„Zimna wojna” i Winnica Vanellus Noctis

Gdy spojrzymy na „Zimną wojnę” tylko jak na historię trudnej, choć wielkiej miłości osadzonej na tle wydarzeń zimnej wojny lat 50., sam zamysł scenariuszowy wydaje się dość banalny i mało odkrywczy. Tymczasem Paweł Pawlikowski z tego pomysłu-pretekstu tworzy filmową perełkę, pieszcząc oczy odniesieniami do historii polskiego kina, tworząc z siły narracyjnej i sensualnej muzyki piękną jazzową wariację. Balsam dla oczu i uszu.

Joanna Kulig i Tomasz Kot kreując postacie Zuli i Wiktora mówią do widza subtelnie, choć zdecydowanie – my jesteśmy tą kobietą i mężczyzną, my ich nie gramy, wejdź w nasz świat, a na pewno wyjdziesz z niego z drżącym sercem. Opowieść to romantyczna, a zarazem tragiczna. O parze, która nie potrafi ze sobą być, a jednocześnie nie potrafi żyć bez siebie. Dramatyzmu dodają zmieniające się przez kilkanaście lat trwania akcji krajobrazy Polski, Berlina, Jugosławii i Paryża, wkręconych w wir gorzkich i nieludzkich realiów powojennej Europy.

Tytułowa „wojna” jest bitwą o choć odrobinę wolności, wyciągniętej spod partyjnego buta. To także walka o odnalezienie siebie i walka o miłość, która od samego początku ma pod górkę. Hipnotyzująca, zadziorna i charakterna Zula w pełnej namiętności, ale i naznaczonej klęską relacji z bogartowskim Wiktorem jest cały czas prawdziwa. Namiętna, kochająca, czy kłócąca się – zawsze przeżywa uczucia na najwyższym pułapie emocjonalnym.

Co znamienne, Pawlikowski nie wydaje się być zainteresowany kronikarskim przedstawieniem historycznych realiów. Chętniej posługuje się popkulturowymi skrótami i własnymi wyobrażeniami o poszczególnych miejscach w których rozgrywa się akcja filmu. Dlatego jego Paryż to miasto wąskich uliczek, dusznych, zadymionych jazzowych klubów i imprez paryskiej bohemy, na których celem nadrzędnym jest zdobycie nowych znajomości i osiągnięcie artystyczno-biznesowego celu często poprzez łóżko. Wschodni Berlin to przytłaczający zaśnieżony świat zaniedbanych hotelików, wież wartowniczych i przejmująco pustych ulic. Powojenna Polska to z kolei pogorzelisko zrujnowanych pomników kultury jakimś cudem odżywające dzięki muzyce folkowej. W obliczu filozofii reżyserskiej Pawlikowskiego nie dziwi więc, że na tym tle kłócący się, spacerujący i uprawiający seks bohaterowie to para rodem z kina noir: pogubiony przez miłość artysta, któremu życie wymyka się spod kontroli i zasadnicza, podejmująca ryzykowne kroki femme fatale.

„Zimna wojna” to jednak przede wszystkim wirtuozeria filmowego ujęcia muzyki w najlepszym możliwym wydaniu. Sam obraz rozgrywa się w rytm występów filmowego zespołu „Mazurek”, jazzowych koncertów Wiktora, czy paryskich prób wokalnych Zuli. Każdy utwór wwierca się w uszy i nie pozostawia nas obojętnym, a sam film w konstrukcji przypomina trochę musical.

W przewodnim utworze, Zula przepięknym głosem Joanny Kulig śpiewa: Dwa serduszka, cztery oczy, ojojoj, co płakały we dnie, w nocy, ojojoj, czarne oczka, co płaczecie, że się spotkać nie możecie, że się spotkać nie możecie.  Ten pozornie banalny przekaz uderza tym celniej, gdy uświadomimy sobie, że nawet naznaczona klęską miłość może przetrwać i zawirowania historii i nasze często błędne decyzje. Potrzeba tylko żaru serca i determinacji obu stron. A stąd już niedaleko do wieczności, jak pokazuje szekspirowskie zakończenie filmu. Nowi kochankowie z Werony? ***** (5/6)

ZIMNA WOJNA reż. Paweł Pawlikowski. Polska, Francja, Wielka Brytania. 2018.

Pełen filmowych odniesień, czarnobiałych wąskich kadrów i dusznych nocnych scen – film – nastraja mnie na winiarską czerwień, która na nocne schadzki została wręcz wymyślona. Nazwa wina noctis to z łacińskiego – noc. Dodatkowym języczkiem uwagi jest dla mnie fakt, że to polskie wino, a w dodatku jedna z najciekawszych czerwieni nad Wisłą.

Pochodząca z Jasła butelka Winnicy Vanellus Noctis 2016 to mieszanka rondo, regenta i cabernet cortis. Wszystkie odmiany starzone były 9 miesięcy w starej beczce z francuskiego dębu. W oku mieni się rubin. Pachnie intensywnie czerwonymi owocami. Jest wiśnia, czarna porzeczka i nuta śliwki z lekko dymnym akcentem. W ustach pełne soczystego czerwonego owocu z dużą dawką świeżej kwasowości. ***** (4.5/6)

Wino (w cenie 50 zł) kupicie na miejscu w winnicy w Jaśle.

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Wino kupiłem za swoje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s