„Dunkierka” i Joseph Drouhin Cote de Nuits-Villages

Blockbuster z ambicjami, jak określa się „Dunkierkę”, to wojenne studium bezbrzeżnego strachu. Spotęgowane potrójną perspektywą, industrialnym dźwiękiem i wgniatającymi w fotel zdjęciami. Christopher Nolan wie, jak robić epickie kino i robi to z głową.

Dla fanów historii II Wojny Światowej film nie opowiada zapewne niczego nowego, ale nawet jeśli dobrze zna się z kart książek meandry militarne tego wydarzenia, to nie sposób odmówić Brytyjczykowi fantazji, z jaką przedstawia „Operację Dynamo”. Jest maj 1940 roku, jesteśmy na plaży we francuskiej Dunkierce. Nad Morze Północne naziści spychają wojska brytyjskie, francuskie i belgijskie. Nolan opowiada o fragmencie udanej próby ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego oraz części wojsk sprzymierzeńców z plaż Dunkierki do Wielkiej Brytanii. I tu (nie da się inaczej) trochę historii.

O niezwykłości akcji świadczy to, że w krótkim czasie po brytyjskiej stronie kanału La Manche zmobilizowały się setki cywilów, którzy ruszyli prywatnymi łodziami na ratunek żołnierzom. W akcji ewakuacyjnej wzięło udział przynajmniej 800 jednostek pływających, z czego Niemcy zatopili ponad 200. Brytyjczycy ponieśli duże straty w ludziach (11 tys. zabitych, 40 tys. wziętych do niewoli) jednak dużo więcej stracili w wyposażeniu, gdyż na francuskich plażach pozostawiono prawie całość ciężkiego sprzętu, w tym 84 427 pojazdów, 2472 działa i 657 tys. ton amunicji i sprzętu. Wielkie straty poniosły też siły powietrzne RAF – Niemcy zestrzelili 107 samolotów brytyjskich, a 86 wyszkolonych pilotów samolotów myśliwskich zginęło lub dostało się do niewoli. Przyznacie, że patrząc na te statystyki ponad 330 tys. ewakuowanych nie robi wrażenia. „Operacja Dynamo” uważana jest jednak przez historyków za – jakkolwiek, by to nie brzmiało – zwycięską ucieczkę.

Film z oczywistych względów nie ma głównego wybijającego się bohatera. Bohaterem są masy piętrzących się na plaży i łodziach żołnierzy. Nolan jako wprawiony profesor kina akcji wiedział, że ogrom śmierci przypadający w Dunkierce na metr kwadratowy był na tyle przytłaczający i przerażający, że najlepszą decyzją będzie odejście od dosłowności i przesadnego epatowania przemocą. Nie pomylił się. Dużo większe wrażenie od scen zabijania robi tu wszechogarniający strach. Co więcej, to strach jest głównym bohaterem filmu. Dramat wojny rozgrywa się w głowach żołnierzy – przerażonych, stłamszonych zagrożeniem, zmuszonych do działania w imię najniższych pobudek. W ich myślach rozgrywa się ta druga, kto wie czy nie właściwa wojna.

Studium strachu reżyser pokazuje z 3 perspektyw: żołnierzy skotłowanych na plażach Dunkierki, prywatnej łodzi ratunkowej płynącej z Dover oraz pilotów myśliwców RAF. Zapętlenie czasowe i przenikanie się trzech planów wprawia tę opowieść w rytm transu. Szaleństwo wojny staje się naszym udziałem, a świadomość, że jedno zdarzenie zależy od drugiego wwierca się w nasza głowę.

