A wszystkiemu winny Budapeszt – subiektywny przewodnik po budapesztańskich wine barach

Budapeszt – miasto winem płynące

Kiedy pod koniec XIX wieku Buda i Peszt łączyły się w jedno, przyszłym jego mieszkańcom na pewno nie śniło się, że stolica Węgier stanie się kiedyś prężnym, winem płynącym punktem na mapie kontynentu. Tymczasem, gdy spojrzymy dziś na poziom budapesztańskich wine barów (bor barów), to można śmiało stwierdzić, że miasto nad Dunajem jest – pełną gębą – winną stolicą Europy Środkowo-Wschodniej.

Poziom winiarskiej sceny tego pięknego miasta mogłem sprawdzić podczas niedawnej tam wizyty. Moim przewodnikiem był nieoceniony Michał Kiss z bloga Niewinne podróże – Polak od wielu lat mieszkający na Węgrzech, który – że się tak wyrażę – zasymilował się z tamtejszym społeczeństwem, jak i z szeroko pojętym światem węgierskiego wina (relacja Michała tu). Wybór wine barów był, więc wypadkową jego rekomendacji, jak i czasem po prostu dziełem przypadku.

Mój rekonesans – na początku w pojedynkę – rozpocząłem w piątek, pierwszy dzień budapesztańskiego weekendu, od dwóch skrajnie różnych wine barów.

Képzeld El! (Wesselényi u. 23, Budapeszt)
Képzeld El z węgierskiego oznacza Wyobraź sobie… Czy może lepiej Imagine. Bo duch tego słynnego utworu Johna Lennona, jak i czasów hippisowskich jest tu bardzo wyraźny. Kolorowe, wysokie barowe krzesła, w tle lecący utwór Jefferson Airplane, skromny bar na parterze i przytulna antresola, a do tego karta win złożona niemal wyłącznie z pozycji węgierskich, acz od nieoczywistych małych producentów, w wielu przypadkach nawet mi (jako samozwańczemu hungarofilowi) nieznanych. Dość powiedzieć, że jedną z najbardziej znanych winiarni z listy, swego rodzaju gwiazdą jest tu Kolonics Pinceszet… Spytałem Ivana Ondraschka, managera i współwłaściciela lokalu o klucz, jakim kierowali się twórcy tego miejsca w stworzeniu tak ciekawej, niebanalnej karty. Odpowiedź była prostsza, niż się spodziewałem: Chcieliśmy znaleźć niszę, coś, co by nas mogło wyróżnić w tej masie wine barów obecnych w Budapeszcie. Proste? Proste niczym wypicie nad Dunajem kieliszka Furminta.

Képzeld El

A co w karcie? Ano na przykład 2 HA Pinceszet Olaszrizling 2015 z mikro, jak nazwa wskazuje, dwuhektarowej winnicy z Badacsony, z Szent Gyorgy-hegy. Organiczny, niefiltrowany Olasz. W zapachu dojrzałe jabłko i pigwa. Usta treściwe, z owocem pigwy, szczyptą masła i akcentem mokrych liści. Krótkie, ale o atrakcyjnej owocowości. Z innej beczki Cseri Pince Rose 2016 z Pannonhalmy. To mój pierwszy kontakt z winem z tego regionu od innego producenta, niż zasłużona Pannonhalmi Apatsagi Pinceszet, więc i szczęście neofity ogromne. Choć gdybym wybierał wino po etykiecie (kiczowate serducho), to w życiu bym się na nie nie zdecydował. Ale może o to w tym markjetingu chodzi… Róż z Cabernet Franc, Merlot i Kekfrankosa, w kolorze łososiowo-landrynkowym. Wysoki jak na rose alkohol (13.5 proc.) choć na szczęście go jednak nie czuć. Nos karmi truskawami w śmietanie, w ustach oddając fajną kwasowość, autentyczny malinowo truskawkowy owoc, zawieszając poprzeczkę pijalności na ekstremalnie wysokim poziomie. Nic, tylko krzyknąć – pijmy róż!

