„Nasz najlepszy rok” i Jobard Bourgogne Blanc

W filmie Cédrica Klapischa życiowe problemy i rozterki trójki rodzeństwa filtrowane są humorem i spontanicznymi wybuchami śmiechu. Podobnie jak pociągające krajobrazy Burgundii, humor zdaje tu egzamin na piątkę.

Jak silnym imperatywem należy się kierować, ile trzeba mieć w sobie samozaparcia, żeby opuścić na lata skrawek ziemi, na którym się dorastało razem z rodzicami? Szczególnie, jeśli jest to skrawek tak mitycznego i emblematycznego krajobrazu, jak słynna winiarska Burgundia. Oglądając film Klapischa mamy okazję się o tym przekonać na przykładzie Jeana (Pio Marmaï) najstarszego z rodzeństwa, który wyjechał przed laty z rodzinnego domu, opuszczając ojcowiznę i zostawiając za sobą dzieciństwo, młodszą siostrę, brata oraz ojca z winnicą.

Kiedy na początku filmu na wieść o umierającym ojcu (a może nie tylko?) „syn marnotrawny” wraca do domu, na usta cisną się pytania, jak zdołał milczeć przez lata, jak mógł nie dawać znaku życia? Co lub kto, go do tego zmusiło? Nasze wątpliwości szybko zostają rozwiane. Dowiadujemy się, że winnicą zarządza obecnie siostra Juliette (Ana Girardot), wspomagana przez młodszego brata Jérémiego (François Civil), a Jean wyjechał z Francji w wyniku skomplikowanej relacji z ojcem.

Choć „Nasz najlepszy rok” nie wolny jest od łzawego sentymentalizmu i mielizn środkowo półkowego kina obyczajowego, to jego szczery i niewydumany przekaz ma w sobie sporo uroku i niewymuszonego naturalizmu. Jest trochę jak burgundzkie wino ze średniej półki. Z jednej strony potrafi zachwycić, z drugiej nie daje zapomnieć, że to tylko wino, tylko życie, w którym często popełniamy sporo niechcianych błędów.

Obraz Klapischa to sentymentalna i refleksyjna podróż do czasów dzieciństwa formującego naszą osobowość. W tym wypadku dzieciństwa spędzonego z rodzeństwem na francuskiej wsi w nieodłącznym towarzystwie wina i winorośli, pokrywających malowniczą Burgundię. To świadectwo duchowego pogodzenia się z rodzeństwem i ojcem, narysowane w ciepłych wiosenno-letnio-jesiennych barwach. Nieprzypadkowo film rozpoczyna kadr podzielony na cztery części z obrazkiem tego samego wycinka winnicy, pokazanego jak zmienia się na przestrzeni pór roku. Prosta, łopatologiczna wręcz metafora mówiąca, jak i my zmieniamy się wraz z upływem lat. Przekonująca, że czasem zmiany są po prostu konieczne.

Wraz z Jeanem (zostawił żonę i dziecko w Australii) spędzamy kilka winiarskich pór roku w Burgundii. Jesteśmy świadkami zawiązywania się pąków na winorośli, dojrzewania gron, zbiorów i wreszcie konsumpcji przefermentowanego soku z winogron, będącego efektem całorocznej, ciężkiej pracy na winnicy.

W tle historii o trójce rodzeństwa osadzony jest problem schedy po ojcu, który zostawił winnicę, zapisując ją po równo każdemu z dzieci z zastrzeżeniem, że każdą decyzję odnośnie ziemi muszą podejmować bezwzględnie razem. Temat spadku wybrany za oś dramaturgiczną jest de facto pretekstem do dwóch, mało nowatorskich, ale szczerze przedstawionych życiowych prawd. Nikt nie skrzywdzi cię tak, jak najbliższa rodzina, ale też mało jest miłości silniejszej, niż ta braterska. Żadna ziemia, żaden dom nie zastąpi ci tego idyllicznego świata z czasów dzieciństwa. Do żadnego innego nie będziesz tak bardzo przywiązany i za żadnym nie będziesz tak tęsknił. Jeśli nawet to trochę tanie i zbyt sentymentalne, to na koniec dnia wino i tak tonuje ten krytycyzm. **** (4/6)

NASZ NAJLEPSZY ROK (Ce qui nous lie) reż. Cédric Klapisch. Francja. 2017.

Nie wychwyciłem tego w kinie, natomiast uprzejmie mi doniesiono, że burgundzka winnica uprawiana przez bohaterów filmu znajduje się w okolicach, bądź w apelacji Meursault. Wybór wina nie mógł być, więc inny. Padło na Meursault (wielką apelację dla win białych) z okręgu Côte de Beaune właśnie.

Domaine Antoine Jobard to jedno z bardziej znanych nazwisk w regionie. Większość tutejszych win starzonych jest w beczkach i spędza w piwnicy długi okres nad osadem. Co roku są winami z reguły najpóźniej wypuszczanymi na rynek.

Próbowane Domaine Antoine Jobard Bourgogne Blanc 2014 (cena na półce 98 zł) ma jasno-żółty kolor z zielonymi refleksami. Pachnie białymi owocami, jest tu też kwaśna, żółta śliwka, skórka z zielonego jabłka. W ustach wibrująca świeżość, z cytrusowym i wapienno-mineralnym akcentem w finiszu. Pokaźne umięśnione chardonnay o głębokiej, treściwej materii, tym bardziej zaskakującej, że przecież bez użycia beczki. Podstawowe wino producenta, a swoją równowagą i finezją już pokazuje potężny potencjał Meursault, jak i samego producenta. Do dostania w sklepie importera Winoblisko na warszawskiej Pradze i w restauracji Dyletanci. ***** (5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s