KLIENT. Iluminacja

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że sztuka to piękne kłamstwo, choć jest to kłamstwo w poszukiwaniu prawdy. „Klient” Asghara Farhadi idzie jeszcze dalej. Jest jak iluminacja ludzkiej natury, jak drogowskaz moralny na przyszłość.

Małżeństwo aktorów Emad (Shahab Hosseini) i Rana (Taraneh Alidoosti) w wyniku zawalenia się ich domu mieszkalnego zostaje zmuszone do nagłej przeprowadzki. Pomocy udziela im kolega z teatru, dzięki któremu wprowadzają się do tymczasowego mieszkania, które – jak się okaże – było kiedyś zamieszkane przez prostytutkę. To, co się wkrótce tu wydarzy, wystawi ich relację na niemałą próbę…

Asghar Farhadi rozpoczyna swój film jak Hitchcock, od trzęsienia ziemi. Z Hitchcockiem łączy go też świetna umiejętność prowadzenia narracji i gubienia dramaturgicznych tropów. W „Kliencie”, podobnie jak w poprzednich filmach, pod przykrywką scenek z życia klasy średniej skrywa się kryzys męskości podkreślony tu jeszcze komentarzem intertekstualnym (bohaterowie wystawiają w teatrze amerykański klasyk „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera z tymże kryzysem w tle).

Wybuch ten to niewyjaśniony prawie do końca filmu incydent z mieszkania Emada i Rany. Ona, czekając wieczorem na męża, otwiera dzwoniący domofon nie sprawdzając czy to on. W następnej scenie widzimy ją już w szpitalu z zakrwawioną twarzą sugerującą, że wydarzyło się nieszczęście i, że… prawdopodobnie została zgwałcona. Film to z jednej strony próba odkrycia prawdy poprzez karkołomne śledztwo Emada, z drugiej świadomość, że jej szukanie może się dla małżeństwa zakończyć jego końcem. Choć w miarę szybko dowiadujemy się, ze to fałszywy alarm to i tak napięcie między bohaterami wzrasta.

Bezradny Emad przechodzi trzy fazy: szoku, bierności i agresji. Dla przeciwwagi Rena ewoluuje od złości poprzez wyparcie, aż do wybaczenia. Zniuansowana gra aktorskiego duetu sprawia, że małżeńską relację w obliczu nieszczęścia oglądamy jak pokaz jazdy figurowej na lodzie, gdzie każdy niewłaściwy ruch, niewyczucie tempa, czy fałszywy gest może obniżyć ich szansę na ostateczne zwycięstwo. Zwycięstwo z własnymi demonami.

Zostawieni samym sobie Emad i Rana muszą na powrót odnaleźć wspólnie wyznawany kodeks wartości, do których zaliczyć trzeba sztukę wybaczania. Zostawieni samym sobie widzowie obserwują z kolei mieszczański dramat rozdmuchany do rozmiarów antycznej tragedii. Czy taka metoda gry w prawdę – fałsz przynosi efekt? Finałowe olśnienie mocno, by to sugerowało. **** (4/6)

KLIENT (Forushande) reż. Asghar Farhadi. Francja, Iran. 2016.

Tak, jak Emad, bohater „Klienta” poszukuje zawzięcie prawdy, tak wino, które proponuję do seansu jest tej prawdy – o ziemi i tradycyjnej, gruzińskiej metodzie produkcji – kwintesencją. Stąd wybór. Choć przyznaję, że to nie jedyny powód. No bo jak tu dobrać coś do kina irańskiego, gdzie po prawdzie alkoholu powszechnie się nie spożywa? Z tego zadania wychodzę, więc obronną ręką, stawiając na Gruzję. Przecież bliżej stąd do Teheranu , niż choćby z Rzymu…

Gotsa Family Wines Tsitska 2014 (Lipowa 6F/Krakó Slow Wines, 116 zł) to geograficznie zachodnia Gruzja, region Imereti. Flaszka mieni się pełną gębą jako wino pomarańczowe, powstałe tradycyjną metodą w gruzińskim kwewri, czyli glinianej amforze. A do tego jeszcze niefiltrowane no i z oryginalnego, i mniej popularnego (niż rkatsiteli) białego autochtonicznego szczepu tsitska. Nie muszę chyba dodawać, że wyrób to w pełni organiczny. A jak w kieliszku?

Tsitska wita się mętną konsystencją, którą mogę porównać do niefiltrowanego soku jabłkowego, kolorystycznie przechodzącego w rejony bladego łososia. W nosie feeria barw. Częstuję on skórką pomarańczy, niedojrzałymi kwaskowatymi śliwkami i subtelną nutą białych kwiatów. W smaku kwaskowate żółte śliwki, solidna tanina, ale przy tym sporo kultury, ogłady i dużo elegancji jak na kwewrowe, niefiltrowane wino. Piłbym ponownie. ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu – materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

One comment

  1. Wina gruzińskie odzwierciedlają moim zdaniem cały charakter tego kraju i kultury. Są pyszne, zaskakujące, niektóre rześkie i lekko kwaskowate. Idealne na lato.
    Miałam okazję odwiedzić polską winnice Avra, ale z chęcią zajrzałabym do tych zagranicznych również.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s