„Niemiłość” i Emiliana Novas Gran Reserva

Jak długo można trwać w miłosnym niespełnieniu? Jak odnaleźć się w świecie, gdzie po miłości zostają zgliszcza? Ciężar tych pytań mógł unieść tylko ktoś taki jak Andriej Zwiagincew. W „Niemiłości” znów zrobił to z wyrachowaniem i precyzją, godną chirurga. Efekt operacji jest druzgocący.

Już na samym początku zostajemy wrzuceni w okoliczności miłosnego krajobrazu po bitwie. Małżeństwo Żeni i Borisa ostatecznie się dopala – są w trakcie rozwodu. Mocno poróżnieni, szczerze się nienawidzą i obrzucają gradem zarzutów, co do wspólnej przeszłości i błędnych decyzji. Pośród tego harmideru jest jeszcze ktoś. Ich kilkunastoletni syn – Alosza. Wrażliwy, zagubiony młody chłopiec, który nie potrafi ogarnąć rzeczywistości rozgrywającej się wokół niego. Wyrzut ich nieudanego związku i – jakkolwiek, by to brutalnie nie zabrzmiało – ich ogromny problem. I nagle, jak na zawołanie, chłopak znika z domu. Reszta filmu to już obrazy konwulsyjnych, pełnych negatywnych emocji poszukiwań, rozgrywanych w aurze jesienno-zimowego, depresyjnego moskiewskiego przedmieścia.

Majestatyczna i świdrująca intelektualnie „Niemiłość” to psychodrama pełna metafor. Swego rodzaju sekcja zwłok małżeństwa. Czy może bardziej miłości, która od początku (jak możemy się domyślać) nie miała szansy się udać. Bohaterowie szamocząc się w miłosnym niespełnieniu, szukają szczęścia w alternatywnych związkach, co jak pokazuje Zwiagincew może prowadzić do powielania błędów przeszłości. Dojmująco gorzka wymowa zaginięcia syna przejawia się w momencie, kiedy oboje nie potrafią się przed sobą przyznać, że go stracili.

Maestria reżysera przejawia się między innymi w niezwykłym wyczuciu roli muzyki i ciszy. Muzyka, pojawiająca się tu dość rzadko, użyta zostaje na zasadzie: na starcie uderzające w górne tony, niepokojące mocne werble lub ambientowe plamy muzyczne, potem niespodziewanie wyciszenie. Ta właśnie cisza, będąca wielkim sprzymierzeńcem Rosjanina, rzadko kiedy, jak tu wybrzmiewa tak złowrogo. Zwiagincew to także twórca o wielkiej świadomości obrazu. Szerokie, majestatyczne kadry, ukazujące skąpane w deszczu i mgle podmoskiewskie osiedla, to wypisz wymaluj metafora rosyjskiego zagubienia w post zimnowojennym świecie, gdzie rola szeryfa została już dawno obsadzona.

No właśnie. Znając wcześniejsze obrazy Rosjanina trudno nie dostrzec wątków i odniesień politycznych. Powtarzająca się „radiowa narracja”, gdzie słyszymy doniesienia z Donbasu, serwis informacyjny, w którym wieszczą koniec świata i jego wpływ na depresyjne nastroje Rosjan, prowadzące do popadania w nałogi i zwiększenie skali samobójstw. To wszystko, łącznie z kilkoma tropami, sugerującymi, co stało się z Aloszą, składa się na obraz posępnego, co jakiś czas wciąż złowrogo pomrukującego, kraju, któremu… odcięto dopływ tlenu.

Rosjanin nie pozostawia zbyt wiele nadziei. Związki się zmieniają – mówi – życie toczy się dalej, a o niechcianej małżeńskiej przeszłości przypominają tylko detale, jak taśma rozciągana wokoło miejsca zbrodni. Bohaterowie Zwiagincewa to zwykli nieszczęśnicy, którzy nie potrafią kochać, ale też nie potrafią żyć bez miłości. Zupełnie, jak Rosja, która w błyskotliwym finale filmu (świetna scena z bieżnią) dosłownie dostaje zadyszki. ***** (5/6)

NIEMIŁOŚĆ (Nelyubov) reż. Andriej Zwiagincew. Rosja, Belgia, Francja, Niemcy. 2017.

Do filmu, który nie pozostawia złudzeń, co do kondycji współczesnego człowieczeństwa, ale i kondycji naszego wschodniego sąsiada, proponuję wino z odległego (dosłownie i w przenośni) świata. Wino, którego ożywcza soczystość będzie w stanie wpompować w nas trochę życia podczas seansu obrazu Zwiagincewa.

Przenosimy się do Chile. Emiliana Organic Vineyards to jeden z najbardziej znanych i utytułowanych producentów organicznych z tamtej części świata (m.in. tytuł Winiarni Roku 2015). W kieliszku Emiliana Gran Reserva Cabernet Sauvignon 2014. Już na starcie czuć odważne, choć subtelne użycie beczki. Nos bardzo intensywny. Kwaskowa wiśnia, świeża truskawka, nuta kakao. Średniej budowy, w smaku poraża pełną nerwu kwasowością i pysznym pełnokrwistym, krystalicznie czystym owocem. Kończy się to miękką, łagodną taniną, co jak na Chile nie jest wcale regułą. Może i nie są to wyżyny finezji, ale na pewno bardzo smaczna i szczera propozycja z kraju, do którego nie zaglądam zbyt często. A jak widać, powinienem.

Wino (w cenie 55 zł) kupicie u importera Vive le Vin oraz w sklepach i restauracjach z nim współpracujących.***** (4.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s