problem z quasi poetyckim zakończeniem „To tylko koniec świata”. Przepalona żółtym filtrem, lekko apokaliptyczna sekwencja żegnania się z domem rodzinnym trąci zbyt łatwą metaforą, której szczegółów oczywiście wam nie zdradzę. Doceniam artystyczny zamysł, spodziewałem się jednak innego środku wyrazu. Może by tak w duchu rysu emocjonalnego rodziny – płonący dom? **** (4/6)

TO TYLKO KONIEC ŚWIATA (Juste la fin du monde) reż. Xavier Dolan. Francja, Kanada. 2016.

Do tej szarpiącej nerwy, operatorskiej pornografii emocji, aż się prosi o butelkę wina, które rozsmakuje nasze kubki smakowe i nie będzie pytało o pozwolenie, a uderzy czystą, bezpretensjonalną przyjemnością.

quinta_da_falorca_dao

Takim wyborem jest bez wątpienia flaszka od Quinta da Falorca z portugalskiej apelacji Dão. To mała, rodzinna winiarnia, mająca ponad stuletnie doświadczenie w produkcji wina. Ilości są tu dość butikowe. Tej etykiety powstało na przykład niespełna 6 tysięcy butelek.

Quinta da Falorca Dão 2010, to takie wino z duchu chłopskie. Ciemna czerwień przechodząca w czerń, swoją barwę bierze z typowej dla Portugalii długiej listy szczepów. Tu mamy: Touriga-Nacional, Rufete, Jaen, Alfrocheiro oraz Tinta-Roriz. W nosie przebija się masywny soczysty owoc aronii i jeżyny rozpostarty na ziemistym tle. Usta to gruboziarnisty garbnik i dużo ciemnego, owocowego ekstraktu. Wino do kupienia za uczciwe 54 zł u importera Winemates oraz w restauracjach z nim współpracujących. ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu – materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s