Képzeld El posiada bardzo fajny, przyjazny winofanom system zamawiania wina na kieliszki. Po pierwsze, zamówić można wszystko bez ograniczeń (chwalmy Pana!), po drugie, wybiera się całą butelkę, kieliszek (150 ml), jak i miarkę degustacyjną (50 ml). I co ważne, wszystko to w bardzo przystępnych cenach (już od 4 zł za najmniejszy kieliszek). Funkcjonuje również jako sklep (take away po odpowiednim rabacie).

Doblo Wine Bar (Dob u. 20, Budapeszt) 
Doblo Wine bar reklamuje się, jako najpiękniejsza pijalnia wina w Budapeszcie i rozglądając się po wnętrzach przybytku, trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Ściany i sufit z designerskich, celowo przykurzonych czasem cegieł. Na nich ekstrawaganckie obrazy przeplatane klimatycznymi rekwizytami. A to urwana noga na szpilce od kobiecego manekina, a to klimatyczna, wyglądająca jak z pchlego targu komoda. Do tego wygodne, antyczne fotele i krzesła z ciemnego drewna. Zresztą wszystko, co nie jest tu z cegły, jest z drewna. Tyle, jeśli chodzi o wystrój. A jak z resztą?

Doblo Wine Bar

Doblo znajduje się w swoistym budapesztańskim jądrze ciemności, czyli zagłębiu imprezowym stolicy. I tę lokalizację można odczuć w obsłudze, klienteli i cenach w karcie. W tym przyjemnym dla oka, ale mocno hipsterskim miejscu, serwis jest dużo bardziej anonimowy, nie ma okazji, żeby porozmawiać z kelnerem dłużej o winie, a sytuacja w, której podchodzi on do twojego stolika i widząc niedokończony kieliszek bez pytania chce go zabrać – jest dość znamienna i stawia kropkę nad i, czy może bardziej pytajnik przy tym miejscu niewolnym od sprzeczności. Bo z jednej strony to, o czym wspominam, a z drugiej znakomita karta win. Dużo więcej gwiazd, wschodzących i obecnych, niż w Képzeld El, dużo mniejszy ból głowy, co do wyboru odpowiedniej etykiety.

I tak kierowany ładną, ascetyczną nalepką oraz prestiżem tokajskiej wioski, wybrałem Tallya Tokaji Furmint 2013 i był to strzał w dziesiątkę. Choć etykieta woła, że to Furmint to jest on tu z małą domieszką Harslevelu. W nosie suszone morele, białe kwiaty i dojrzałe jabłko. Zmysłowa, owocowo-dojrzała szata pełna rozkosznego morelowego miąższu, ze słonym, tłustym posmakiem, sporym ekstraktem i średnią kwasowością. Pyszności. Drugi wybór, kto wie czy nie lepszy, to Pastor Pince Rose 2016. Czyli Szekszard, czyli czysty Kekfrankos z garażowej winiarni. I tu zgadzam się w pełni z Michałem. To prawdopodobnie najlepsza róż, jaką piłem dotąd na Węgrzech. W barwie sok z rabarbaru, w nucie mieszanka truskawek i poziomek. Smak świeży, o kwaskowatym owocu, idący w kierunku sytego ciała. Zaskakująco długa, fajna, wibrująca końcówka. Piłbym kartonami.

W Doblo, jak więc widzicie, losowy wybór flaszek na ogromny plus, wyraźny minus to jednak wysokie ceny (od 12,50 zł) i możliwość zamawiania tylko butelki, albo dużego kieliszka (150 ml). Można brać flaszkę na wynos, wtedy zapłacimy minus 20 procent.

