„Człowiek, który zabił Don Kichota” i Venus la Universal Dido Blanc

Autotematyczne, staroświeckie kino akcji? Heroiczny ból o zekranizowanie powieści Miguela Cervantesa? A może kolejny już dowód na twórcze szaleństwo Terry’ego Gilliama? „Człowiek, który zabił Don Kichota” to wszystkiego tego po trochu, a już na pewno najbardziej – mimowolnie osobisty – obraz byłego członka Monty Pythona.

Z „Don Kichotem” Gilliama jest już tak, że sama historia powstawania filmu zasługuje na oddzielny film… który zresztą powstał (dokument „Zagubiony w La Manchy” Keitha Fultona i Louisa Pepe). Reżyser tę ekranizację książki o błędnym rycerzu planował już kilkanaście lat temu. W 2003 roku zaczął nawet zdjęcia, które potrwały jednak tylko kilka dni. Wieloletnie zbieranie funduszy na projekt skończyło się, więc obrazem, który scenariuszowo przeszedł dość drastyczną rewolucję, a same przygody Don Kichota z La Manchy stały się tylko jednym z elementów przedstawionej nie-rzeczywistości.

„Don Kichot” AD 2018 to, więc historia o młodym reżyserze Tobym (Adam Driver), który kręcąc pośród hiszpańskich pustkowi film o przygodach słynnego rycerza spotyka Javiera (świetny Jonathan Pryce), naturszczyka, który kiedyś zagrał w jego filmie studenckim. Don Kichota właśnie. Szkopuł polega na tym, że Javier uwierzył, iż jest nim naprawdę, a co lepsze, w Tobym rozpoznaje swojego giermka.

Czym zatem jest nowy obraz Gilliama? To ekstrawagancka wariacja na temat legendy o bohaterze z La Manchy i jego giermku Sancho Pansy. To także autotematyczny, filmowy komentarz reżysera do iście don kichotowskiej walki z wiatrakami, jaką artysta przeszedł na drodze od pomysłu do ostatecznej realizacji „dzieła życia”. To osobliwa historia jego powstawania.

Można też nowy film Gilliama potraktować, jako formę pogodzenia się z samym sobą i sentymentalny powrót do własnych korzeni. Wielu krytyków zarzucało ostatnim obrazom reżysera zbyt dużą śmiałość w wykorzystaniu nowoczesnych efektów specjalnych. Te w zderzeniu z kakofoniczną i pstrokatą wyobraźnią twórcy sprawiały wrażenie nieco sztucznych, syntetycznych, a nader wszystko pozbawiały jego filmy aury wyjątkowości. W takich tytułach, jak chociażby „Brazil”, nakręcany szaloną wyobraźnią epicki rozmach mieszał się w dziwacznej miksturze z obłąkańczymi samoróbkami. Ale w tym szaleństwie była metoda.

Tymczasem współczesny „Don Kichot” to bardziej świadectwo ogromnej determinacji, twórczej wyobraźni i niepohamowanej woli zmierzenia się z legendą z La Manchy. Nie potrzeba zbyt śmiałych interpretacji by w tej ekwilibrystycznej walce o zachowanie pamięci o rycerzu, który minął się ze swoją epoką nie dojrzeć lustrzanego odbicia byłego członka Monty Pythona. **** (3.5/6)

CZŁOWIEK, KTÓRY ZABIŁ DON KICHOTA (The Man Who Killed Don Quixote) reż. Terry Gilliam. Belgia, Francja, Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania. 2018.

Do szalonego boju o przywrócenie pamięci o „Rycerzu Smętnego Oblicza”, aż prosiło się o wino z don kichotowskiej La Manchy. Ale znaleźć w Polsce jakąś ciekawą butelkę z tamtych rejonów – graniczy niemal z cudem. Postawiłem, więc na wariant równie hiszpański, co nieco szalony. W imię łotrzykowskiej poetyki i akcji balansującej na granicy obłędu – proponuję arcyciekawą mieszankę białych szczepów z Katalonii.

Venus la Universal Dido Blanc 2016 z apelacji Montsant to intrygujące cuvee z odmian macabeu, grenache blanc i xarel·lo. Dosyć szalone wino naturalne stojące pośrodku drogi między orange wine, a intelektualną bielą dla hipsterów. Niewielka część winogron na tą etykietę macerowana jest na skórkach 3-5 dni w otwartych beczkach, część maceruje na skórkach przez całą dobę, a reszta owoców idzie prosto do prasy. Następnie 30 proc. dojrzewa w dużych glinianych amforach, a 70 w beczkach o różnym rozmiarze przez okres 9 miesięcy. W efekcie otrzymujemy trunek o barwie słomy przechodzącej w przykurzone złoto. W zapachu uderza przejrzała brzoskwinia, owoce egzotyczne spod znaku ananasa, ziarnka słonecznik, orzech laskowy i nieodpuszczająca nuta jesiennych wilgotnych liści. W smaku syte, goryczkowe (skórka z orzecha), z akcentem dojrzałych żółtych owoców. Kremowa struktura cieszy dość niską kwasowością. Fajny odmieniec. Piłbym jeszcze. Wino do kupienia u importera El Catador (cena 79 zł). ***** (4.5/6)

Fotosy z filmu: materiały promocyjne dystrybutora.

Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

2 komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s