Majówka w Tarcal wciąż czaruje

Folder Czarującej Majówki nareszcie po polsku. © Piotr Wdowiak

Trudno, uderzę z grubej rury. Są miejsca, gdzie zatrzymuje się czas, triumfy święci sielski nastrój, dobre wino i jedzenie, a świat wokoło staje się po prostu lepszy. Dla mnie jedną z takich arkadii jest trwający od soboty do poniedziałku festiwal Czarująca Majówka w Tarcal. W tym roku odbył się po raz drugi, a ja miałem ponownie przyjemność w nim uczestniczyć.

Festiwal odbywa się na przełomie kwietnia i maja i jego termin jest nieprzypadkowy. Po pierwsze, według niektórych, to wtedy odbywa się sabat czarownic, po drugie, w tradycji węgierskiej, w noc z 30 kwietnia na 1 maja chłopcy umieszczali umajone wstążkami drzewko u wrót zagrody wybranej dziewczyny i tak wyrażali do niej swoje uczucia. Stąd program Czarującej Majówki nawiązuje do przesądów i zwyczai ludowych (płodności, kobiecości, piękna) ale pośród nich najważniejsze miejsce zajmuje oczywiście wino.

Umajone wstążkami Tarcal to już tradycja festiwalu. © Piotr Wdowiak

Podczas drugiej edycji oprócz znanych z 2016 r. atrakcji organizatorzy postanowili zadbać o nowych gości i dostarczyć im nowych emocji. I bardzo dobrze. Nic tak korzystnie nie wpływa, szczególnie na młode imprezy, jak lekkie odświeżenie formuły. I tak, w tym roku z dwóch miejsc (Majoros Birtok i Gróf Degenfeld) można się było przelecieć balonem lub przynajmniej wzbić w powietrze i podziwiać widoki Tarcal z kieliszkiem tutejszego furminta w ręku. Fajny pomysł, do powtórzenia.

To, na czym jednak festiwal Czarująca Majówka w Tarcal się zasadza, to komentowane degustacje. Bezdyskusyjnie jest to najmocniejszy punkt całego programu. I w tym roku nie było, na co narzekać. Choć z logistycznych powodów nie mogłem uczestniczyć w spotkaniu czterech kobiet, robiących wino w sześciu regionach winiarskich, to wiem z relacji, że Kata Zsirai, Katalin Drabant, Enikő Luka i Vivien Újvári zauroczyły publiczność swoją osobowością oraz doskonałymi winami. Warto przypomnieć, że kobiecość i czary to motywy przewodnie festiwalu. Trudno się, więc dziwić, że drugi rok z rzędu, to właśnie im oddaje się głos.

Uczestniczyłem za to w dogrywce degustacji win serbskich – spotkaniu z Oszkarem Maurerem, winiarzem z Szeremseg w Serbii. Z samego spotkania najbardziej zapamiętałem smak wina o wdzięcznej nazwie Maurer Ürmösbor 2015, czyli wzmacnianego pinot noir o charakterystyce likieru z ziołami śródziemnomorskimi, przywołującego na myśl klasztorne lecznicze nalewki.

Komentowana degustacja tokajskich szampanów – dużo dobra! © Piotr Wdowiak

Ale nie czarujmy się, zęby ostrzyłem sobie szczególnie na komentowaną degustację tokajskich szampanów – win musujących robionych metodą tradycyjną głównie z furminta (choć znalazły się i cuvee oraz czyste hárslevelű). Spotkanie ze swadą poprowadził Gergely Somogyi (Tokaj Today), a gości miał niezwykle zacnych, gwiazdy można by rzec, bo winiarzy z: Tokaj Nobilis, Gróf Degenfeld, Myrtus Pince, Kern Pinceszet oraz Kikelet Pince. Z dziewięciu prezentowanych musiaków na szczególne pochwały zasługują cztery. Gróf Degenfeld Extra Brut 2011, to bąble, którym pozwolono dojrzeć i to wyraźnie czuć w smaku i aromatach. Miało nęcące nuty drożdżowe, sporo dojrzałego jabłka, zachwycało finezją i ładną równowagą. Patricius Pezsgő Brut Nature 2014 (cuvee furmintu, hárslevelű i żółtego muszkatu) miało zdecydowane aromaty cytrusowe, ze wskazaniem na grejpfruta. Było przyjemnie orzeźwiające i cierpkie w finiszu. Barta Pince Pezsgő Brut 2011 to swoisty eksperyment (wino nieprzeznaczone na sprzedaż), który pokazał, że winiarnia powinna mocno się zastanowić nad tym, czy nie zaprezentować światu swoich musiaków. Bąble z Mád były złożone, strukturalne z jednej strony, z drugiej czarowały pięknym jabłkowo-cytrusowym hedonistycznym owocem i nutami chlebowej skórki.