VinoPiano- Borbár (Tűzoltó u. 22, Budapeszt)
Dla przeciwwagi wieczorne odkrycie piątkowej nocy, VinoPiano- Borbár, to wine bar, który swoim wystrojem nie obiecuje zbyt wiele. Usytuowany jak winiarska piwnica w podziemiach, do której schodzi się po schodkach (choć jest i widne dzięki oknom pięterko) z prostym, oszczędnym wystrojem wnętrz, niewyszukanymi drewnianymi stołami i krzesłami, butelkami stojącymi i leżącymi w skrzynkach na warzywa. Wygląda wręcz trochę, jak magazyn butelek, a odróżnia się od niego tym, że ma bar z prawdziwego zdarzenia. Ale po raz kolejny stwierdzam – nie oceniaj książki po okładce. Jaką tu mają kartę win! Mniejsi, raczej nie mainstreamowi producenci, ale za to jacy! Lenkey Pinceszet, Somloi Apatsagi Pince, Bencze… Przegląd przez Badacsony, Pecs, Etyek-Buda, Eger, Matrę, Bukk, Tokaj, Somló, Sag-hegy, Villany, Szekszard i Sopron. Dzieje się w tej karcie, oj dzieje, działo się i w moim, i w Michała kieliszku. Z mnogości pysznych, spróbowanych tego wieczora w VinoPiano win, wybrałem z konieczności tylko trzy.

VinoPiano- Borbár

Denes Hegybirtok Olaszrizling 2011 to wino od polecanego mi przez Zoltana Balogha (z Somloi Apatsagi Pinceszet) producenta z szeroko rozumianego regionu Nagy Somloi. Sag-hegy, podobnie jak jej słynniejsza siostra z Somló – to góra wulkaniczna. Na niej winorośl uprawia najsłynniejszy tamtejszy producent Denes. Jego Olasz ma w sobie wszystko to, co wina z tego szczepu z ziem bazaltowych. Dużo nut dymnych, przejrzałej pigwy, wędzonej brzoskwini. Przy tym świetna kwasowość trzymająca tę owocową konstelację w ryzach. Obzidian Bormanufaktura Furmint 2014 czyli butikowy, jak na Tokaj producent, w którego półwytrawnym winie odkryliśmy zatrzęsienie aromatów. Brzoskwinie, morele, mirabelki, kwiat bzu, miód lipowy… I to chyba jeszcze nie koniec. Piękny balans w ustach, szczodry brzoskwiniowy owoc, złożona struktura, rześka kwasowość. Pić nie umierać. Ostatni z wybrańców – Lenkey 5 puttonyos Aszu 2003 – to już zmiana rejestrów. Bursztynowy kolor. Nuty likierowo-nektarowe z intensywnym niuchem miodu gryczanego i suszonej moreli. Usta słodkie, szczodre, gryczano-miodowe z wyczuwalną nutą utlenienia. Finisz z charakterystyczną końcówką od kandyzowanych owoców.

VinoPiano- Borbár to wine bar ze wszech miar godny polecenia. Wino na butelki, kieliszki i miarkę degustacyjną. Możliwość kupienia (po odpowiednim rabacie) na wynos. Bardzo uczciwe, żeby nie powiedzieć, że mega niskie ceny (od 2 zł!). Fantastyczna karta win (w tym pomarańczowe) i niezobowiązujący klimat. W piątek wieczór wypełniony po ostatnie miejsce (można spotkać i znanych winiarzy). Przypadek?

Palack Borbár (Szent Gellért tér 3, Budapeszt)
Położony po lewej stronie Dunaju, pod wzgórzem Gellerta, Palack, to wine i tapas bar oraz kafejka w jednym. Można, więc i coś przegryźć, można napić się kawy, ale umówmy się, nie po to z kolegą Michałem wtargnęliśmy tu sobotnim wczesnym popołudniem. Nasz radar – ponownie – nastawiony był na wino. Co do wystroju… Jest dość konserwatywnie. Na ścianach białe cegły lub ściany, wysokie do sufitu drewniane regały z butelkami i klasyczny bar z dużą ilością profesjonalnego, skrzętnie wyszorowanego szkła. Za jedną z ekstrawagancji można tu ewentualnie uznać neonowo diodowy napis z nazwą przybytku w sali w głębi. Ekstra punkty należą się za… oznaczenie toalet. Wierzcie mi jeszcze nigdy w ikonografice krocze damskie i męskie nie było tak winne jak tu. Przejdźmy jednak do wina właśnie.

