Zoltán Demeter – one man show

One man show! © Piotr Wdowiak

Chcąc trafić do odpowiedniej bramy przy ulicy Vasvári Pál w Tokaju, trzeba wspiąć się na wyżyny umiejętności nawigacyjnych i mocno wytężyć wzrok. Wrota do domu Zoltána Demetera oznaczone są niepozorną, małą kamienną tabliczką z wyrytym logotypem i nazwiskiem producenta. Szczyt skromności – można by pomyśleć. Ta zmyłka to tylko jedna z wielu sprzeczności dotyczących tego topowego winiarza w regionie.

Rzecz dzieje się podczas rozświetlonego słońcem lipcowego popołudnia. Zoltán wita nas w biegu, przepraszając za wcześniejsze nieporozumienie w kwestii umówienia naszej wizyty. Z wielkim zaskoczeniem reaguje na to, że podróżujemy po Tokaju na rowerach. To wam się naprawdę tak chce? – można wyczytać z jego twarzy. Dywagacje transportowe szybko schodzą jednak na dalszy plan. Bohater może być tu przecież tylko jeden. Już od początku narzuca się jego silna osobowość. To intrygująca kombinacja pewnego siebie, zarozumiałego rzemieślnika z wizjonerem o wielkim ego, o powierzchowności przypominającej  typowego mieszkańca dawnych Austro-Węgier. A przy tym bezsprzecznie genialnego enologa. Kto to ogarnie?

Rowerem po Tokaju. Naprawdę? © Piotr Wdowiak

Na dzień dobry otrzymujemy autoprezentacyjny „pakiet niezbędnych informacji”. Dowiadujemy się, że jego czas jest niezwykle cenny, jest bardzo zapracowany i dlatego nie może sobie pozwolić na odwiedziny każdego enoturysty, który się do niego zgłosi. Że winiarnia to w gruncie rzeczy one man show, w którym odpowiada on za każdy etap, począwszy od dojrzewającej kiści, aż do dostarczenia wina do waszych domów. To on przycina krzewy, pryska, dogląda zbiory, winifikuje. On odpowiada za administrację, marketing i obsługę klienta. Z niewielką pomocą kilku zaufanych ludzi, zajmuje się dosłownie wszystkim. Tytan pracy – można pomyśleć. Z drugiej strony za tym imperatywem, narzucającym kontrolę nad wszystkim, idzie godny pochwały perfekcjonizm i brak kompromisów. Przejawia się on na wielu polach. Może być to demiurgiczna wręcz precyzja w winifikacji, albo fakt, że na przykład do produkcji swojego pezsgő, czyli tokajskiego musiaka tworzonego metodą szampańską, sprowadza i używa specjalne zamknięcia importowane, aż z Nowej Zelandii. Podobno najlepsze na rynku, a na pewno jedne z najdroższych.

Słynna kanapa Zoltána Demetera © Piotr Wdowiak

Urzeczywistnieniem swoistej megalomanii (kto wie, czy nie słusznej) Demetera jest jego showroom, do którego z chęcią nas zaprowadza. Przyznaję szczerze, że nie widziałem dotąd podobnego na Węgrzech. Centralnym punktem podłużnej sali jest położona w jednym z rogów, dyskretnie oświetlona czarna – i przy okazji słynna już – skórzana kanapa Demetera. Można na niej sobie zrobić na przykład pamiątkową fotkę. Nad nią, przy odpowiednim natężeniu światła halogenów, widnieje duże logo winiarni z dumnie wypisanym nazwiskiem właściciela. Na bocznych ścianach sali, niczym w galerii, wiszą czarnobiałe historyczne zdjęcia z regionu tokajskiego, pomiędzy nimi znajdują się beczki. Takiej „wystawy” nie zobaczycie chyba nigdzie w Tokaju. Jak się jednak zastanowić to to dość zaskakujące, ale co by nie mówić, eleganckie miejsce jest wielce koherentne z osobowością winiarza. W perfekcjonizmie, ale też dbaniu o luksusowy wymiar marki (co przejawia się też w najwyższych w regionie cenach), dostrzec można w nim sporą fascynację choćby Burgundią. Nieprzypadkowo na ścianie jego piwnicy wisi mapa tego słynnego regionu.