Nolanowi w osiągnięciu tak sugestywnej wizji wojny pomaga odpowiedzialny za zdjęcia Hoyte Van Hoytema oraz niezawodzący muzycznie Hans Zimmer. Zdjęcia, niezwykle dynamiczne, utrzymane w szarawej piaskowo-seledynowo-niebieskiej tonacji są pełne rozmachu i świadomości epickości obrazu. Kiedy trzeba są precyzyjne, kiedy trzeba trzymają się formalnej dyscypliny. Muzyka, która może zaskoczyć pamiętających ścieżki dźwiękowe do „Incepcji” czy „Batmana”, odgrywa tu oddzielną i niemałą rolę. Pierwsze skojarzenie to industrialne, żelaziste dźwięki. Pełno w nich rzężenia, głuchego basu i ostrych, pulsujących dźwiękowych cięć. Zimmer dodaje w zestawie przytłaczający nastrój osaczenia i duszności, z którego nie potrafią wyrwać się żołnierze, jak i widzowie.

W filmie z ust generała marynarki wojennej pada stwierdzenie: Praktycznie go stąd widać. Na pytanie – co, odpowiada: Dom. Trudno uwolnić się od myśli, że to właśnie mityczny dom brytyjscy żołnierze chowają czule w swoich głowach i oprócz odbierającego dech strachu to on prowadzi ich w tym szaleństwie jako imperatyw powrotu do żon, dziewczyn i dzieci. Reżyser wyraźnie zaznacza, że po udanej ewakuacji wielu z nich czuło się jak tchórze, uciekinierzy z pola walki, choć Brytyjczycy mieli na to inny pogląd. Siła i sugestywność obrazu sprawia jednak, że nawet sceny powrotu do własnych miasteczek wydają się wciąż elementem ich wewnętrznej walki. W myślach wielu z nich dalej pozostało na plażach Dunkierki. Dla niektórych wojna nigdy się nie skończy. ***** (5/6)

DUNKIERKA (Dunkirk) reż. Christopher Nolan. Francja, Holandia, USA, Wielka Brytania. 2017.

Oglądając „Dunkierkę” zastanawiałem się, jakim trunkiem Brytyjczycy uczciliby szczęśliwy powrót swoich synów na Wyspy. Piwem? Nie. Kieliszeczkiem porto? Może. Mam jednak przeczucie graniczące z pewnością, że podświadomie podziękowaliby swoim sprzymierzeńcom, z którymi od dawna prowadzą historyczne już utarczki – Francuzom. Taką wdzięczność okazać by mogli chyba tylko kieliszkiem dobrej klasy burgunda. I choć wiem, że do filmu gdzie pociski z myśliwców i łodzi podwodnych latają w te i wewte, kieliszek wina to rzecz lekko karkołomna (uważajcie, żeby nie wychlapać!) to czuję, że kilka łyków pinot noir od Josepha Drouhina może wam tylko wyjść na zdrowie.

Sam producent – Maison Joseph Drouhin – to w Burgundii instytucja i jeden z największych négociants. Ten francuski termin określa winiarnię, która skupuje grona od mniejszych producentów i wytwórców, i sprzedaje wina pod własną nazwą. Etykiety Drouhina są eleganckie, smukłe, o delikatnie zarysowanym ciele, więc dla fanów winnych osiłków trzeba by było znaleźć inny adres.

© Piotr Wdowiak

Joseph Drouhin Côte de Nuits-Villages 2013 (w ofercie Centrum wina) to pinot noir ze znanej krainy burgundzkich winnic Côte de Nuits. Apelacja położona jest na południowy wschód od niemniej słynnego Chablis. Geologicznie mamy tu do czynienia z niezwykle skomplikowaną mieszanką – różne wapienie, gliny, brunatne ziemie. Côte de Nuits-Villages skąd pochodzi to wino to obok nieco niższej Bourgogne Hautes Côtes de Nuits coś pośrodku pomiędzy najniższą apelacją Bourgogne, a wyższymi apelacjami gminnymi.

Pinot w oku mieni się jasnym szklistym rubinem. Pachnie dojrzałą wiśnią i maliną. Pojawiają się też nuty sierści i grzybów. Pomimo czterech lat na karku wino jest niezwykle żywe, soczyście kwasowe (z nutą garbnikowej goryczki) i fajnie zharmonizowane. W posmaku aksamitne z wyraźnym owocem kwaskowatej wiśni. ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu – materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s