Palack Borbár

Moje dwa wybory nie były może tak wystrzałowe, jak wieczór wcześniej, ale w gruncie rzeczy dały radę. Ferdinánd Pincészet Padihegy Furmint 2013, czyli całkiem nowy producent z Mád. W nosie suszone morele, polne zioła, skórka z jabłek i dużo kamiennej mineralności. W smaku spora koncentracja, nuta utlenienia. Koniec końców mało owocu, za to masa ściągającej kwasowości pokrytej mineralną kołdrą. Gál Szőlőbirtok és Pincészet Rose 2016 to ciekawostka, bo to moje jedno z pierwszych win z największego, a dotąd mi nieznanego regionu Kunság położonego wokoło Budapesztu. Region nie słynie może z najlepszych win w kraju, ale z pewnością ma wiele do zaoferowania, o czym może świadczyć choćby ta prosta (ale nie prostacka) etykieta. Róż z Kekfrankosa. W nosie bez zaskoczeń – poziomki pod rękę z truskawkami. W smaku intensywnie rześki owoc i sporo kwasu. Choć krótkie to i prościutkie, to chciałoby się mieć takiego tarasowca na co dzień w domu.

Palack budzi zaufanie długą, nieprzypadkową listą win (sporo też spoza Węgier). Mamy tu uznanych producentów, gwiazdy oraz mniej znanych, o których za niedługo mówiło się będzie więcej. Jeśli dorzucimy do tego bardzo przyjazną i kompetentną obsługę, to mamy prawie pełną satysfakcję. Na minus zaliczam ceny, które oscylują w stanach średnich (od 8 zł). Ale przynajmniej można zamawiać na duże i małe kieliszki.

DiVino Borbár Bazilika (Szent István tér 3, Budapeszt)
Miejscem nieco innej kategorii, jest mieszczący się w centralnym punkcie turystycznym miasta, przy pięknej Bazylice Św. Stefana – DiVino Borbár Bazilika. Bogata i długa lista węgierskich win (od Badacsony po Villany) wypisana na czarno-białych ścianach. Flaszki podpisane i podzielone według imion i nazwisk winiarzy (co ma podkreślić autorski wymiar producentów, jak i autorską selekcję lokalu), która – to prawda – jest wyśmienita. Wszystko tu się niby zgadza. Bo i jest obsługa stająca na wysokości zadania i przyjemny wine barowy wystrój z nagromadzeniem luster (kobitki, jest się gdzie przeglądać), ścianami z drewnianych paneli i marmurowym barem. A jednak coś tu uwiera. Może to ten zbyt nowobogacki charakter miejsca, może za wysokie ceny (w kontekście uczciwego pricingu w węgierskich sklepach), a może coś jeszcze…

DiVino Borbár Bazilika

W DiVino sprawdziłem dwie pozycje z karty i przyznać muszę, że faktycznie nie trzymają tu rzeczy przypadkowych. Erzsébet Pince Estate Furmint 2015, to flaszka, którą próbowałem już na degustacji tokajskiej w Warszawie, ale wtedy nie mieliśmy dla siebie dnia. Może to jej urok, a może to Budapeszt sprawił, że tym razem ten brzoskwiniowo-cytrusowy Furmint z zapamiętywalnym ziołowym niuchem – miał swój dzień. W smaku spięty fajną kwasowością, rześki, o seksownym (tak, to to słowo) jabłkowym owocu. Fason trzymał – choć na niższym poziomie satysfakcji – szekszardzki Heimann Birtokbor 2014. Ten blend Cabernet franc, Merlot, Kekfrankosa i Syrah w nosie oferował mieszankę jeżyn i czarnych owoców, w smaku miał jednak trochę zbyt wypolerowaną taninę i owoc przyduszony zbytnio beczką (20 miesięcy). Średnia kwasowość nie wystawała, bo przysłonięta została rozgrzewającym akcentem dojrzałych, trochę zbyt przegotowanych owoców. Producent, więc zacny, ale jednak małe rozczarowanie.

Niemałym, o czym wspomnę raz jeszcze, rozczarowaniem był jednak wysoki rachunek za dwa kieliszki (tylko dwa warianty do wyboru: butelka lub 150 ml). W sumie, więc: ładna, atrakcyjna lokalizacja, estetyczne, przeszklone i widne miejsce, miła obsługa, ale z frycowym ktoś tu przesadził. Reasumując: jak nie zaprząta wam głowy liczenie srebrników, to walcie śmiało, jeśli jest inaczej – omijajcie. Bar funkcjonuje także jako sklep. Ze strachu, cen na półkach nie sprawdzałem.

