„Nigdy cię tu nie było” i Prince Stirbey Novac

Oniryczny thriller Lynne Ramsay to zmierzenie się z Ameryką cierpiącą na traumę wojny i codzienną inwigilację. Jej odważny dramat redefiniuje ramy gatunku, skupiając się na psyche mrocznego, a zarazem melancholijnego bohatera. Każde pokolenie ma takiego „Taksówkarza”, na jakiego sobie zasłuży.

Joe (spuchnięty Joaquin Phoenix) jest byłym żołnierzem i agentem FBI. Swoje doświadczenie i bezkompromisowość wykorzystuje teraz w niezależnej pracy, jak sam o sobie mówi – zbira na zlecenie. Właśnie otrzymuje zadanie odbicia młodocianej córki znanego senatora z rąk stręczycieli. Swoje zadanie wykonuje szybko i zdecydowanie. Niestety dziewczyna okazuje się seks-zabawką wyjątkowych zakapiorów w efekcie czego najbliżsi i znajomi Joe’a zaczynają płacić cenę, za jego niezależność.

Im dłużej trwa film Ramsay, tym szybciej do nas dociera, że dużo ważniejsze, niż to, co oglądamy, jest to, jak to zostało pokazane. Joe jest typem mściciela z nasuniętym kapturem na głowę i zakrwawionym młotkiem na ramieniu, którym rozprawia się ze zbirami gorszymi, niż on. Nie mówi wyraźnie, bardziej mamrocze, lubi zabawy z nożem i zdarza mu się samemu podduszać. Na dodatek powracają do niego wspomnienia z wojny (dziewczyna zastrzelona na froncie), pracy dla służb (furgonetka wypełniona imigrantami) i dzieciństwa (ojciec terroryzujący rodzinę). Nie ma, co – ścieżka zdrowia. Z perspektywy gatunkowej wydaje się, że bohater wręcz musi nosić na sobie ten ciężar. Wszystko po to, by potem móc go zrzucić na drodze odkupienia.

Na szkicu charakterologicznym Joe pojawiają się też zaskakujące niuanse. Z bezdennej traumy, w której wydaje się tkwić potrafi wyciągać go stara matka, z którą wiążą go osobliwe relacje. To specyficzna mieszanka miłości i sarkazmu. Spójrzcie tylko na doskonałą sekwencję rozmowy przez drzwi łazienki, kiedy bohater inscenizuję słynną scenę Normana Batesa z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka.

Ciąg obrazów zbrodni przeplatanych retrospekcjami i melancholijnymi wtrętami składa się w „Nigdy cię tu nie było” na niezwykle oryginalną, oniryczną i poetycką przypowieść o odkupieniu i walce z demonami. Świetnie zostaje to podkreślone hipnotyzującą muzyką Johnny’ego Greenwooda z Radiohead. To, jak sam stwierdziłem po seansie, najbardziej liryczny film o bezwzględnym zabójcy, jaki widziałem od lat. Przy wielu udanych zabiegach inscenizacyjnych razi tu, co prawda kilka scenariuszowych uproszczeń (choćby scena z wchodzeniem do rzeki) ale i tak bilans zysków i strat jest dodatni.

Specjaliści od marketingu przypięli filmowi łatkę nowego „Taksówkarza” i przyznać muszę, że coś w tym jest. Upraszczając, jedyne co się zmieniło, to „robactwo” tego świata, z którym rozprawiał się Travis Bickle, a teraz pałeczkę przejął Joe. Czy Ameryka otrząśnie się ze swoich demonów i stanie na nogi? Końcowa, zarazem czarna jak smoła, ale i optymistyczna scena w kawiarni, daje ku temu nadzieję. ***** (4.5/6)

NIGDY CIĘ TU NIE BYŁO (You Were Never Really Here) reż. Lynne Ramsay. USA, Francja, Wielka Brytania. 2017.

Do mrocznego kina, mierzącego się z demonami, proponuję coś specjalnego z Rumunii. Trochę taki demon tyle, że w winogronowej skórce.

Czerwony szczep novac, bo o nim tu mowa, ma za przodków dwóch leciwych panów – negru vartos z południowej Rumunii i słynne saperavi z Gruzji. Łączą się, więc w nim dwa z najstarszych regionów uprawy winorośli w Europie. Wino z niego uzyskane ujrzało światło dzienne po raz pierwszy w okolicach miejscowości Dragasani w 1987 roku. To prawdziwy oryginał różniący się od win czerwonych głównego nurtu – bardziej zniuansowany i mniej bijący po nozdrzach.

Prince Stirbey Novac 2013 dojrzewa przez co najmniej rok w beczkach o pojemności od 300 do 400 litrów, bez nowego drewna, zachowując w ten sposób garbnikowe podbicie i wielopoziomowy aromat. W zapachu raczy nas dojrzałą jagodą i wiśnią. Feeria aromatów narysowana jest tu na tle złożonym z akcentów czarnego pieprzu i ciemnych kwiatów. Usta treściwe i zadziorne, wypełnione świeżą, łobuzerską kwasowością – ale mają potencjał! W smaku pełne jest świeżego, jagodowo-kwiatowego owocu. Kończy się długo i czupurnie z eleganckim, quasi mineralnym podbiciem. ***** (5/6)

Wino do Polski importuje Winnacja. Kupicie je (w cenie 69 zł) w sklepie importera w Krakowie

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.
Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s