„Pitbull. Ostatni pies” i Bodegas Franco-Espanolas Bordón Crianza

Dzięki filmowi „Pitbull. Ostatni pies” fani starego Pitbulla i serialu Patryka Vegi poczują miłe ukłucie i sentymentalny powrót do przeszłości, fani Władysława Pasikowskiego lekką dezorientację, ale i biegłość reżyserską. Co by nie mówić – sytuacja win-win.

Pasikowski pierwszy raz od dłuższego czasu wchodzi w nie swój świat. Scenariusz napisał, co prawda sam, ale wiadomo, postaci i rzeczywistość została wymyślona kilkanaście lat temu, kiedy to Vega kręcił jeszcze filmy z wstępem, rozwinięciem i zakończeniem, a nie tylko blockbusterowe produkcyjniaki. Jak po tym „przejęciu” radzi sobie wyjadacz polskiego kina sensacyjnego? Zaskakująco dobrze, muszę przyznać.

Wymyślona intryga jest dość prosta i momentami wydaje się zaledwie pretekstem do przywołania do życia starych, przykurzonych już nieco czasem postaci. A wygląda to tak. W zamachu ginie jeden z policjantów z warszawskiej komendy. Komendant (Marian Dziędziel) zarządza śledztwo, sprowadzając do Warszawy zapomnianych funkcjonariuszy: powracającego ze Śląska Metyla (Krzysztof Stroiński), wracającego po kursie w FBI Nielata vel Quantico (Rafał Mohr) oraz odbębniającego służbę na jakimś zadupiu Despero (Marcin Dorociński). Jak szybko spojrzeć, do dream teamu brakuje tylko Gebelsa. Jego nieobecność zostaje jednak pokrętnie, choć mimo wszystko realistycznie wytłumaczona.

I od postaci należałoby zacząć. To na nich fani starego, dobrego Pitbulla czekali od lat. U Pasikowskiego wracają w świetnej formie i, aż chce się zapytać, dlaczego Vega zaprzedał duszę dresiarskiemu diabłu i zrezygnował z nich w ostatnich latach? Wiem, wiem. Kasa misiu… Rewelacyjny Dorociński swoją charyzmą oraz wymalowanymi na twarzy, połączeniem rezygnacji z chłodem doświadczonego gliny, już po kilku minutach na ekranie zostawia większość z postaci „nowego Vegi” daleko w tyle. Fenomenalny, rozedrgany Stroiński prowadzi Metyla po mistrzowsku. Wraca „czysty”, jednak podskórnie wiemy, że z takiego alkoholizmu, w jaki popadł nie wychodzi się raz na zawsze. Świetny jest też Mohr. Co prawda wydoroślał, okrzepł, ale jego funkcjonariusz wciąż ma tę sympatyczną nutę sarkazmu i młodzieńczego luzu. Na drugim planie mamy bardzo dobrego Adama Woronowicza, niezłego (bo nieszarżującego) Cezarego Pazurę i zaskakująco mało irytującą Dorotę „Dodę” Rabczewską. To o jej udział były chyba największe obawy, szczególnie ze strony starych fanów Pitbulla. Wszystko jednak ratuje oldschool.

Nowy Pitbull mentalnie i stylistycznie osadzony jest mocno w latach 90. To rzecz jasna zasługa Pasikowskiego, który głową wydaje się być wciąż w tamtych – bardzo dobrych dla siebie – czasach. I choć film jest mocno właśnie oldschoolowy, to szczególnie w zderzeniu z kinem Vegi, jest co najmniej o klasę lepszy. W czym różnica? Ano w tym, że Pasikowski nie zapomina, jak kręci się prawdziwe kino gatunkowe. Mamy tu porządnie przygotowaną inscenizację, jest rozpoczęcie, rozwinięcie, jest finał. Intryga płynie dość sprawnie i nawet jak trafi na scenariuszowe mielizny i kontrowersje (wątek zakładania banku) to jest w stanie meandrami sunąć do przodu.

Jest lepiej, niż się można było spodziewać, jest gorzej, niż na samym początku serii, ale „Pitbull. Ostatni pies” i tak wraca wiarę w dwie rzeczy. Jeśli masz dobrze wymyślonych, z krwi i kości bohaterów – zawsze warto dać im kolejną szansę. Jeśli potrafisz pisać scenariusze – kino gatunkowe w Polsce wciąż ma sens. **** (3.5/6)

PITBULL. OSTATNI PIES reż. Władysław Pasikowski. Polska. 2018.

Gatunkowe kino policyjne, aż się prosi o wino szczere i prostolinijne, które nie pozostawi żadnych niedopowiedzeń, a za to wymierzy precyzyjny owocowo-taniczny cios. Gdzie takie cuda? Ano w regionie Rioja na przykład.

Bodegas Franco-Españolas Bordón Crianza 2013 takim winem właśnie jest. Producent ten, co ciekawe, to jedna z najstarszych winiarni w regionie. Trzy lata temu obchodził 125-lecie istnienia. Już od pierwszego niucha nie mamy wątpliwości, że ta mieszanka tempranillo i garnachy spędziło sporo czasu w amerykańskiej beczce. Dokładnie 12 miesięcy. Mamy tu, więc oczywiście dojrzałą wiśnię, ale też wyraźne nuty wanilii i czekolady. Wino jest średniej budowy, podobnie jak i jego kwasowość, i tanina. W smaku dużo wiśni, ostrężyn, no i powracająca jak bumerang wanilia. Bardzo soczyste, niezwykle pijalne i nieobiecujące nic, czego nie daje. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nazwa Bordón pochodzi od kijka, którym wspierają się pielgrzymi przemierzający Camino de Santiago, to ta hiszpańska czerwień będzie idealnym wsparciem do soczystego, męskiego kina policyjnego.

Importerem jest 13Win. Wino (w cenie 42 zł) można zakupić w sklepie firmowym na warszawskim Grochowie. **** (4/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino – zakup własny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s