Kadarka Bár (Király u. 42, Budapeszt)
Ostatnim punktem naszej winnej wędrówki był zachwalany przez Michała, położony jak Doblo, w centrum jądra rozrywkowej ciemności miasta – Kadarka Bár. Bar nieprzypadkowy, bo uznany na tegorocznym VinCe za najlepszy wine bar stolicy Węgier. Z zewnątrz i wewnątrz nie budzi może wrażenia. Drewniane, kolorowe krzesła i stoliki, ścianka ze stojakami poziomymi na wino. Ot bor barowy standard. Karta wynagrodzi wam jednak wszystko. Czego tu nie ma?! Blisko 130 pozycji od węgierskiego sasa do lasa. Zsirai, Bencze, Kolonics, Lenkey, Szarka, József Simon, Pastor, Tóth, Fekete, Kreinbacher. Plejada gwiazd (mniejszych i większych) nie ma końca. A co ważne, karta zmienia się ponoć dość często. Istnieje możliwość zamówienia małego (70 ml) i średniego (150 ml) kieliszka oraz oczywiście butelki. Ceny bajecznie uczciwe, zaczynające się już od 4 zł za kieliszek.

Kadarka Bár

Pierwsze próbowane tu wino rozłożyło mnie na łopatki. Szászi Pince Kéknyelű 2014 z Badacsony, to prawdziwy Houdini aromatów. W nosie masa czerwonych grejpfrutów, mandarynek i rodzynkowego nektaru. Usta o pięknym owocu i charakternej kwasowości. Gdyby wydłużyć, choć trochę finisz, składałbym pokłony. Kolejna butelka znad Balatonu Borbély Családi Pincészet Badacsonyi Szürkebarát Selection 2015, to nierzadko deprecjonowane, znane wszem i wobec Pinot Gris. Tu w powulkanicznym Badacsony znalazło sobie świetne miejsce. W zapachu uśmiecha się pigwą i dojrzałymi, żółtymi jabłkami. W smaku nuty dymne, dojrzały owoc pigwy, czy wręcz jej miąższ, fajna kwasowość i niezła równowaga. Chcę się pić.

Te dwie, bardzo smakowite flaszki były jednak tylko (jak się miało okazać) wstępem do hitu wieczoru, którym nieoczekiwanie okazało się (pomijane przez nas z premedytacją) czerwone wino. No, bo jak to w barze o nazwie Kadarka nie napić się Kadarki? – zapytałem Michała. Jak postanowili, tak zrobili. Szybka selekcja z kilku pozycji, złożenie zamówienia i na naszym stole ukazał się Balla Géza Sziklabor Kadarka Menes 2013 z zachodniej Rumunii. W zapachu czysty, autentyczny aromat maliny, pestki wiśni i owocu granatu. Pięknie ściągająca tanina, rasowa kwasowość, rozkoszny malinowo-wiśniowy owoc oraz inne dojrzałe czerwone aromaty. W tle zdecydowana nuta mineralności, kamienia posypanego czarną ziemią, ciemnych kwiatów i przypraw. Cudowna równowaga w kieliszku, a przy tym pomimo tak ogromnego potencjału budowa wciąż lekka i zwiewna. Klasa i nokaut. Najlepsza Kadarka, jaką piłem w życiu.

Kadarka Bár to, zatem rewelacyjna selekcja węgierskich flaszek, świetna, znająca się na rzeczy obsługa. To także sklep, z którego można wyjść z butelkami w bardzo niskich (jak na wine bar) cenach. Jednym słowem – warto.

Węgry to wino, wino to Węgry. Trudno nad Dunajem uwolnić się od tej prawdy. Polecam sprawdzić samemu.

Do Budapesztu podróżowałem za swoje. Z Michałem wędrowaliśmy i piliśmy na koszt własny.

Reklamy

3 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s