Demeter znany jest też ze swojego przywiązania do historii i dziedzictwa Tokaju. Winiarz angażuje się w działalność charytatywną i promocję lokalnej kultury. Zainwestował na przykład swoje własne środki w rekonstrukcję mapy Józsefa Szabo z 1865 roku. Jest również właścicielem jednego z niewielu zachowanych i oryginalnych egzemplarzy czterojęzycznego albumu Tokaji-Hegyaljai Album z 1867 roku. Co więcej – nadzoruje jego współczesne wznowienie.

„Wszystko robię tu sam” © Piotr Wdowiak

Wina Zoltána (pisał o nich m.in. Wojciech Bońkowski) powstają w całości z własnych upraw. Są krystalicznie czyste i niezwykle zrównoważone. Produkuje on niewielkie ilości z 9 parceli położonych w 5 miejscowościach Pogórza Tokajskiego: Boda (Sátoraljaújhely), Szerelmi (Tokaj), Veres, Betsek, Ősz-hegy (Mád), Hold-völgy, Újhegy (Rátka) oraz Kakas i Lapis (Bodrogkeresztúr). Jego roczna produkcja to około 12-15 tys. butelek. I właśnie przechodząc do win można najpełniej docenić czysty jak kryształ geniusz Zoltána Demetera. I choć na chwilę abstrahować od jego osobowości. Tylko, czy to w ogóle możliwe? No dobra, spróbujmy.

W trakcie naszej wizyty winiarz prezentuje 8 butelek ze swojej kolekcji. Na start do kieliszków trafia Demeter Zoltán Furmint 2016. To wino klasy estate powstałe z gron z różnych parceli. I przynajmniej na papierze entry level w ofercie Demetera. Nie dajcie się jednak zwieść. U tego producenta nie ma czegoś takiego jak entry level! W nosie limonka, żółte jabłko, brzoskwinia, białe kwiaty, silny sznyt mineralności. Czegóż tu nie ma. W smaku charakterne, wyraźnie kwasowe, mineralne, ale przede wszystkim krystalicznie owocowe (jabłko, cytrusy). Dużo elegancji, świeżości i przyjemny cukier resztkowy. Everyday wine? Tak, w niebie. ***** (5/6) Kolejna butelka Demeter Zoltán Veres Furmint 2015 pochodzi ze znanej parceli w Mád. Furmint ten pachnie brzoskwinią, żółtym jabłkiem i białymi owocami. Na pierwszy plan ponownie wychodzi arcymineralność. Usta pełne struktury i powagi, cudnej urody owocu (jabłko, owoce egzotyczne) i świetnego balansu kwasowości i cukru resztkowego. Do medytacji. ****** (5.5/6)

Wina Zoltána Demetera – czysty jak kryształ geniusz © Piotr Wdowiak

Następna pozycja, czyli Demeter Zoltán Szerelmi Hárslevelű 2015 to jednoparcelowy hárs. W nosie pigwa, brzoskwinia, morela, minerały. W smaku apetycznie hedonistyczne, cudownie owocowe (pigwa, cytrusy), kremowe, potoczyste i bogate. Trudno nie zauważyć, że to najcięższy zawodnik z dotychczasowej stawki. ***** (5/6) Wraz z kolejną pozycją każdy z nas przeżywa niemały szok. Któż nie próbował i nie lubi najbardziej aromatycznej odmiany tokajskiej sárga muskotály? Słynącej z kwiatowych, łąkowych aromatów. To, co jednak objawia się w Demeter Zoltán Őszhegy Sárgamuskotály 2015 to najbardziej osobny i intrygujący muszkat, z jakim mieliście do czynienia kiedykolwiek w Tokaju. Grona pochodzą z 30-letnich krzewów z późnego zbioru. To raz. Dużo większa paleta aromatów – to dwa. W nosie białe, polne kwiaty (bez zaskoczeń), ale do tego mamy tu sporo nut winogrona, zielonego jabłka i jesiennych liściastych aromatów. W smaku zaskakująco skoncentrowane, lekko pikantne z wibrującą kwasowością. Czuć alkohol. ***** (5/6)

