„Wieża. Jasny dzień” i Zsirai Furmint Középhegy

To, że debiut Jagody Szelc jest filmem niepokojącym, prowokacyjnym i niełatwym, paradoksalnie może mu tylko sprzyjać. W Polsce jak słońca wypatrujemy kina niesztampowego, które odważnie afiszuje swoją oryginalność. Czy docenimy obraz, który przypomina wróżbę?

Śmiem twierdzić, że śmiałość z jaką reżyserka podeszła do formy filmowej nie skończy tylko z aplauzem (co zresztą się już stało) bardziej wybrednej widowni festiwali filmowych, ale trafi też do mas. Jak zdefiniujemy liczebność tej masy, to już zupełnie inna sprawa.

Warstwa fabularna „Wieży. Jasny dzień” zdaje się być zaledwie tylko pretekstem do czegoś większego. Mula i Michał szykują się na pierwszą komunię córki. Z tej okazji do ich domu na kilka dni zjeżdża się rodzina. Niespodziewanie pojawia się także dawno niewidziana Kaja – biologiczna matka dziewczynki. Tam, gdzie przez zawiązanie akcji spodziewamy się ciągu dramatycznych zdarzeń, tam Jagoda Szelc rozładowuje napięcie już na samym początku. Jej „przebicie szpilką balona” (sporo wyjaśniająca scena w stodole) to w gruncie rzeczy zaproszenie do swoistego szamańskiego rytuału, jaki rozgrywa na naszych oczach.

Producenci reklamują obraz hasłem „w oparciu o przyszłe wydarzenia” i tak, jak rzadko jest mi po drodze z marketingową poetyką, tak tekst ten idealnie oddaje, czym jest debiut filmowy Szelc. Historia budowana jest na podskórnej obawie, że dziewczynka dowie się o istnieniu własnej matki, a także na strachu, że Kaja ma jakieś niejasne zamierzenia. Wszystko to rozgrywa się w rytualno-szamańskich interwałach opartych na schemacie – sceny rodzinne we wnętrzach, następnie pauza z obrazami niepokojąco dzikiej natury, w tym fauny majestatycznie powabnej Kotliny Kłodzkiej. Film stylizowany na wróżbę z tarota działa faktycznie trochę jak seans u wróżki. Niepokoi, prowokuje i rzuca wyzwanie linearnej narracji kina popularnego. Czuć inspirację kinem Larsa Von Triera (zwłaszcza „Melancholią”) i Michaela Haneke („Funny games”!).

Spotkałem się z zarzutami, że przy tej wykoncypowanej metodzie artystycznej ginie trochę realizm postaci, a przede wszystkim „czucie” dialogów. Pozostaje mi się tylko z tym zgodzić tyle, że z jednym małym, ale za to zasadniczym „ale”. Tak daleko posunięta stylizacja, jakiej poddaje swoich bohaterów Jagoda Szelc w pewnym sensie wymusza taki efekt. To nie jest jednak historia 1 do 1 i ten oniryzm obrazu należy wziąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Inna sprawa, że ja w pełni go kupuję.

Nie chcąc narzucać interpretacji otwartego zakończenia filmu, które jest finałem z kategorii „każdy odbierze to podług własnej intuicji” nie mogę nie zwrócić uwagi na symbolikę tytułu. Wieża w tarocie to jedna z najbardziej złowróżbnych kart. Oznacza między innymi niespodziewane i całkowite zniszczenie, utratę własności, a także rozpacz po utracie czegoś wartościowego. Jednym słowem katastrofę. Karta słońca (jasny dzień?) to z kolei zapowiedź radości, sukcesu i spełnienia. Apokaliptyczny w wymowie film-przepowiednia Szelc wydaje się rozjeżdżać w obu tych kierunkach. Jakkolwiek nie odebralibyście tego interpretacyjnego rozkroku i wróżby, pewne jest jedno. To przepowiednia intrygującej drogi artystycznej. ****** (5.5/6)

WIEŻA. JASNY DZIEŃ reż. Jagoda Szelc. Polska. 2017.

Do filmu-wróżby, tak mocno przesiąkniętego genem kobiecości, wybieram wino do cna kobiece, stworzone przez jedną z najbardziej utalentowanych winemakerek we współczesnym Tokaju – Katę Zsirai. Pikanterii dodaje fakt, że Kata z chęcią uczestniczy, w organizowanym od trzech lat w tokajskim Tarcal, festiwalu wina Czarująca Majówka. W jego programie nawiązuje się do przesądów i zwyczai ludowych (płodności, kobiecości, piękna) a pośród nich pojawia się też motyw sabatu czarownic. Voila!

Zsirai Középhegy Tokaji Furmint 2015 to wino jednoparcelowe z siedliska w Mád. Ma jasno-żółtą barwę ze słomkowym refleksem. Pachnie żółtym jabłkiem, morelą i białymi kwiatami. Jeńców nie bierze też wyraźna nuta mineralna. W ustach szczodre, chrupkie, pojawia się soczysty owoc (morela) i wibrująca, mineralna kwasowość ze świetnie wyważonym cukrem resztkowym. Kremowe, lekko beczkowe w finiszu. Inne roczniki tej etykiety do kupienia w Salon Win Karpackich. ***** (5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino – zakup własny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s