„Lady Bird” i La Stoppa Ageno

Temat trudów dojrzewania, tak mocno ograny w kinie, w rękach Grety Gerwig wymyka się jednoznacznym ocenom. Jej „Lady Bird” jest pełna osobliwego humoru, słodkiej dziwaczności i niewymuszonego uroku. To kino przyjemnie pokręcone i psychologicznie prawdziwe.

W filmie oglądamy rok z życia zbuntowanej nastolatki Christine „Lady Bird” (Saoirse Ronan) – uczennicy szkoły katolickiej. Choć w zasadzie jest to ciąg epizodów pociętych dynamicznym, ale pełnym wyczucia montażem. Na poziomie fabularnym sztampa. Pierwsze miłości, silny konflikt z apodyktyczną matką, marzenia o wyfrunięciu jak najdalej z domu do prestiżowego collegu, który wydaje się nie być w zasięgu. Wszystko to widzieliśmy już wiele razy w kinie amerykańskim i nie tylko. W interpretacji Gerwig to kino dojrzewania nabiera jednak lekkości. Jest naturalne, szczere i proste. Bez trudu wzbija się w powietrze, zapraszając nas do lotu.

Gdy zadaję sobie pytanie, co tak naprawdę, znana m.in. z „Frances Ha”, Amerykanka robi tu takiego specjalnego – trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. „Lady Bird” to jeden z tych filmów, w których precyzyjnie napisany scenariusz zawiera magiczny faktor geniuszu, sprawiający, że świat, który oglądamy jest tak bliski i prawdziwy, że po dziesięciu minutach seansu wchodzimy w to bez reszty. I przestajemy zadawać zbędne pytania.

Pytania jednak zadaje sobie Lady Bird. Jej świat, co chwilę rozpada się na tysiące rozterek, kłopotów i działań, które mają lepsze lub gorsze skutki. Gerwig, co piękne, nie ocenia swoich bohaterów. Subtelnie ich reżyserując, pozostawia spore pole do zachowań i interpretacji. Ten miękki styl prowadzenia postaci to zresztą nie przypadek. Reżyserka od wielu lat z powodzeniem gra w kinie niezależnym charakterystyczne, pogubione, wrażliwe i szukające własnej tożsamości bohaterki. W swoim reżyserskim debiucie prowadzi aktorów przez historie, których sama nie raz doświadczyła. Na planie i w życiu. „Lady Bird” jest luźno oparta na jej życiowych doświadczeniach. Stąd ta niewymuszona synergia daje takie efekty.

Obraz Gerwig igra ze stereotypami i przyzwyczajeniami widzów. Kalifornia z jej filmu to nie kraina marzeń i ziemia obiecana, gdzie spełnia się amerykański sen, a tylko zwyczajne do bólu Sacramento, gdzie nastolatki i ich rodzice mają takie same problemy, jak ich odpowiednicy w, dajmy na to, Nowym Jorku. Przywołuję przykład „wielkiego jabłka” nie bez powodu. Główna bohaterka przeciwstawia nudne życie i ogromną chęć uniezależnienia się od matki (i wyrwania z domu), mitycznemu Nowemu Jorkowi. Miejscu, gdzie tętni życie artystyczne i intelektualne kraju. Kolejny prztyczek w nos dla złotego stanu, jaki obserwuję w ostatnich latach w amerykańskim kinie.

Z racji tematu „Lady Bird” mogłaby stanąć na półce obok „Boyhood” Richarda Linklatera. Z kinem Teksańczyka łączy ją duchowe podobieństwo. Szacunek dla dziwactw charakteru i walki o podmiotowość, kierują z kolei myśli w stronę Wesa Andersona. Piękne powinowactwa – przyznacie. Pomimo widocznych inspiracji debiut Gerwig bezsprzecznie wybija się jednak na niepodległość.

To studium dojrzewania – czasu, kiedy rodzi się w nas akceptacja dla własnych niedoskonałości i budzi gotowość do poszukiwania tożsamości – jest filmem spełnionym. Z kilku względów. Przekonuje tu wiarygodna psychologia postaci, naturalny obraz buzującej seksualności i społeczno-rodzinne tło. To kino osobiste tak dobre, że osobiście je polecam. Nie tylko wam kobietki, oj nie. ***** (5/6)

LADY BIRD reż. Greta Gerwig. USA. 2017.

Walka o tożsamość i nieznosząca sprzeciwu atencja dla oryginalności i dziwactw charakteru, to idealny kawałek kina do… „wina pomarańczowego”. To przecież gatunek, który wciąż w mainstreamie walczy o swoją podmiotowość, a jak jeszcze dodam, że zrobiony został ze szczepów, które kultywuje się tylko w jednym małym włoskim regionie (Emilia-Romania), to już w ogóle pozamiatane…

Producent La Stoppa to gwiazda regionu Emilia-Romania i jeden z najbardziej cenionych producentów we Włoszech. Bezdyskusyjnie są to jedne z najciekawszych win naturalnych w Italii – niefiltrowane, o minimalnym siarkowaniu. Winiarnia liczy sobie 32 hektary i słynie głównie z upraw czerwonych barbery i bonardy. Do filmu wybieram jednak „wino pomarańczowe” ze szczepów malvasia di candia aromatica, ortrugo i trebbiano. Długo trzeba było na nie czekać. 30-dniowa maceracja na skórkach, 12-miesięczny pobyt w barrique i 3 lata w butelce. Robi wrażenie. A jak samo wino?

La Stoppa Ageno 2012 jest fantastyczne. W barwie pomarańczowe, czy jak kto woli bursztynowo-złotawe. W oku nieprzeniknione, niefiltrowane. Pachnie suszem owocowym, kandyzowaną skórką z pomarańczy. Mamy tu też subtelną nutę orzecha włoskiego i polnych kwiatów. W smaku pełne treści. Jest tu pestkowo-goryczkowa tanina, jest soczysty ponętny owoc (spod znaku żółtej śliwki). Wino przynosi bogactwo aromatów i smaków z przyjemną miękką kwasowością. Jeśli chcecie zakochać się w „winie pomarańczowym”, to to jest najlepszy kandydat na pierwszą randkę.

Importerem jest Partner Center. Wino (w cenie 133 zł) można kupić poprzez sklep DobreWino.pl ****** (5.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s