Śpiewna prezentacja i degustacja wina z Tarcal. © Piotr Wdowiak

Dużo cmokania było też w trakcie uroczystej prezentacji i degustacji wina z Tarcal, o którym za chwilę. W galerii dziesięciu tarcalskich win najjaśniej błyszczały dwie butelki. Pierwsza z nich, Basilicus Furmint Mestervölgy 2015 z winiarni, której – przyznaję – dotąd nie doceniałem (bo duża, bo 55 hektarów, bo posiada około 10% wszystkich upraw jakie znajdują się w Tarcal), zburzyła stereotyp na temat producenta wzniesiony w mojej głowie. Mestervölgy pokazało charakter lessowego terroir, choć co warto podkreślić, jego warstwy w Tarcal są różnej grubości, więc korzenie winorośli bardzo często sięgają do skał (m.in. andezyt, piroksen), znajdujących się pod lessem. Efekt widać potem w kieliszku, na przykład z takim Basilicusem. Samo wino zachwyciło szorstką strukturą, cytrusowym owocem, drapieżną kwasowością i tym niesamowitym mineralno-słonym sznytem. Na przeciwnym biegunie leżało Kern Pinceszet Harslevelu 2015 – pełne dojrzałego owocu brzoskwini, podkreślone beczkowym, nieco maślanym charakterem. Przy następnej wizycie w Tarcal muszę odwiedzić tę winiarnię!

Pierwsze koty za płoty – Wino z Tarcal. © Piotr Wdowiak

Na koniec prezentacji tarcalskich smakołyków (prosto z krzaka), wzięliśmy udział w przedpremierowym pokazie pierwszej edycji wina „Tarcal”, które ma promować miejscowe terroir. Efekt kooperatywy wielu miejscowych winiarzy (członków tarcalskiego stowarzyszenia) powstał jako wytrawna mieszanka z furmintu i hárslevelű z rocznika 2016. Wino przygotowane na kilka dni przed festiwalem, nie było oczywiście gotowe, wciąż na przykład było jeszcze przed filtracją. Zaprezentowany efekt był jednak obiecujący. Było bardzo owocowe, pełne jabłek, gruszek, białych owoców, a przy tym nie nudziło, trzymane w ryzach twardą kwasowością. Mi ta niefiltrowana estetyka bardzo podeszła. Kto wie, może lepiej zostawić je w takiej formie? Spróbować możecie je sami, w najbliższe wakacje będzie do kupienia w tarcalskich winiarniach.

Ale Czarująca Majówka, to nie tylko wina, a przynajmniej nie te dosłownie pite z kieliszka. Program kulturalno-edukacyjny skrojony był w tym roku interesująco i nieprzypadkowo. Warto było wybrać się choćby na wykład „Only in Poland are Hungarian wines valued property”. W jego trakcie, znany wam skądinąd Gabriel Kurczewski z Blisko Tokaju, frapująco omówił znaczenie, jakie wina węgierskie zdobyły w minionych stuleciach w Polsce. Zgodnie z tematem wykładu przekonywał, że tylko w Polsce wina węgierskie są należycie doceniane. Spotkanie odbyło się w miejscowym ośrodku kultury (6 Puttonyos Borfalu), chyba po raz pierwszy udostępnionym na czas festiwalu.

– Tylko w Polsce wina węgierskie są należycie doceniane – przekonuje Gabriel Kurczewski, Blisko Tokaju. © Piotr Wdowiak

Bogato było też od strony muzycznej. Dwa dni pod rząd, energiczne, folkowo-rockowe koncerty dał zaimportowany znad Wisły – Kraków Street Band. Wspomnienie wykonanego z przytupem „Ring of fire” Johnny’ego Casha, podczas rozpalania ogniska w Kikelet Pince, zostanie w mojej pamięci na długo.

Tradycyjnie, świetnie z grilla można było zjeść u nieocenionej Stephanie Berecz w Kikelet Pince. Nie wspomnę już nawet o kolejnej degustacji jej win, bo to zawsze przeżycie z gatunku „jak ja kocham ten Tokaj”. Nie zawiodło mnie też poniedziałkowe śniadanie ze smakołykami od lokalnych wytwórców – mięsiwami, serami i przetworami z owoców. Prosto, bez chemii, z najlepszych produktów, po prostu pysznie.

Ktoś chętny na przelot balonem nad Tarcal? © Piotr Wdowiak

Z morza atrakcji, żałuję tylko, że w tym roku nie mogliśmy uczestniczyć w przechadzce po winnicach z piknikiem, której ponownie przewodził Zsolt Berecz z Kikelet. To jedno z najfajniejszych wydarzeń majówki w Tarcal. Alibi mieliśmy jednak mocne – wzywało nas Mád. O czym w jednym z kolejnych wpisów.

Na koniec, warto nadmienić, że to bardzo miłe, iż organizatorzy festiwalu nie zapominają o gościach z Polski. W naszym języku przygotowano festiwalowe ulotki, na język polski tłumaczono najważniejsze wydarzenia, jak degustacje komentowane, był polski akcent historyczny i muzyczny. Nie jest więc przypadkiem, że jednym z głównych partnerów festiwalu został Instytut Polski w Budapeszcie.

Tarcal, aż się prosi o to, by je odwiedzać. Ta piękna miejscowość „przylepiona” do wzgórza tokajskiego ma wiele do zaoferowania. Po co, więc czekać? Jedźcie tam już w te wakacje.

Festiwal w obrazkach – tutaj.

Do Tokaju podróżowałem na koszt własny. Zwiedzałem i degustowałem na zaproszenie organizatora – Tarcalskiego Stowarzyszenia Kulturalnego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s