Najbardziej osobne i intrygujące sárgamuskotály ever © Piotr Wdowiak

Przejdźmy do słodyczy. Demeter Zoltán Late Harvest 2016 to perfekcyjny przykład na to, jak powinien wyglądać wzorcowy późny zbiór. W zapachu potęga aromatu słodkich owoców. Morele, ananas, białe kwiaty i miód. W smaku nieziemska koncentracja, piękny morelowo-miodowy owoc. Kompleksowe, czyste jak kryształ. Genialne. Drodzy winiarze, patrzcie i uczcie się, jak wygląda wzorcowa równowaga w tej stylistyce. ****** (5.5/6) Następny w kolejce Demeter Zoltán Eszter Cuvée 2013 to autorska słodycz i kilka lat więcej na karku. Naturalne słodkie wino zrodzone jako főbor, czyli „wino główne”. W stylistyce najbliższe kategorii szamorodni. Już od początku paraliżuje wręcz nozdrza. A paraliż ten, jak się domyślacie, należy do najpiękniejszych odrętwień występujących w przyrodzie. Pachnie żółtymi, tropikalnymi owocami, są też rodzynki, herbata, miód gryczany. Potężne ciało, cudowna, grożąca niepohamowaną rozpustą słodycz, świetny balans i piękno czystego owocu. Powinni tego zabronić. ****** (5.5/6)

Pocieranie nosem o sufit niebios © Piotr Wdowiak

O sufit niebios pociera też nosem Demeter Zoltán Holdvölgy Aszú 6 Puttonyos 2007. Mamy tu 224 g cukru, w środku furmint i hárslevelű. Jest moc! W nosie kandyzowana morela, brzoskwinia, miód, rodzynki, kwiat pomarańczy. Kremowe i oleiste w fakturze, z cudowną przy tej słodyczy, właściwą tylko dla Tokaju, tak wysoką kwasowością. Nieprawdopodobna koncentracja, elegancja, czyste winne szczęście. ****** (5.5/6) A na koniec rodzynek (pomyłka zamierzona) na torcie. Jeśli poprzedni słodziak pukał do niebios, ten tu gagatek fruwa tam na chmurce. Demeter Zoltán Aszú 6 Puttonyos 2008 to furmint i hárs z siedlisk Veres i Lapis i zarazem barokowość słodkiego Tokaju w najlepszym wydaniu (315 g cukru!). W zapachu botrytis, rodzynki, nuty masła, marmolady morelowej i nuta grzybowa. Łapię się na tym, że brakuje odpowiednich słów na opisanie koncentracji tego wina. Ale spróbuję. W smaku bogactwo miodu, moreli i suszu owocowego. Niewiarygodnie długie, bogate, skoncentrowane, skłaniające do grzechu. Ale za to jakiego. Wielkie wino. Za to warto umierać. ****** (6/6)

Spacer w chmurach © Piotr Wdowiak

Po takiej degustacji nie sposób tak szybko ochłonąć. Może, więc i dobrze, że relacja z tej wizyty (lipiec 2017) powstała tak późno. Postać Zoltána Demetera jest pełna sprzeczności i może budzić kontrowersje. Nie tylko w moim odczuciu. Jakkolwiek nie zaskoczyłby was i nie zirytował swoją osobowością (albo i nie), nie sposób przejść nad jego winami do porządku dziennego. Nie da się. Są dziełem geniuszu i trudno byłoby oddzielić te dwie kwestie. Kto wie, czy ta nieokiełznana i wybuchowa mieszanka nie jest właśnie kluczem do tokajskiego Olimpu.

Podróżowałem do Tokaju na koszt własny. Degustowałem wraz ze Sławkiem Sochajem i Michałem Kissem (jego relacja tu) na zaproszenie producenta.

Do Polski wina Demetera sprowadza Vininova.

Reklamy

2 komentarze

  1. Odwiedziłem Zoltana w 2012 – kanapy jeszcze nie było, spóźniliśmy się, w związku z czym Zoltan dał nam na dzień dobry ostrzeżenie, że mamy tylko godzinę – ale wyszliśmy po… 2,5 h 🙂 Tyle na temat zoltanowej „megalomanii”. Zero opłat za degustację, zakupy ze zbójecką zniżką. Wina absolutne, rzec by można, FoBor zdecydowanie najlepsze (skromne 186 g cukru ;), Aszu 6P równie genialne, podobnie jak wytrawny Furmint Lapis… Co tu dużo gadać, chętnie bym tam wrócił – ale z drugiej strony tyle jeszcze nieodwiedzonych winiarni w samym Tokaju tylko… Jak tu żyć, panie premierze?

    • Wina absolutne – tu pełna zgoda. Co do opłat, a w zasadzie ich braku – też. Natomiast wyrywająca się do przodu ekstremalnie silna osobowość winiarza – to też fakt. Cóż, może przez 5 lat się to bardziej „rozwinęło” 😉 Dziękuję za komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s